Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156333
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zimno, mróz, brrr!

wtorek, 31 stycznia 2012 9:50

Jest zimno, a synoptycy zapowiadają, że będzie jeszcze zimniej. Jak ja nie cierpię zimna… Wiem, wiem, dobrze jak czasami przymrozi, ale mam prawo się buntować? Mam! Bo i cóż więcej mi pozostało. Śniegu u nas ani kapki za to mróz daje nieźle popalić. Wczoraj wychodziłam po zakupy i na oczy nie widziałam tak mi łzawiły. Pisałam już, że mieszkanie mam opalane na piece i zanim nagrzeje się we wszystkich pomieszczeniach jest mi zimno i… zimno. Nie wiem jakbym się ciepło ubrała, to i tak trzęsę się z zimna jak nie powiem co. No i do tego te poranne niespodzianki na szybach w przedpokoju i kuchni… Może to i wygląda malowniczo, ale wolałabym podziwiać te dzieła sztuki niecodziennego artysty siedząc sobie w ciepełku… brrr i jeszcze raz brrr!!!

 

 

 

 




komentarze (41) | dodaj komentarz

Wesela się nie powtórzy

poniedziałek, 30 stycznia 2012 8:40

 
Ślu b, wesele… każdy kto to przeżył wie ile wiąże się z tym wydarzeniem stresów. Niby wszystko zapięte na ostatni guzik, ale wciąż kołaczą w głowie pytania i wątpliwości: czy pojawią się wszyscy zaproszeni goście, czy dopisze pogoda, czy fryzura będzie identyczna jak na próbnym czesaniu, czy się nie pomylę podczas składania przysięgi, czy kucharki nie nawalą z jedzeniem, I tak dale i tak dalej…


Pod koniec ubiegłego roku wychodziła za mąż córka mojej dobrej znajomej. Często dzwoniła zdając raport z przygotowań. Każda rozmowa kończyła się masą pytań i wątpliwości. Martwiła się dosłownie wszystkim. Byłam pełna obaw, że z takim nastawieniem nie doczeka ślubu córki, prędzej jej serce wysiądzie, albo jakieś depresanty przyjdzie jej łykać.


Kilka dni temu zaprosiła mnie na pogaduchy, oglądanie zdjęć i filmu z kościoła i wesela. Poszłam. Opowieściom nie było końca. Obejrzałam zdjęcia, a potem upomniałam się o film. Generalnie  nie lubię oglądać filmów z wesela, bo cóż to za przyjemność patrzeć na ludzi, których w większości się nie zna, podczas tańców oraz różnych dziwnych sytuacji. Ale skoro zostałam zaproszona na obejrzenie zdjęć i filmu, to dawaj… oglądamy!

 

Najpierw myślałam, że ten drink „weselny” na oczy mi padł, ale nie… takiego filmu to ja jeszcze nie widziałam… podobnie chyba „nie widział” operator. No bo jak można nakręcić film z wesela z nogami w roli głównej? Poważnie! Wyglądało to tak jakby operator  co najmniej pół wesela na podłodze przesiedział. Na filmie było widać  na przemian nogi – sufit –  stół weselny – podwyższenie na którym stał zespół. Jak już niechcący zahaczył o jakiegoś weselnika, to albo było widać klapy męskiej marynarki, albo czubki głów tańczących. Nie do przyjęcia… Znajoma powiedziała,  że młodzi małżonkowie reklamowali ten film i reklamacja została uwzględniona, bo wynajęta firma zwróciła im pieniądze. Ale co z tego, wesela przecież nie powtórzą…

 



komentarze (27) | dodaj komentarz

Wanda Błeńska

niedziela, 29 stycznia 2012 9:35

 

„Myślę, że prawie wszyscy mamy piękne chwile, tylko ich nie widzimy. Zamykamy na nie oczy. A trzeba się umieć cieszyć z drobiazgów. Z tego, co się nam dziś dobrego przydarza, a nie martwić na zapas.”


Najpie rw przeczytałam wywiad, a potem wszystko co tylko mogłam znaleźć na temat życia lekarki trędowatych, Wandy Błeńskiej.


Wanda Błeńska 30 października ubiegłego roku skończyła 100 lat, z tego 43 spędziła w Buluby, w Ugandzie lecząc chorych na trąd. Dzięki niej tysiące ludzi zostało wyleczonych, a mieszkańcy Buluby nazwali ją Matką Trędowatych. Powróciła do Polski w 1992 r. i poświęciła się szerzeniu dzieła misyjnego.
Mogłabym na podstawie zebranych wiadomości napisać mały elaboracik, ale niech każdy sam się przekona kim jest Pani Wanda i co ma do powiedzenia. Gorąco zachęcam – wystarczy kliknąć w ten link:


http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1521749,1,jak-przezyc-zycie-by-niczego-nie-zalowac.read

Przeczytałam również, że mimo setki na karku Pani Wanda wciąż zachowuje pogodę ducha i niezwykłą witalność. Nigdy nie zamyka się w czterech ścianach, pomaga potrzebującym, służy im radą i słowem otuchy. Brakuje dzisiaj takich autorytetów, ludzi od których można czerpać garściami, którzy inspirują i wzbudzają nasz podziw. Z przerażeniem spostrzegam, że ich miejsce w mediach zajmują Dody, Grycanki, Szpaki i inne takie…

 



komentarze (23) | dodaj komentarz

Nie wpuścisz księdza po kolędzie? Nie będzie pogrzebu z księdzem!

sobota, 28 stycznia 2012 9:54


Pismo o treści jak wyżej  roznosili wysłannicy jednej z parafii w Śremie. Trafiło do ludzi, którzy nie przyjęli kolędy. Podobno lokatorzy tego mieszkania od wielu lat mieszkają za granicą. Ja informuje Głos Wielkopolski, pismo wystosowane przez proboszcza wywołało prawdziwą burzę. Mieszkańcy są zbulwersowani takim traktowaniem, twierdzą że to ewidentny szantaż, a parafia póki co nie odpowiada na pytania dziennikarzy… Faktem jest, ze ksiądz przegiął. Przecież może być taka sytuacja, jak w tym konkretnym przypadku, że lokatorzy mieszkania, w którym zastano zamknięte przed księdzem drzwi, przebywają poza granicami kraju, albo z innych, powiedzmy obiektywnych przyczyn, nie mogli księdza przyjąć, choć gdyby tylko byli akurat w domu, przyjęliby z miłą chęcią. Uzależnianie pochówku katolickiego od przyjmowania księdza po kolędzie to chwyt poniżej pasa, zawoalowana groźba, i zwyczajna podłość!
 
Przyznaję szczerze, że w pierwszej chwili okropnie oburzyłam się na postępowanie tego księdza. Jednak po chwili przyszła chwila refleksji… Czego się burzysz – pomyślałam – nie pierwszy i nie ostatni to przypadek kiedy postępowanie księdza bulwersuje… Poza tym  nie od dziś wiadomo, że Kościół dawno już przestał być instytucją powołaną do ratowania dusz, teraz raczej dba o ratowanie swojej kieszeni.  To instytucja, i jak każda instytucja dba o swój stan posiadania, a co za tym idzie o swoje finanse. Kolęda jest znakomitą okazją do „inwentaryzacji” swoich owieczek…


Wokół przyjmowania księdza, czy też nie przyjmowania, narosło wiele emocji i niedomówień Pewnie nie wszystkim się spodoba, to co napiszę na ten temat. Wielu ludzi mówi, czy też pisze, że wizyta księdza, to dla nich stres, z którym sobie nie radzą. Inni, złoszczą się na sam przebieg wizyty… że nie można było porozmawiać, że ksiądz się spieszył, albo siedział za długo, że coś tam skrobał w wyciągniętej z torby kartotece, że dopytywał o wszystkich członków rodziny, albo że nie dopytywał i tym podobnie… No cóż, wszystkim się nie dogodzi. Poza tym każdy ma inne oczekiwania związane z kolędą. Jedni czekają na nią, bo czują potrzebę rozmowy, a inni – powiedzmy sobie szczerze – nie mogą się doczekać aż ksiądz skończy wizytę.


Dlaczego więc przyjmują księdza? Kilka powodów by się znalazło. Na przykład dziecko ma przystąpić w najbliższym czasie do I komunii świętej, albo starsza latorośl lada chwila zmieni stan cywilny, no i oczywiście najważniejsze – co ludzie powiedzą, jak księdza nie przyjmę. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam, jeśli już, to przede wszystkim - samą siebie. Często bowiem tak właśnie się zdarzało jak mieszkałam w wieżowcu, w którym na jednym piętrze było 15 mieszkań. Dzieci były małe i po powrocie z pracy najchętniej zajęłabym się domem, ale nie, trzeba było czekać na księdza, a że mieszkaliśmy na 10 piętrze, to te czekanie przeciągało się w nieskończoność. Nie tylko ja czekałam i się niecierpliwiłam. Wszystkie drzwi do mieszkań były uchylone i co trochę ktoś się wynurzał  zza tych drzwi. Spróbowałby ktoś nie przyjąć księdza! Co też wtedy sąsiedzi powiedzą! Taki był mniej więcej mój, a po latach okazało się, że nie tylko mój – tok myślenia. Trzeba było wielu lat, żeby przestać się przejmować tym, co myślą sąsiedzi i zapytać się samą siebie, czy chcę księdza przyjąć, czy nie. Tyle, że każda decyzja niosła za sobą określone konsekwencje. W pewnych sferach życia, nie może być trochę tak, a trochę inaczej… jest: albo – albo.

 

Foto: Głos Wielkopolski



komentarze (29) | dodaj komentarz

Chcesz pracować? Zaszyj kieszenie!

piątek, 27 stycznia 2012 12:42

 
Kilka krotnie już poruszałam na blogu sprawę traktowania pracowników dużych molochów handlowych przez swoich przełożonych. Niejednokrotnie dochodzi tam do łamania praw pracowniczych, jednak bardzo rzadko zdarza się, by któryś z pracowników mówił o tym głośno, skarżył się… Jedną z ulubionych form terroryzowania pracowników są zasady korzystania z WC. Każdy pracownik musi poinformować swojego przełożonego o zamiarze skorzystania z tego przybytku. Wtedy dopiero dostanie klucz elektroniczny, a ponadto musi wpisać się do księgi gości. Między innymi dlatego zdarzają się sytuacje, ze kobiety pracujące na kasie ubierają… pampersy.


Inna, nagłośniona przez media sprawa (bodajże z 2008r.) dotyczyła sieci marketów Lidl. Właściciele, zatrudniali detektywów, którzy mieli za zadanie szpiegować pracowników po godzinach pracy. Firma była zainteresowana sytuacją rodzinną pracowników, ich życiem seksualnym, gronem przyjaciół itp.


Natomiast w ubiegłym roku jedna z norweskich firm wpadła na pomysł znakowania pracownic, które mają okres. Każda z nich była zmuszana do noszenia czerwonych opasek, które to miały usprawiedliwić ich częstsze wizyty w WC.


Teraz czytam o nowej formie poniżania pracowników hipermarketów Real w Łodzi. Dyrektor sklepu nakazał pracownikom … zaszycie wszystkich kieszeni!. Jeśli tego nie zrobią, nie będą mogli przystąpić do pracy. Według dyrektora, w pracy nie można posiadać przy sobie żadnych prywatnych rzeczy oprócz długopisu, oklejonego przez ochronę. Pracownicy są oburzeni i wystraszeni. Nie dziwię się… Nie dość, że zostali potraktowanie jak złodzieje, to do tego muszą pracować tyle godzin nie mogąc skorzystać z chusteczki higienicznej, czy podpaski. Przedstawiciel Reala na Polskę mówi, że te zmiany, to projekt pilotażowy. Póki co nie obejmuje całej sieci sklepów, a jedynie ten konkretny sklep w Łodzi.


Jak daleko jeszcze posuną się duże korporacje w poniżaniu człowieka? A najgorsze jest to, że taki pracownik nie trzaśnie drzwiami i nie podziękuje za pracę. Prawie każdy ma rodziny, a rynek pracy jaki jest, każdy widzi. Szefowie dużych firm też widzą i wykorzystują tą sytuację bez skrupułów. Dzisiaj każą zaszyć kieszenie, a jutro…?

 



komentarze (21) | dodaj komentarz

Wysyp wypowiedzi niepoprawnych politycznie

czwartek, 26 stycznia 2012 20:31


Czy ludziom z pierwszych stron gazet wolno więcej? Ostry język w szołbiznesie czasami popłaca. Zwłaszcza kiedy taka dajmy na to „gwiazda” odeszła na boczny tor, została zapomniana. Ale to jeszcze nie jest koniec świata, wystarczy pójść na salony i klepnąć coś głupiego jęzorem, publicznie się nawrócić, ewentualnie pokazać gacie. Zamierzony efekt gwarantowany. Dosłownie za chwilę taka „gwiazda” może oglądać siebie na wszystkich plotkarskich portalach internetowych i nie tylko. Wprawdzie takich zachowań nie popieram, ale rozumiem. Każdy chce się utrzymać na powierzchni, choćby woda była tak mętna, jak mętne są umiejętności owych „gwiazd.”


Inną sprawą są wypowiedzi tak zwane niepoprawnie politycznie prezentowane na antenie telewizyjnej.  Niedawno na antenie TVN, kucharz Zbigniew Bajer zapytany co jedzą prawosławni w wigilię, kucharz odpowiedział: "Ruscy jedzą dużo więcej mięsa niż Polacy". Jeszcze na dobre nie ucichły echa tej wypowiedzi, a kolejna gwiazda TVN, Bartosz Węglarczyk w trakcie dyskusji prowadzonej na antenie, a  dotyczącej pomocy domowych, na stwierdzenie: "szkoda, że nie istnieją roboty sprzątające w domu" odpowiedział: "Istnieją, Ukrainki." Oczywiście teraz się tłumaczy…


I kolejna wypowiedź, można powiedzieć - news. Na obradach komisji innowacyjności włączony mikrofon stacji TVN24 zarejestrował wypowiedź Marka Suskiego, posła Prawa i Sprawiedliwości dotyczącą innego czarnoskórego posła – Johna Godsona:


„No, i wasz Murzynek głosuje razem z wami.”


Potem próbował sprawę odkręcić:


„Murzynek Bambo jest w polskiej literaturze miłym wierszykiem. To była wypowiedź między posłami. Nie widzę podstaw, żeby mówić, że to była publiczna wypowiedź. To państwo próbujecie zrobić z niej publiczna sprawę. Ta wypowiedź miała prywatny charakter. Wolałbym, żeby prywatną pozostała, żeby nie robić sensacji z błahej wypowiedzi, ani nie mającej na celu kogokolwiek obrażać.”


Ja tam mu wierzę, pewnie że nie chciał obrazić, on po prostu powiedział to co mówi normalnie, na co dzień, a nie przed kamerami telewizyjnymi. Wszak politycy mają to do siebie. Jedna „prawda” na użytek prywatny, druga – na użytek publiczny.


Zdaję sobie sprawę, że głoszenie poglądów, w tym politycznych, czy dyskutowanie w taki sposób, by nikogo nie urazić jest sztuką niezwykle trudną i wymagającą wielkiego doświadczenie, ale przecież poseł Suski nie spadł z księżyca, zawód polityka uprawia od wielu lat. Panie pośle, prawda ma to do siebie, że wychodzi na światło dzienne prędzej, czy później. Mam nadzieję, że Pana potencjalni wyborcy będą o tym pamiętać. Ja będę!



komentarze (39) | dodaj komentarz

Egzotyczne zwierzęta w mieszkaniu?

środa, 25 stycznia 2012 20:12

 
Kilka dni temu zadzwoniła do mnie znajoma:
- Wiesz coś na temat myszy syjamskich?
Nie wiedziałam… Generalnie myszy mi nie przeszkadzają, ale wolałabym nie mieć ich w domu. W trakcie rozmowy okazało się, że jej wnuczka od dłuższego już czasu naciska całą rodzinkę w sprawie tej myszy. Zobaczyła u koleżanki i… wiadomo jak dziecko, chce mieć taką samą. Moja znajoma prawie dojrzała już do decyzji zakupu, jednak przedtem dzwoniła po swoich znajomych w celu zasięgnięcia tzw. języka. Powiedziałam jej, że zamiast „zaciągać języka” najlepiej pójść do sklepu zoologicznego, przecież tam można uzyskać dokładne informacje na temat zwierząt, które znajdują się w sprzedaży…


Przypomniały mi się wszystkie moje domowe zwierzęta, które kupiłam na prośbę dzieci. Ulegałam dzieciom nie jeden raz, i nie jeden raz żałowałam… Dobrze, że wtedy  nie było jeszcze mody na egzotykę hodowaną w domu, bo sama nie wiem co bym zrobiła gdyby naciskali mnie na kupno jakiegoś ptasznika, albo jaszczura, brrr.


Niemniej rozmowa ze znajomą „zasiała” we mnie ciekawość, co do egzotycznych zwierzaków, które można legalnie nabyć w sklepie zoologicznym. Chwyciłam aparat i poszłam… Trafiłam na niezmiernie miłego sprzedawcę, który poświęcił mi swój czas i cierpliwie odpowiadał na niejedno moje głupie pytanie. Nie miałam pojęcia, że tyle egzotycznych zwierząt nadaje się do hodowli w domu. Ja jednak nie zdecydowałabym się na żadne z nich. No bo co to za przyjemność trzymać w domu  na przykład warana, albo gekona? Ani toto miłe w dotyku, ani puszyste. Poza tym takie egzotyczne zwierzęta potrzebują szczególnych warunków, ciężko jest zapewnić im dobrą opiekę. A jednak często się zdarza, że ludzie bezmyślnie decydują się na kupno takiego zwierzaka, a potem nie wiedzą co z nim zrobić…


Na koniec jeszcze fotograficzny „plon” mojej wizyty w sklepie zoologicznym:)


Legwan zielony (iguana) to duża, roślinożerna jaszczurka. Pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej. Grzbiet i ogon legwana zielonego pokrywa rząd kolców służących do ochrony przed drapieżnikami. Bardzo ostre zęby legwana zielonego nadają się do szatkowania liści, mogą również przeciąć ludzką skórę Legwany wykształciły fałd skórny na podgardlu pomocny w termoregulacji.


Każde zdjęcie można powiększyć, klikając w nie:)

 

 



Bazyliszek płatkogłowy jest blisko spokrewniony z legwanami. W naturze występuje w lasach tropikalnych od Panamy po Honduras. Dorosłe osobniki posiadają wydatny grzebień na głowie, wzdłuż grzbietu i na ogonie. W ubarwieniu dorosłego bazyliszka  dominuje soczysta zieleń, nakrapiana błękitnymi cętkami. Bazyliszek to gad drapieżny, młode polują głównie na wszelkiego rodzaju bezkręgowce, dorosłe zjadają także inne jaszczurki, małe węże, żaby, ryby, gryzonie a nawet niewielkie ptaki. Dzięki swojej umiejętności  biegania po powierzchni wody nazywany jest również - Jaszczurką Jezusa.

 

 

Agama czerwono głowa występuje w Afryce. Dorosłe osobniki osiągają 35-40 cm. Uwagę zwracają długie tylne kończyny oraz ogon, stanowiący często aż 2/3 długości ciała jaszczurki. Ubarwienie jest uzależnione od płci oraz wieku. Samice jak i młode samce są szarobrązowe lub szare, często z drobnymi plamkami. Dojrzałe samce są granatowo-niebieskie, seledynowe lub turkusowe a ich głowa i kark przyjmuje piękny pomarańczowy lub jasnoczerwony kolor. Agamy polują na wszelkie bezkręgowce o odpowiedniej wielkości, w praktyce większość jej ofiar stanowią różne owady.

 




Agama brodata pochodzi z Australii. Ze względu na łatwość w hodowli i łagodne usposobienie jest jedną z najczęściej spotykanych jaszczurek w polskich hodowlach. Ciało tych gadów jest pokryte drobnymi łuskami i kolcami. Ubarwienie najczęściej zależy od nastroju osobnika, lub po prostu indywidualnych cech. Ogon z reguły jest dłuższy od reszty ciała, agamy te potrafią nim mocno uderzyć potencjalnego przeciwnika. Funkcję obronną pełni również broda. W razie niebezpieczeństwa rozkładają ją (przez co optycznie powiększają swoją wielkość).

 

 

 

 

Gekon lamparci występuje w Azji Mniejszej i Środkowej. Wyróżnia się ruchomymi powiekami - jako jedyne gekony śpią z zamkniętymi oczami. Ciało gekona pokryte jest drobnymi łuskami, spośród których wystają nieco większe, wypukłe. Najczęściej spotykanym umaszczeniem jest brązowe i brunatne z drobnymi cętkami na szarożółtym bądź kremowym tle. Dorosły osobnik osiąga długość do 28 cm. Odżywiają się głównie owadami o drobnymi kręgowcami.

 

 

Waran nilowy zamieszkuje Afrykę – na południe od Sahary. Osiąga 2 m długości. Głowa duża, płaska, szyja długa, cienka, ciało masywne, długie, ogon długi, na końcu biczowaty. Barwa ciała zmienna, zwykle szaro-zielona, brunatna lub czarna, z nieregularnymi, mniejszymi i większymi, owalnymi, jasnymi plamami. Żywi się głównie drobnymi kręgowcami, jajami krokodyli i ptaków.

 

 

Krab tęczowy, to niezwykle barwne stworzenie. Podstawową kolorem pancerza jest ciemny granat, mieni się odcieniami niebieskiego i fioletowego. Odnóża są czerwone. Szczypce mają kolor biały z jasnoniebieskimi akcentami. Kraby tęczowe są drapieżne, lecz dla człowieka całkowicie niegroźne.  Tego nie byłabym tak bardzo pewna, bo niby dlaczego tak mu źle z oczu patrzy?

 

 

Żółwiak chiński to żółw…  miękkoskóry u którego zredukowany pancerz kostny pokryty jest elastyczną skórą. Charakterystyczną cechą jest długa szyja zakończona głową o ryjkowatym wydłużonym nosie. Wiosłowate przednie łapy zaopatrzone są w trzy pazurki. Posiada silne szczęki, co w połączeniu z długą szyją i awanturniczym charakterem czyni z niego dość niebezpiecznego żółwia. Żółwiak chiński to typowy drapieżnik, żywiący się w naturze: rybami i drobnymi wodnymi kręgowcami.

 

 

 

Straszyk olbrzymi urzeka swoją barwą, a zarazem wielkością. Pochodzi z Zachodniej Malezji. Samice dorastają do około 15 cm, a samce do 9 cm. Zaniepokojone potrafią wydawać szeleszczące dźwięki pocierając pokrywami skrzydeł, a także boleśnie ścisnąć kolczastymi odnóżami. Straszyki najchętniej spożywają jest jeżyny, maliny, ogniki szkarłatne, głóg, bluszcz, róże i rododendron.

 

 

Źródło: Fotki własne, odnośnie zwierzaków – rozmowa ze sprzedawcą oraz  różne strony internetowe.



komentarze (33) | dodaj komentarz

Krótka przerwa

poniedziałek, 23 stycznia 2012 20:48

 

Króciutka przerwa w blogowaniu – dwa, a może nawet trzy dnipapa

 

 

Spokojnie… nie odlatuję, to tylko laptop wymaga pilnego przeglądu]:->
Pozdrawiam serdecznie@)-->-->--

 



komentarze (30) | dodaj komentarz

Mama stawia diagnozę:)

poniedziałek, 23 stycznia 2012 11:45

 

Od jakiegoś czasu moja mama narzekała na problemy z utrzymaniem równowagi. Uzgodniłyśmy, że podczas kolejnej wizyty u lekarza rodzinnego opowie o tym… Byłam ciekawa co lekarz powiedział, czy dał skierowanie na jakieś badania, no i czy postawił diagnozę.


- Mamo, a co z tą równowagą, powiedziałaś lekarzowi?
- Nie... nie powiedziałam.
- Zapomniałaś?
- Nie zapomniałam, przecież nie mówiłam ci że mam problemy z pamięcią, tylko z równowagą!
- Acha, to czemu nie powiedziałaś?
- Nie powiedziałam, bo i tak nic mi na to lekarz nie pomoże. Czytałam w poradniku, że to normalne.
- Normalne są zachwiania równowagi? Pierwsze słyszę…
- Bo nie czytasz poradników, jakbyś czytała, to byś wiedziała, że to wszystko od błędnika zależy. W błędniku są takie malutkie kulki, które się przesuwają. Jak przesuną się na lewą stronę, to człowieka zarzuca na lewo. Jak na prawą – to na prawo. Tak już jest córka i żaden lekarz nie ma na to recepty.

 

Słyszeliście coś o tych kuleczkach???(o_o)



komentarze (18) | dodaj komentarz

Oswajanie z...chorobą

sobota, 21 stycznia 2012 9:21

 

Od dłuższego już czasu można w prasie natknąć się na wzmianki informujące, że nasz aktor i reżyser, Jerzy Stuhr boryka się z chorobą nowotworową. Lubię tego wspaniałego aktora, dlatego uważnie śledzę wszelkie informacje na temat jego stanu zdrowia. Cieszę się, że wychodzi na prostą…

 

W ostatnim magazynie Viva znalazł się obszerny wywiad z aktorem, w którym opowiada o sobie, swojej chorobie, o tym jak postrzegają jego chorobę inni ludzie. Znalazły się tam również zdjęcia aktora. Niesamowite zdjęcia… Widać na nich jakie piętno odcisnęła na twarzy ta straszna choroba. Jerzy Stuhr się nie użala, a wręcz przeciwnie: „Ani na chwilę się nie poddałem. Nie potraktowałem mojego stanu jako niewyleczalnego.” Mówi też o swoich planach na przyszłość…


Czytałam z rozdziawioną gębą, pełna podziwu i empatii. Na dłużej zatrzymałam wzrok na zdjęciach. No bo ilu jest znanych ludzi borykających się ze śmiertelną chorobą, którzy upubliczniają swój wizerunek w tak trudnych dla siebie chwilach? Naprawdę niewielu. Dzieje się tak nie bez powodu. Niektórzy uważają, że epatowanie chorobą leży w złym tonie, że to niepotrzebny nikomu ekshibicjonizm, a zdrowa część społeczeństwa odsuwa od siebie wszystko co związane ze śmiertelną chorobą. Na pytanie dziennikarki, czy jego telefon dzwoni tak często jak przed chorobą, Jerzy Stuhr odpowiada: „Nie dzwoni. Wokół mnie jest cisza, (…) Boją się do mnie zadzwonić, do żony dzwonią. (…) Więc jest cisza. Dzieci reagują, jak ja zadzwonię, albo pytają mamy...”


Cisza… ta cisza nie zawsze wynika ze złej woli, my po prostu często nie wiemy jak się zachować w obliczu śmiertelnej choroby. Obawiamy się, że mówienie o chorobie przy chorym jest jakąś niestosownością, która może sprawić przykrość. Nie znamy właściwych słów i zwyczajnie… boimy się. Dlatego tak ważna jest edukacja, oswajanie nas z chorobą, choćby właśnie mówienie o niej, czy pokazywanie swojego zmienionego chorobą wizerunku. Bo przecież w każdym z nas jest siła, ale jest i słabość, o której trzeba mówić. Jerzy Stuhr mówi… podjął się zadania oswajania nas z chorobą i robi to pięknie. Teraz aktor zbiera siły z nadzieją, że uda mu się wrócić do aktywności zawodowej. I tak trzymać Panie Jerzy, nie wolno pozbywać się nadziei: "To by było nie po krasnoludzku."

 

 

Źródło: foto z netu, Viva, cytat z Kingsajz



komentarze (337) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017