Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156317
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zdjęcie:)

poniedziałek, 31 października 2011 9:23

 

W jednym z parków mojego miasta znajduje się taras widokowy, z którego rozpościera się widok na panoramę miasta. Tuż obok stoi wielki drewniany krzyż ustawiony w 1995 roku przez uczniów Liceum Katolickiego. Ostatnio często tam chodzę by uwiecznić na zdjęciach moje miasto w jesiennej szacie. Zdjęcia wychodzą różnie, wszystko zależy od pogody, ale ostatnio udało mi się zrobić zdjęcie drewnianego krzyża, na tle jasnej smugi pozostawionej przez lecący samolot. W dole, prawie zachodzące słońce…

 





komentarze (27) | dodaj komentarz

Cmentarze jak… makiety?

niedziela, 30 października 2011 7:39

 

Latem ubiegłego roku napisałam krótką notkę o duńskich cmentarzach. A ponieważ pora ku temu stosowna wracam do tematu, poszerzając go o dodatkowe informacje i zdjęcia.


Podczas swojej pierwszej podróży do Danii, zobaczyłam wiele miejsc, które mnie urzekły, jednak najbardziej zadziwiły i zachwyciły małe duńskie cmentarzyki okalające skromne kościółki, czy kapliczki. Urokliwe w swojej prostocie, pełne zielonych krzewów, kolorowych kwiatów, pozbawione przyciężkich, wielgaśnych płyt marmurowych, bardziej przypominają parki niż miejsca spoczynku zmarłych. Wszystko takie zadbane, wydmuchane – wychuchane.


Spacerując alejkami wysadzanymi poprzycinanymi krzewami i zadbanymi drzewami przyglądałam się grobom. Są zupełnie inne niż nasze. Miejsca pochówku, oddzielają od siebie niskie, wypielęgnowane żywopłoty z tui. Na mogiłach ustawione są niewielki kamienne płyty, a nawet malutkie głazy zawierające imię osoby zmarłej (czasami nazwisko) oraz datę urodzenia i zgonu. Nie znalazłam tam ani jednej inskrypcji. Za to na niektórych kamieniach można też zobaczyć „grawery” sugerujące zawód jaki uprawiała osoba zmarła np. instrument muzyczny, pług, czy cyrkiel i ekierkę. Gdzie niegdzie ustawione są  kamienne pojemniki na wodę dla ptaków oraz figurki ptaszków, kotków, piesków i różnych innych. Przy grobach dziecięcych widziałam laurki urodzinowe, maskotki i zabawki. Poszczególne groby przypominają małe zadbane ogródki. Wszystko razem robi niesamowite, wręcz bajkowe  wrażenie.  Choć może użycie słowa – bajkowe jest trochę nie na miejscu, w końcu to cmentarze…


Zastanawiałam się jak te cmentarze funkcjonują, no wiecie, kto je finansuje, utrzymuje, dba o nie i jakie koszty ponosi rodzina zmarłego na utrzymanie miejsca pochówku. Dlatego po powrocie do domu zaczęłam szperać jak wygląda od strony prawnej zarządzanie cmentarzami. Okazuje się, że w Dani koszty prowadzenia kościołów i cmentarzy parafialnych pokrywają członkowie Duńskiego Kościoła Narodowego, płacąc podatek kościelny w wysokości 0,8 % od opodatkowanej części poborów. Kościoły i cmentarze nie podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Nie płaci się również gminnego podatku gruntowego od gruntu przeznaczonego do celów religijnych. Ponadto państwo przyznaje kościołowi każdego roku tzw. dotację jednorazową, lub zwraca 12 % udokumentowanych wydatków. Jak dobrze zrozumiałam, członkowie kościoła płacąc ten podatek nie są już obciążani dodatkowymi kosztami w przypadku innych posług świadczonych przez kościół na rzecz wiernych.


Innym cmentarzem, który zrobił na mnie wielkie wrażenie to zabytkowy cmentarz w Kopenhadze. Ten temat pięknie opracowała Maria, podaję link:

http://bakhitaa.bloog.pl/id,329860227,title,Moje-odkrywanie-Kopenhagi,index.html


Pierwsze i ostatnie zdjęcie to widok na cmentarze z góry. Według mnie wygląda jak jakaś makieta…

 

 

 

 

 

 

 




komentarze (45) | dodaj komentarz

Takie niby nic, a smaczne!

sobota, 29 października 2011 8:36

 

Na początku mijającego tygodnia moja córka miała urodziny. Przygotowała jakieś sałatki i inne takie, niemniej wiadomo, że po tego rodzaju uroczystościach zawsze jedzenie zostaje. Nigdy nie trafi się z ilością na styk.  Z tym nie kłopot, bo sałatki, albo wędliny włoży się do lodówki i jest co jeść przez kilka dni. Tym razem oprócz jedzenia został jeszcze chleb (półtora bochenka). Zapomniałam schować go do zamrażarki i sczerstwiał…

 

Nigdy nie wyrzucam chleba, więc zaczęłam kombinować, co z nim zrobić. Trochę poszperałam w necie i postanowiłam zrobić z chleba kotleciki. Znalezione przepisy zmodyfikowałam po swojemu i wyszły kotleciki palce lizać! W każdym razie nam bardzo smakowały, a chłopak córki nie chciał uwierzyć, że są z chleba. Podrzucam mój przepis, ale każdy może go zmienić, dostosować pod smaki swojego podniebienia:-)


Chleb namoczyłam w mleku, a potem odcisnęłam i przekręciłam przez maszynkę. Dodałam pokrojoną jedną kiełbasę podwawelską i jedną dużą cebulę. Przedtem kiełbasę i cebulkę podsmażyłam na patelni. W lodówce leżało jeszcze 5 pieczarek, więc je też drobno pokroiłam i podsmażyłam. Do masy wcisnęłam 3  ząbki czosnku i dodałam 1 jajko oraz łyżkę bułki tartej (żeby masa dobrze się związała). Na koniec przyprawy. Ja dodałam zioła prowansalskie, pieprz, sól i troszkę curry, ale każdy może dodać takie przyprawy jakie lubi. Potem z masy uformowałam kotlety, obtoczyłam je w bułce tartej – i na patelnię:-) Smacznego@)-->-->--


Na patelni wyglądały tak:

 





komentarze (22) | dodaj komentarz

Jesienna sesja:)

piątek, 28 października 2011 8:35

 

Liście, zwłaszcza jesienne, to wdzięczny temat dla malarzy, fotografów, czy poetów. Ci ostatni często porównują je do żywota ludzkiego i nie ma w tym nic dziwnego, analogie są nazbyt oczywiste.


Muskane ostatnimi promieniami jesiennego słońca  najpiękniej wyglądają na drzewach, niemniej mój aparat postanowił się nimi „pobawić” w warunkach domowych… i wyszło tak:-]

 

 

 

 

 

 

 



komentarze (30) | dodaj komentarz

Kiedyś wystarczył dekalog

czwartek, 27 października 2011 8:11

 

Jeste śmy już po wyborach.  Dochodzą mnie słuchy, że Tusk nie przewiduje jakiś  wielkich zmian w rządzie. Wnioskuję z tego, że szefowie poszczególnych ministerstw nadal pozostaną na swoich stołkach, jeśli już będą jakieś zmiany to jedynie  drobne, pozorowane zabiegi kosmetyczne. Myślę, że mówiąc przed wyborami o zmianach w rządzie Premier miał rozeznanie, kto jak pracuje. A wiele ministerstw pracuje byle jak i obawiam się, że ta bylejakość stała się normą.


Gazeta Prawna podaje, że ministerstwa ociągają się w wydawaniu przepisów wykonawczych do ustaw. Na swoje wytłumaczenie mają gotową odpowiedź - prace legislacyjne się  opóźniają… Czytam dalej, że niektóre ministerstwa mają kilkuletnie (!) opóźnienia w wydawaniu aktów wykonawczych. Na dziś brakuje 160 rozporządzeń do obowiązujących ustaw. Niektóre resorty nie wydają przepisów od kilku lat… Czyli niektóre ustawy funkcjonują w ograniczonym zakresie, inne pomimo uchwalenia, nie obowiązują w ogóle, tworząc jedynie zamęt w systemie prawnym. Ministrowie i inni wysoko postawieni urzędnicy obrośli w piórka, bo przecież  za skandaliczne  opóźnienia dotychczas nie poleciały żadne głowy. Choćby na tej podstawie, można wysnuć wniosek, że tak naprawdę nikomu nie zależy na państwie, które prawem by stało.

 

Ociąganie się w wydawaniu przepisów wykonawczych do funkcjonujących już  ustaw jest tylko jedną stroną medalu, drugą natomiast jest nadmiar przepisów obowiązujących w naszym kraju. Przepisów nie zawsze jasnych i potrzebnych. Konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego mówi, że system prawny wymyka się spod kontroli. Mamy tyle przepisów, że nie jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. W tym miejscy przypomnę, że tylko podczas ostatniej kadencji rządu uchwalono 953 ustawy! Wierzycie w to, że każda z nich była dopracowana, czy potrzebna, a głosowanie nad nią odbywało się w sposób świadomy? Ja nie wierzę…


Nadmiar przepisów przez które trudno się przedrzeć statystycznemu Kowalskiemu sprawia, że prawo staje się coraz mniej zrozumiałe. Uchwala się ustawy, które za chwilę ponownie wracają pod obrady sejmu, bo… okazuje się na przykład, że inna ustawa koliduje z tą dopiero co uchwaloną i tak dalej, i tak dalej… ot taka sztuka, dla sztuki. I pomyśleć, że lata temu za całe prawo wystarczał jedynie… dekalog.




komentarze (19) | dodaj komentarz

Rozmowy z mamą:)

środa, 26 października 2011 9:42

 

- Kry sia, kiedy przyjdziesz do mnie?

- No nie wiem, ale w tygodniu na pewno wpadnę…

- Przyjdź jutro!

- Stało się coś?

- Nic się nie stało. Kupiłam sobie chnę i chcę żebyś mi ją położyła.

- Chnę??? Mamo, przecież Ty nigdy nie farbowałaś włosów i mówiłaś, że nie zamierzasz!

- A czy ja mówiłam coś o włosach?

- No nie mówiłaś, ale przecież chna…

- Ty słuchaj jak się do ciebie coś mówi! Hennę kupiłam i jak przyjdziesz to położysz ją mi na brwi. No to cześć córka. Czekam!

 

Zachodzę w głowę skąd się wzięła mamy wiara w moje możliwości, przecież nigdy tego nie robiłam, ani sobie, ani nikomu innemu, nawet nie wiem jak się za to zabrać.  Idę dzisiaj, mama przecież nie może czekać:-D




komentarze (25) | dodaj komentarz

A po co chorzy ludzie mają żyć...

wtorek, 25 października 2011 8:20

 

W ka żdej przychodni, gazecie medycznej, czy portalach internetowych związanych ze  zdrowiem można przeczytać jak ważna jest profilaktyka. Na różne broszurki i plakaty wydawane są pieniądze i to niemałe. Nie zamierzam podważać zasadności profilaktyki, bo jest potrzebna i to bardzo. Mam tylko żal, że na to znajdują się pieniądze, a na badania nad lekarstwem na raka – już nie…


Przeczytałam wczoraj, że jeden z najwybitniejszych immunologów w Europie, Profesor Andrzej Mackiewicz z Poznania, poświęcił całe swoje naukowe życie, by wynaleźć lekarstwo na raka skóry (czerniaka). Wieloletni trud się opłacił, bo Profesor wynalazł specyfik, który zatrzymuje nowotwór, a nawet całkowicie go leczy. Specyfik jest jeszcze w fazie doświadczalnej, ale… zabrakło pieniędzy na dokończenie ostatniej fazy badań, a tym samym możliwości wprowadzenia go na rynek! Chorzy, którzy raz w miesiącu przyjmują lek, są przerażeni, bo przerwanie leczenia oznacza nawrót choroby.

 

Profesor mówi, że początkowo badania były finansowane z Komitetu Badań Naukowych, potem znalazł prywatnego sponsora, w końcu finansował je z własnej kieszeni, ale i te środki się skończyły. Dodaje, że wielokrotne obietnice pomocy wygłaszane przez rząd zawsze kończyły się na słowach…


Dla mnie to bulwersująca wiadomość! Po prostu nie rozumiem tego… Mamy prawie że gotowe lekarstwo na jedną z odmian raka, a ci od których zależy czy znajdzie się on w naszych aptekach mają to w nosie. Dla nich ważniejsza jest kasa na prowadzenie biur poselskich, laptopy, podróże i życie na odpowiednim poziomie. Tyle, że podczas gdy oni pazurami wydzierają z budżetu państwa kasę na to życie na poziomie, inni walczą o życie – jakiekolwiek, ale jednak życie.


Dzięki takiej właśnie postawie naszych decydentów każdego dnia ktoś może usłyszeć słowa, których nikt na świecie nie chciałby usłyszeć: W pani/pana przypadku medycyna jest zupełnie bezradna, nic już nie możemy zrobić, proszę wrócić do domu.


Pod tekstem o Profesorze Mackiewiczu ktoś napisał komentarz o treści:

„A po co chorzy ludzie mają żyć? Żeby płacić im renty? Przecież to nieopłacalne- płacić za badania, leki, a do tego te renty jeszcze. Mamy kryzys- czyż nie?”


Przeczytałam go i w pierwszej chwili aż mną zatrzęsło, jednak po chwili pomyślałam sobie, że być może ten komentarz właśnie odzwierciedla to, co tak naprawdę myśli rząd o ludziach chorych na raka. To by wszystko tłumaczyło…


Źródło: Fakt




komentarze (174) | dodaj komentarz

Wszystkie grzyby są jadalne, ale…

poniedziałek, 24 października 2011 9:40

 

Jedni mówią, że każdy grzyb jest jadalny, ale niektóre tylko …raz. Inni, że wszystkie grzyby są jadalne, trzeba tylko wiedzieć jak je przyrządzić. Z tą drugą opinią nie mogę się zgodzić, dla mnie taki muchomor na przykład, to trujak jak nie wiem co. Zresztą nie tylko muchomor, tego to chociaż widać z daleka, wystarczy jeden rzut oka by stwierdzić, że niejadalny. Gorzej z szatanami, które prawie w ogóle nie różnią się od prawdziwków. Lata temu trafiłam w lesie na takie miejsce, w którym rosło ze 20 „prawdziwków”. Podekscytowana pięknie je oczyściłam i włożyłam do koszyka. Po powrocie do domu w pierwszej kolejności pochwaliłam się swoimi „prawdziwkami.” Mój nieżyjący już ojczym kazał je wyrzucić, bo okazało się, że są to piękne szatany. Dałabym sobie rękę uciąć, że prawdziwki. Od tego czasu jestem bardzo ostrożna, każdy podejrzany grzyb zostaje w lesie.


Grzybobranie to taki nasz sport narodowy. Z roku na rok przybywa miłośników grzybobrania, niektórzy niestety za tę miłość płacą najwyższą cenę. W najlepszym przypadku utratą zdrowia, a w najgorszym, nawet śmiercią. Przypadki zatruć nie dotykają jedynie „niedzielnych” zbieraczy grzybów, ale również tych zaprawionych w bojach, zbierających wiele lat - ba, uważających się za znawców tematu. Dlaczego tak się dzieje? Ano dlatego, że różnica między grzybem jadalnym a trującym bywa nieraz niezwykle subtelna, bardzo łatwo o pomyłkę. Dlatego należy zbierać wyłącznie grzyby wyrośnięte i dobrze wykształcone, gdyż młode owocniki, bez wykształconych cech danego gatunku, są najczęściej przyczyną tragicznych pomyłek. Wprawdzie zbieranie takich właśnie grzybów nie daje nam stu procentowej gwarancji, ale znacznie zmniejsza szansę na włożenie do koszyka trujaka.


Trudna sprawa z tymi trującymi grzybami, bo jak się już takiego zje, to ciężko pozbyć się z organizmu trucizny. Przeczytałam niedawno w „Polityce” że wprawdzie toksykolodzy dysponują już bogatym arsenałem odtrutek stosowanych w przypadku zatruć rozmaitymi chemikaliami, ale wobec niektórych grzybów są po prostu bezsilni.


Ważną sprawą jest też właściwe przechowywanie grzybów. Grzyby zbierane do toreb foliowych, niedokładnie oczyszczone, albo niedogotowane mogą spowodować dolegliwości przypominające łagodną niestrawność z objawami bólu żołądka, nudnością, czy biegunką.


Ktoś może pomyśleć, że piszę o oczywistych oczywistościach, i to jest prawda. Prawdą jest jednak również to, że pomimo tych oczywistości każdego roku zdarzają się przypadki zatruć grzybami, niektóre kończą się śmiercią…


Wprawdzie są niejadalne, ale za to jakie fotogeniczne;-)

 

 

Świetnym uzupełnieniem tego tekstu jest komentarz Zosi, która z racji uprawianego zawodu (nefrolog dziecięcy) miała kontakt z dziećmi, które zatruły się grzybami:


„Niestety widziałam ludzi zatrutych grzybami . Najmłodsze było niemowlę , któremu babcia podała w butelce ze smokiem zupę grzybową. Grzyby zbierała sama i sama ugotowała tę zupę . To danie spożyła też reszta rodziny. Ocalała jedynie babcia , która sama nie jadła , by starczyło dla wszystkich ....Najgorsze jest to ,że objawy jelitowe występują po paru godzinach od spożycia, potem jest pozorna poprawa . A po paru dniach pojawiają się objawy uszkodzenia mózgu i wątroby. Istnieją możliwości podania leków , które wiążą toksyny , ale jedynie w pierwszych godzinach od spożycia trujących grzybów. Ale wtedy jeszcze nikt nie wie ...”




komentarze (24) | dodaj komentarz

Nauczyciele malują…

niedziela, 23 października 2011 8:51

 

W tygodniu spotkałam koleżankę, nauczycielkę plastyki, a z zamiłowania malarkę. Kilka lat temu podziwiałam na wystawie jej prace malowane na jedwabiu. Potem miałam okazję zobaczyć u niej w mieszkaniu jak takie malowanie na jedwabiu wygląda. Jestem pełna podziwu, bo nie jest to łatwa sztuka.

 

Tym razem zaprosiła mnie na otwarcie malarskiej wystawy poplenerowej. W tym roku owym plenerem było malownicze jezioro Osiek, a uczestniczyła w niej grupa artystów – pasjonatów, uprawiająca na co dzień zawód nauczyciela. Wczoraj poszłam i nie żałuję. Sama czasami maluję, a raczej próbowałam malować, ale gdzie mi do tych prac pokazanych na wystawie. Czy mnie się podobały? Hmm napiszę tylko, że kilka z nich widziałabym u siebie w mieszkaniu.


Zdjęcia oczywiście nie oddają w całości urody obrazów, ale mimo to wrzucam kilka fotek. Ten pierwszy jest mojej koleżanki i ten właśnie najbardziej mnie zauroczył…

 

 

 

 

 

 

 

 

 



komentarze (28) | dodaj komentarz

Zapiski z rejsu:)

sobota, 22 października 2011 9:24

Wczoraj wieczorem koleżanka podesłała mi na maila życzenia miłego weekendu. Do życzeń dołączyła tekst, który za Jej zgodą publikuję:-D

 

Dzień 1

Wszystko spakowane - najlepsze sukienki, kostium kąpielowy, szorty...
Jestem bardzo podekscytowana wyjazdem.
Jest to mój pierwszy samotny wyjazd - nie mogę się doczekać!

Dzień 2
Początek dnia spędziłam na pokładzie - pięknie! Oglądałam wieloryby oraz delfiny.
Spotkałam kapitana - wygląda na bardzo interesującego mężczyznę.

Dzień 3
Dzisiaj basen. Gry na pokładzie: golf, tenis... Na obiad kapitan zaprosił mnie do swojego stolika. Czuję się zaszczycona zaproszeniem. Jest On bardzo interesujący i seksowny.

Dzień 4
Wygrałam w kasynie 800$. Kapitan zaprosił mnie na obiad. Tym razem w jego kabinie. Jedzenie było wspaniałe z kawiorem i szampanem. Zaproponował mi pozostanie na noc. Odmówiłam. Przecież nie mogę zdradzać męża...

Dzień 5
Ponownie basen. Spaliłam się na słońcu. Weszłam pod pokład po drinka. Resztę dnia spędziłam w barze przy pianinie. Zauważył mnie kapitan, postawił mi kilka drinków.
On jest naprawdę bardzo uroczy. Znowu zaproponował mi spędzenie nocy w jego kabinie... Ponownie odmówiłam. Trochę go to zdenerwowało. Powiedział, że jeżeli się nie zgodzę na jego warunki to zatopi statek ze wszystkimi pasażerami... Zszokowała mnie jego odpowiedź!!!


Dzień 6
Dzisiaj uratowałam 1600 ludzi... Dwa razy!!!

 

Życzę słonecznego, jesiennego weekendu:-]

 


 

Fotka własna:)

 

Wyciągam komentarz JanToniego do tego tekściku:-D

 

„Zapraszam do ponad pół wieku temu napisanego wiersza Antoniego Marianowicza. Nie bardzo pamiętam tytuł, ale treść jest... identyczna. Chyba "Podróż", a kiedyś umiałem go na pamięć...

 

"Panienka pewna młoda, spokojnie, z rozwagą,

wybrała się raz w podróż z Warszawy do Chicago,

 a że podróż okrętem przez morze się dłuży,

 napisała pamiętnik z tej morskiej podróży.

Pamiętnik jest niewielki, ledwie kilka kartek

przytoczę go z pamięci: proszę słuchać - czwartek.

Opuściłam Warszawę i tyle pamiątek

i mego najdroższego. Tak mi smutno - piątek.

Deszcz pada i pada. ...Wciąż słota.

Poznałam kapitana. przystojny - sobota.

Kapitan do mnie oczkiem strzela,

 ja jestem powściągliwsza, on nie - niedziela.

Kapitan podszedł do mnie w białym swetrze

i powiedział, że statek wysadzi w powietrze,

jeśli ma miłość jego żaru nie ostudzi.

Niedziela - uratowałam dwa tysiące ludzi.”

 



komentarze (21) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017