Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156300
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Jak pomóc komuś, kto sam sobie nie chce pomóc?

poniedziałek, 29 listopada 2010 5:58

 

Raptem od kilku dni mamy na dworze minusowe temperatury, a media już donoszą o pierwszych ofiarach zimowej aury. Aż się boję myśleć co będzie dalej…

Synoptycy zapowiadają mroźną zimę i pewnie liczba jej ofiar będzie rosła z dnia na dzień. Zastanawiam się, czy można coś zrobić, żeby tych ofiar było jak najmniej, albo nie było wcale.

Kilka lat temu w drodze do pracy mijałam skwerek w centrum miasta. Dochodziła 7 rano, a już grupka bezdomnych osób raczyła się jakimiś wynalazkami. Zaczepiali mnie pytając o papierosa, ale nie byli agresywni ani nachalni. Nigdy nie zapytali o żywność, nigdy… Zaczęły się bardzo mroźne poranki, ale nawet one nie przepłoszyły z ławek tych ludzi. Czułam się bezsilna. Miałam do pokonania niewielki odcinek drogi, a i tak wpadałam do pracy przemarznięta na kość. Kiedyś zadzwoniłam do straży miejskiej, innym razem na policję. Chciałam, żeby coś zrobili, jakoś pomogli. Usłyszałam, że służby wiedzą o tym, ale nic nie mogą w tej sprawie zrobić. Proponowano im noclegownię i schronisko, ale żadna z tych osób nie skorzystała z tej oferty. Z nasileniem mrozów opuścili ławki i przenieśli się do altanek i opuszczonych ruder.

 

Tak często w czasie srogiej zimy słyszy się apele – nie bądź obojętny, pomóż! Ale jak pomóc komuś, kto sam sobie nie chce pomóc? Przecież to dorośli ludzie i nie można ich na siłę zaprowadzić do noclegowni, czy schroniska, wszak nie są ubezwłasnowolnieni…

 



komentarze (26) | dodaj komentarz

Niecodzienny artysta:)

niedziela, 28 listopada 2010 9:00

 

Niekiedy nie trzeba iść do muzeum, czy na wystawę, by obejrzeć dzieła sztuki…

 

Weszłam dzisiaj do kuchni zrobić sobie poranną kawę. Brrr jak zimno! Chciałam spojrzeć na zaokienny termometr i sprawdzić jaka jest na dworze temperatura, a tu niespodzianka!. Cała szyba w lodowej firance. Jednym słowem miałam w nocy nieproszonego gościa i do tego artystę – malarza. Nieźle musiał się uwijać, żeby do rana zamalować szyby w tak misterne wzorki…

 

 

 



komentarze (29) | dodaj komentarz

Co wspólnego ma kominiarz z zabawą sylwestrową? Ma i to dużo!

sobota, 27 listopada 2010 11:00

 

Do Sylwestra pozostał ponad miesiąc, ale już teraz znajomi pytają: - gdzie się wybierasz na Sylwestra? No nie wiem, propozycji tyle, że jest z czego wybierać...

 

 Tak wygląda wersja oficjalna, a prawda jest taka, że pewnie znów obejrzę telewizję, o północy fajerwerki, wypiję lampkę szampana i pójdę spać. Nie użalam się nad sobą i nie piszę tego dlatego, że oczekuję jakiś propozycji. Wolę nie kusić złego. Dwa lata temu miałam przecież bilety na zabawę sylwestrową i na posiadaniu biletów się skończyło.

 

A było to tak. Przygotowania do tego wydarzenia trwały prawie miesiąc. Najpierw kupiłam kieckę z gołymi plecami, więc trzeba było zaliczyć tak ze trzy wizyty w solarium. Potem buty i trzeba było rozchodzić je trochę. Dlaczego? Bo były śliczne, pasujące jak ulał do kiecki, ale o numer mniejsze. Większych nie było. Nawet pierwszy raz w życiu dałam się namówić na tipsy. Uczesać mnie miała koleżanka córki w dni Sylwestra popołudniu. Jak widzicie wszystko zaplanowane i zapięte na ostatni guzik. A że wyszedł z tego guzik z pętelka to już nie moja wina. W każdym bądź razie ja nie maczałam w tym swoich palców.

 

Macie piece? Ja tak. Po wyjściu fryzjerki postanowiłam napalić w piecu. Palenie w piecach dla mnie nie nowina robię to każdej zimy od kilku lat. Tym razem coś nie wyszło. Niby rozpaliło się normalnie, cug był, ale z pieca zaczął się wydobywać lekko gryzący dym. Nawet się tym za bardzo nie przejęłam, bo piec jest kapryśny i czasami tak miał, ale zawsze po chwili dym przestawał się wydobywać i hajcowało aż miło.

 

Nie tym razem. Dym gęstniał, zmienił kolor na prawie czarny, gryzł w oczy i nie było czym oddychać. W krótkim czasie opanował całe mieszkanie. Co robić. Zaczęłam zalewać palenisko wodą. Wprawdzie mniej, ale dalej się kopciło. Przypomniałam sobie o zapisanym gdzieś telefonie do kominiarza. Przyszedł gdzieś tak po godzinie. Zdiagnozował piec – trzeba skuć rozetki i wyczyścić bo pewnie przewody zatkane. Jak trzeba, to trzeba. Tak też uczynił, diagnoza okazała się trafna bo wygrzebał z pieca 2 wiaderka sadzy. Potem była próba generalna. Ponownie odpalony piec działał prawidłowo, pięknie się paliło. Zapłaciłam 30 zł, kominiarz poszedł sobie, a mi pozostało uprzątnąć cały bałagan.

 

Z tego wszystkiego zrobiła się godzina 19. W trakcie sprzątania spojrzałam na moją sylwestrową kieckę wiszącą na szafie. Szok! Cała w odrobinach czarnej sadzy. Buty, które stały przy szafie podobnie, zresztą calutkie mieszkanie było w odrobinach czarnej, tłustej sadzy. Na zabawę nie poszliśmy, nie za bardzo było w czym i nastrój już nie ten. Sprzątania było gdzieś do 4 nad ranem, oczywiście z przerwą na szampański toast noworoczny. Suknia i buty niestety nadawały się już tylko do wyrzucenia. Wprawdzie w tym roku, tydzień temu kominiarz już był i przeczyścił piece, ale lepiej nie kusić złego. Od czasu tej niemiłej przygody, wprowadziłam nową, świecką tradycję, Sylwestra nie planuję. A Wy?

 

Ps. Wiadomość z ostatniej chwili! Okazało się, że prawdopodobnie Sylwestra spędzę w Warszawie. Wraz z przyjaciółmi mamy pojechać do Zosi, u której byliśmy miesiąc temu. Zapowiada się pięknie …Zosia ma centralne jakby co:)

 



komentarze (19) | dodaj komentarz

Śmiech to zdrowie:)

piątek, 26 listopada 2010 15:35

Czy lubicie się śmiać? Nie myślę tu o uśmiechaniu się półgębkiem do znajomych czy sąsiadów, ale o takim głośnym, szczerym, prawie do łez? 

Każdego śmieszy co innego. Mnie najbardziej bawi humor sytuacyjny, a szczególnie ten który przytrafia mi się osobiście.

Ostatnio, wieczorkiem robiłam zakupy w TESCO. Na koniec, stanęłam z koszykiem przy stoisku ze słodyczami, zastanawiając się czym umilić sobie wieczór. Do mojego koszyka podeszła kobieta w średnim wieku i z nonszalancją wrzuciła do  niego paczkę ryżu. Po czym zaczęła przewracać towar w MOIM koszyku mówiąc: po co brałeś płyn do naczyń, przecież w domu jest. Następnie wyciągnęła jednorazówkę z MOIMI pomidorami i zaczęła krytykować ich jakość i wielkość: tobie coś kazać, to zawsze wybierzesz najgorsze, nie było większych pomidorów? Stoję sobie spokojnie i czekam co będzie dalej. Po chwili rozglądam się i widzę kawałek dalej mężczyznę, też z wózkiem, który patrzy na kobietę i śmieje się do rozpuku. Aha – myślę – pewnie mąż!. Szkoda, że nie widzieliście miny kobiety, kiedy w końcu podniosła głowę i spojrzała na mnie! Przeprosinom nie było końca. Wracałam do domu i wyjątkowo nie czułam ciężaru torby z zakupami. Śmiałam się do łez.

A czy Wam przydarzyło się ostatnio coś zabawnego?



komentarze (20) | dodaj komentarz

Ludziom tylko pierdoły w głowie się trzymają

czwartek, 25 listopada 2010 20:49

Z cyklu Rozmowy przy śmietniku:)

 

- Witam sąsiadkę, witam. Jak tam zdrówko?

- Dziękuję, bardzo dobrze.

- Jak może być dobrze, jak takie nieszczęście na panią spadło?

- ???

- My z sąsiadami mówimy, że silna kobieta z pani jest. W dzisiejszych czasach stracić pracę to dramat!

- Pracę??? Co też sąsiad wygaduje!? Proszę wypluć te słowa. Dzięki Bogu pracuję, choć nigdy nie wiadomo co będzie dalej...

- Tak...? Ja to zaraz mówiłem, że głupoty gadają. Przecież do południa sąsiadki nie widać, to znaczy, że w pracy jest.

- Dobrze sąsiad mówił, tylko po co ludzie takie głupoty wygadują?

- To sąsiadka nie wie? Ludzie dzisiaj wredni są. Z buciorami w czyjeś życie się pchają. Zamiast wziąć się za konkretną robotę, to tylko pierdoły w głowie się trzymają.

- Wiem, wiem, ale na szczęście nie wszyscy są tacy. Na przykład sąsiad...

- A broń Panie Boże. Ja tam z natury nie ciekawy jestem. Pierdołami się nie zajmuję. Niech tam każdy żyje swoim życiem, mi nic do tego.

- No widzi pan, to jednak nie wszyscy z tymi buciorami w czyjeś...

- Nooo… ma sąsiadka rację, nie wszyscy. Patrz pani ile starego chleba w reklamówkach wisi na śmietniku. Oj nie szanują ludzie w dzisiejszych czasach jedzenia. Z tego dobrobytu, to niektórym w dupach się przewraca.

- To chyba lepiej, że wywieszają, niż mieliby chleb do śmietnika wrzucać?

- A czy ja mówię, że źle? Pewnie, że lepiej. Tylko widzi sąsiadka, najwięcej wywiesza ten z parteru. Na garnuszku państwa siedzą, pieniądze z opieki dostają, a chleb wywieszają. Ja tam pierdołami się nie zajmuję, ale trzeba to gdzieś zgłosić żeby...

- Przepraszam, że przerywam, ale muszę wracać do domu. Córka zaraz do domu wraca, obiad trzeba podgrzać.

- W takim razie do widzenie… A pani to zawsze sama te śmieci wyrzuca?

- Sama, a czemu sąsiad pyta?

- Nic, nic… Tylko ostatnio o tym właśnie rozmawiałem z jedną sąsiadką i ona mówiła, że...

 



komentarze (14) | dodaj komentarz

Święto Pluszowego Misia:)

środa, 24 listopada 2010 15:56

Jutro (25 listopada) obchodzimy Światowy Dzień Pluszowego Misia. Pomyślałam, że to fajna okazja żeby przypomnieć sobie zabawki naszego dzieciństwa.

Wprawd zie nie ma co porównywać współczesnych zabawek do tych sprzed nieomal pół wieku, ale przecież tamte były dla nas ważne i kochaliśmy je swój sposób.  W czasach mojego dzieciństwa królowały drewniane klocki, plastikowe lale, wiklinowe wózki dla lalek i pluszowe misie właśnie. Aaa pamiętam jeszcze kolorowego pajaca, który wisiał na drzwiach do pokoju. Pajaca zrobił z tektury mój tata. Wystarczyło pociągnąć za sznurek i pajac unosił ręce i nogi na boki. Tak często tarmosiłam za ten sznurek, że w końcu się urwał…

 

Ale wracając do pluszaka. Z wielkim sentymentem wspominam swojego pluszowego misia. Dokładnie pamiętam jak wyglądał lecz za czorta nie mogę sobie przypomnieć jak dałam mu na imię.

Uszyty był z jasnobrązowego futerka, miał szklane oczy i kawałeczek czerwonego filcu imitującego mordkę. Nieźle musiałam nim poniewierać podczas zabawy, bo w wielu miejscach sypały się z niego trociny. Ale przez te sypiące się trociny nauczyłam się posługiwać igłą do szycia. Nie mogłam się doprosić mamy o zszycie futerka, więc metodą prób i błędów próbowałam sama je zszywać. Niestety nie pamiętam już w jaki sposób zakończył swój żywot mój pierwszy i zarazem ostatni pluszowy miś..

Na koniec jeszcze kilka słów o historii pluszowego misia.

 

Jego historia rozpoczyna się w 1902 roku, kiedy to ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, Theodore Roosevelt, będąc na polowaniu, sprzeciwił się zabiciu młodego niedźwiadka. Świadkiem tego wydarzenia był Clifford Berryman, który uwiecznił tę historię na rysunku. Rysunek ukazał się w waszyngtońskiej gazecie, gdzie ujrzał go rosyjski sklepikarz z Brooklynu - Morris Michton, Wpadł on na pomysł, aby wykonać kilka zabawek przedstawiających misia i zobaczyć, jak się będą sprzedawały. Jak można się domyślać, pluszowe misie sprzedawały się znakomicie. Producent zwrócił się z prośbą do prezydenta o zezwolenie nadania misiom imienia Teddy i tak się je nazywa do tej pory.

 



komentarze (21) | dodaj komentarz

Uśmiech jako obowiązek służbowy?

wtorek, 23 listopada 2010 17:46

 

Koleżanka przyszła do pracy z nową fryzurą. Wyglądała zupełnie inaczej niż dotychczas, po prostu pięknie. Byłam ciekawa czy sama wymyśliła swoją fryzurkę, czy też doradziła jej fryzjerka. Okazało się, że nowy image to zasługa fryzjerki. Zaczęłam więc dopytywać, w którym zakładzie trafiła na taką czarodziejkę, ile zapłaciła, czy długo czekała i takie tam. Odpowiedź koleżanki zaskoczyła mnie.

 

 – Fryzjerka, jak fryzjerka, nawet fajną fryzurę mi zrobiła, ale i tak więcej do niej nie pójdę.

- ???

-Jakaś taka mrukowata była. Żadnego uśmiechu i pogadać z nią nie można było. Na moje pytania odpowiadała półgębkiem.

- Za to efekt końcowy jej pracy  jest znakomity.

- I co z tego? I tak więcej do niej nie pójdę!

- Przecież to głupota wypuścić taki skarb z ręki… i tylko dlatego, że może miała zły dzień, albo z natury nie jest zbyt rozmowna.

- Jak się uprawia taki zawód, to uśmiech powinien być wpisany na listę obowiązków służbowych!

 

Nie widziałam sensu dalszej rozmowy. A z tą listą obowiązków służbowych to ostro przegięła – pomyślałam. Zapomniała chyba o tym, że bywają  dni kiedy nie jest nam do uśmiechu, kiedy coś boli, nawarstwiły się kłopoty rodzinne lub zawodowe, albo spotkało nas coś przykrego. A tu trzeba iść do pracy i udawać, że wszystko jest OK. Ale przecież nie jest…

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

Wybory za czasów komuny - w dowcipie:)

poniedziałek, 22 listopada 2010 21:08

 

Uff, zakończył się nareszcie ten festiwal piosenki zaangażowanej. Ci, którym udało się przecisnąć przez wyborcze sito będą już co najwyżej podśpiewywać przy goleniu. Jak sobie poradzą na powierzchni politycznej kipieli? Pewnie tak samo jak ci, którzy dążyli do naszego dobrobytu za czasów komuny. Pamiętacie tamte wybory? Zamiast kilku kolorowych kart do głosowania, była jedna, jedynie słuszna. Przypomniałam sobie z tamtych czasów kilka dowcipów z wyborami w roli głównej. I wiecie co? Ze zdumieniem stwierdziłam, że niewiele straciły na aktualności. No przynajmniej niektóre.

                                             ***

- Czy nowy skład sejmu będzie przestrzegał ustaleń swych poprzedników z kościołem?

- Oczywiście, przecież im też będzie zależało na utrzymaniu Wielkiego Postu przez 365 dni…

                                             ***

Przychodzi baba do lekarza. Nic nie mówi tylko patrzy…

- Aaa już wiem! Oddała pani głos w wyborach.

- Nie to nie to…

- Przyniosła pani wyniki!

- Też nie. Zostałam wybrana i chciałabym…

- Acha. To niech pani wpadnie jak będzie już pani miała terminarz sesji i posiedzeń, to ustalimy harmonogram chorób.

                                             *** 

- Czy to prawda, ze podczas spotkań z wyborcami obrzucono was jajami?

- Tak to prawda.

- Ale prasa doniosła, że były też oklaski?

- Tak, przy trafieniach.

                                             *** 

- Jaka to jest partia? Nie zdobyła ani jednego mandatu, a ma większość w sejmie?

- Partia zielonych, bo w sprawach państwowych, trzy czwarte posłów jest zielonych.

                                              *** 

Pewien dziennikarz zaproszony na dyskusję w gronie kandydatów na posłów stwierdza w pewnym momencie, że w jego zawodzie trzeba się umieć przystosować: być między naukowcami – naukowcem, biznesmenami – biznesmenem, artystami – artystą itd..

- A między głupcami? – pyta złośliwie jeden z kandydatów.

- Znajduję się w tej chwili po raz pierwszy.

                                              *** 

Dziennikarz rozmawia z matką nowo wybranego premiera.

- Co by pani zrobiła, gdyby dwadzieścia lat temu, ktoś powiedział, że wychowuje samotnie przyszłego premiera?

- Gdybym wiedziała, że jest taki zdolny… no cóż, pozwoliłabym mu skończyć przynajmniej te osiem klas.

 



komentarze (16) | dodaj komentarz

Kilka fotek z sobotniej podróży

niedziela, 21 listopada 2010 23:30

 

Pamiętacie…? Światowid, Frania, jakie jeszcze były wtedy pralki?

 

 

Parkingowy piesek?

 

 

Dla niektórych ta ściana to właściwe miejsce:)

 

 

Podpatrzone w Tesco w Świebodzinie

Kto ma Żyda w sieni, ten ma grosz w kieszeni. Ba, ale gdzie ich znaleźć?

 

 

Ławeczka z Czesławem Niemenem w Świebodzinie. Zobaczcie jak ładnie Czesiu pozuje dla Marii:)))

 

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

I na Chrystusie można zarobić parę groszy

niedziela, 21 listopada 2010 8:32

 

Sprawa budowy pomnika Chrystusa w Świebodzinie wywoływała i nadał wywołuje wiele kontrowersji. Pojechałam tam wczoraj z przyjaciółmi żeby zobaczyć na własne oczy to, co wywołuje tyle emocji. Zanim jednak pojechaliśmy pod pomnik, zwiedziliśmy Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, od którego właściwie wszystko się zaczęło. Bowiem pomysłodawcą ustawienia tego kolosa jest proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego, Sylwester Zawadzki. Widziałam wiele kościołów i tych wyjątkowo skromniutkich i tych przepysznych, wyposażonych w zabytkowe ołtarze, chrzcielnice, organy, czy obrazy. Jednak żaden nie jest w stanie dorównać Sanktuarium w Świebodzinie. Wszystko jest tam wielkie, ogromne, przebogate i pstrokate. W każdym ze zwiedzanych kościółków lubię usiąść na chwilkę i oddać się zadumie. Tam nie było na to szansy. Otoczenie zdecydowanie nie sprzyja zadumie. Wnętrze jest takie … kiczowate. Zresztą zobaczcie sami.

 

 

 

Po obejrzeniu Sanktuarium jakoś w ogóle nie zdziwiło mnie to, że ten właśnie proboszcz wymyślił sobie następną wielką, bo aż 33 metrową świątynię w postaci pomnika. Dzisiaj ma się odbyć poświęcenie kolosa, więc wczoraj trwały jeszcze prace porządkowe. Na drodze wiodącej do pomnika stał ochroniarz i pilnował, żeby nikt za blisko nie podchodził. Atmosfera wokół pomnika taka mniej więcej jarmarczna. Ludzie pstrykają sobie fotki i głośno dyskutują. Jedni są zachwyceni, inni podważają zasadność wybudowania aż tak wielkiego pomnika. Co by nie mówić, jest to wydarzenie które przyciąga tłumy zwiedzających. A tam gdzie zwiedzający to i pieniądze. Młodzi już wiedzą, że na Chrystusie można zarobić parę groszy. W drodze powrotnej zaczepiło nas dwóch młodzieniaszków oferując emblemat z wizerunkiem pomnika – pani kupi na pamiątkę – zachęcali. Nawet nie za bardzo się zdziwiłam, w końcu przecież głównie o to w tym wszystkim chodzi...

 

 

Jak się okazuje, pomnik to nie wszystko. Na rozległym, póki co pustym jeszcze terenie, planowane jest umieszczenie wielu innych elementów. Wśród nich znajdzie się m.in. Brama Poznania Dobra i Zła, Rajski Ogród w którym znajdzie się około stu gatunków roślin, Droga Życia, a także Droga Krzyżowa, która piąć się będzie aż do postumentu. Idąc pod górę pielgrzymi będą mijać także czterostopniową kaskadę przechodzącą w strumień kończący się przy I Stacji Drogi Krzyżowej.

Na koniec jeszcze trochę matematyki. Jezus bez korony ma dokładnie 33 m. Wysokość korony to 3 m. Figura waży 440 ton i jest najwyższą konstrukcją tego typu na świecie.

 

Czy człowiek do rozmowy ze swoim Bogiem potrzebuje aż takich symboli? Ja bynajmniej nie… Pośród tego betonu i kiczu zatracił się gdzieś sens modlitwy.

 



komentarze (20) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017