Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058120
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zielone, zdrowe, smaczne i niedrogie, czyli pesto drodzy państwo:)

sobota, 30 listopada 2013 19:31

Jakiś czas temu pisałam, że ograniczam spożywanie mięsa. Nie, nie jestem wegetarianką, ale mięso to nie jest to, co rodorki lubią najbardziej. Zwłaszcza wędliny jakoś nie chcą mi przejść „przez gardło”.  Tyle, że jak nie wędliny, to czym okładać kanapki na przykład do pracy? Jeden dzień ser żółty, następny, biały, potem topiony, innym razem jakieś przetwory z ryb, albo pasta jajeczna. I właściwie repertuar się kończy.

 

Na warsztatach wegetariańskich spróbowałam pesto z zielonej natki pietruszki. Pyszne było!  A potem zapomniałam. Przypomniałam sobie o nim niedawno spoglądając na stoisku nabiałowym na sery. Ten jadłam wczoraj, tamten przedwczoraj, a ten też niedawno. Wygląda na to, że przejadłam się serami. Potrzebowałam świeżej krwi, o przepraszam świeżego pomysłu na coś, co jest jadalne, i co można położyć na kanapki. No i zrobiłam pesto, choć koleżanka po spróbowaniu powiedziała, że to żadne pesto, tylko gremolata. Jak zwał, tak zwał, najważniejsze, że smaczne, zdrowe i niedrogie:) Można nim smarować kanapki, można je też podawać z makaronem, albo jako dodatek do jajek, smarować nim np. kotleciki z cukinii. Właściwie nie ma żadnych przeciwwskazań – można je podawać z czymkolwiek.

 

Dla tych, którzy jeszcze nie robili własnego pesto, podrzucam przepis:)

 

Ja zrobiłam je z pęczka natki pietruszki, ale jak ktoś nie przepada za smakiem natki może użyć rukoli, kolendry albo bazylii.

Potrzebny będzie blender, ale jeśli koś nie ma, może też użyć miksera.

Składniki: pęczek pietruszki, ząbek czosnku, 2 łyżki oliwy, 2 łyżki nasion ze słonecznika (słonecznik można zastąpić innymi nasionami lub orzechami), pół łyżeczki otartej skórki z cytryny, pół łyżeczki soku z cytryny, sól i pieprz do smaku.

Przygotowanie: pietruszkę umyć i odciąć łodygi. Cytrynę sparzyć przed otarciem skórki. Słonecznik uprażyć na patelni.

Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować na w miarę gładki krem. I to wszystko. Prawda, że proste? Smacznego:)

 

pesto 005.jpg



komentarze (22) | dodaj komentarz

Za mało Papuszy w ...Papuszy

wtorek, 26 listopada 2013 18:49

film.jpg

 

Nie mogłam się doczekać. Odliczałam dni, a potem godziny do tego wydarzenia. Oczywiście chodzi o film państwa Krauze pt. Papusza, który zamykał cykl imprez "Tydzień z Papuszą". Przed projekcją poczytałam kilka recenzji, wysłuchałam opinii, w tym opinii gorzowskich Cyganów i przyznaję, że z lekka zgłupiałam. Dawno nie było tak, że na temat jednego filmu tyle diametralnie różnych opinii. Stąd moja niecierpliwość i przebieranie nogami:) Doczekałam się i w poniedziałek nastąpiła ta wiekopomna chwila. Przed projekcją jeszcze kilka słów od aktorów odtwarzających role Ficowskiego i męża Papuszy - Dyźka (Krauzowie się pochorowali i nie dojechali), a potem światło zgasło, a ja zanurzyłam się myślami i ciałem w tamten skomplikowany, pełen niedopowiedzeń, ale też magiczny cygański świat.

 

Jednak z tego mojego „zanurzenia” wybijała mnie często pojawiająca się myśl. Owszem, nakręcono film o tragicznych losach Cyganów, ale czy jest to film o Bronisławie Wajs zwanej Papuszą? Raczej nie, bo ci, którzy ją znali mogą odczuwać  wielki niedosyt, a ci którzy nie wiedzieli o Papuszy kompletnie nic, niczego też z filmu się nie dowiedzieli. Zapomnę na chwilę, że jako rodowita gorzowianka widywałam Papuszę w parku, mijałam ją na ulicach, ba byłam nawet u niej w domu z prośbą o powróżenie. Muszę zapomnieć, żeby zrozumieć dlaczego właśnie tak twórcy filmu poprowadzili rolę Jowity Budnik grającą  Papuszę.

 

Na początek umówmy się, że nie jest to film biograficzny. Bo nie jest! Jest to jedynie oparta na faktach historia kobiety, artystki, cyganki. Choć określenie "oparta na faktach" też nie jest tak do końca prawdziwe, bo faktów z życia Papuszy tam niewiele. Jest mi bardzo smutno, bo autorzy filmu dostali do rąk gotową, ekscytującą, ale też bolesną i złożoną historię cygańskiej poetki i nie za bardzo wiedzieli, co z tą historią zrobić. Można było nakręcić swoisty portret tej niezwykłej kobiety, a wyszła historia opowiadająca o grupie wolnych  Cyganów, mocą dekretu osadzonych w obskurnej kamienicy. To też bardzo ważny wątek, ale zwyczajnie zabrakło mi Papuszy w... Papuszy, a przecież tytuł  filmu zobowiązuje.

 

Zabrakło mi również płynnego przechodzenia przez ramy czasowe, bo napisy informujące widza w jakich latach rozgrywa się akcja, to wybieg „godny” początkującego reżysera. Natomiast od takich twórców jak państwo Krauze wymaga się więcej… Chwilami miałam wrażenie, że po nakręceniu kolejnej sceny, reżyserzy nie za bardzo wiedzieli jak dalej poprowadzić wątek.

 

Natomiast nie zawiodły moich oczekiwań inne składowe filmu. Rewelacyjne czarno – białe zdjęcia autorstwa Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia. Chwilami byłam zła, że kamera schodziła z jednego planu, by pokazać następny. Były bowiem kadry, którymi nie zdążyłam nasycić oczu i duszy. Cudowna muzyka Jana Kantego Pawluśkiewicza, a nawet cisza, która tak naprawdę ciszą nie jest.. A już strzałem w dziesiątkę był pomysł, by Cyganie mówili swoim językiem, to zdecydowanie dodaje  filmowi autentyczności.

 

No i oczywiście aktorzy, od których właściwie powinnam zacząć. Jowita Budnik miała trudne zadanie. Papusza niewiele w tym filmie mówi, trzeba było więc za pomocą innych środków budować nastrój, cieniować emocje, choćby takie jak lęk, bezradność, nieśmiałość, czy wewnętrzną samotność. Aktorka wywiązała się z tego zadania fantastycznie. Zbigniew Waleryś w roli Dionizego, czyli męża Papuszy  moim zdaniem zasługuje na wszystkie nagrody filmowe świata w kategorii – rola drugoplanowa. Z mojej strony wielki ukłon. Natomiast Jerzy Ficowski zagrany przez Antoniego Pawlickiego po prostu poprawny, bez żadnych większych emocji.

 

Gorąco polecam ten film. Nie szkodzi, że nie znajdziecie tam prawdy ani, też legendy o Papuszy, zobaczycie natomiast kawałek nieistniejącego już świata polskich Cyganów. I jeszcze coś. Nie zapomnijcie zabrać ze sobą do kina chusteczek:)

 

film1.jpg

 

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

Romowie są wśród nas, czyli kilka słów o wystawie, ale też o recytacjach wierszy Papuszy

niedziela, 24 listopada 2013 10:30

wystawa romowie 019.jpg

 

Będzie nadal w klimatach cygańskich, bo Tydzień z Papuszą wciąż trwa… W środę poszłam do gorzowskiego muzeum na „Spotkanie z poezją Papuszy” z udziałem Edwarda Dębickiego. Naszło się ludzi, że hej:) Spotkanie ani nie zachwyciło, an oczarowało… Jeśli ktoś czytał wiersze Papuszy doskonale wie, że jej poezja nie mieści się w kanonie klasycznej recytacji. No bo jak patetyczną recytacją wyrazić cały ładunek tęsknoty zawarty w jej wierszach? Jeśli człowieka dopada tęsknota i chce o tym komuś powiedzieć, po prostu mówi . Czasami cichutko, czasami podnosi głos, czasami ten głos się łamie, ale zawsze mówi, a nie recytuje. Niestety wiersze Papuszy wyrecytowane przez poetów  z Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury trąciły fałszem…

 

Za to czwartek „wynagrodził” mi środowe rozczarowanie. Na otwarciu wystawy fotografii Arkadiusza Goli „Romowie wśród nas” która odbyła się w Kamienicy Artystycznej Lamus, też miałam okazję wysłuchać kilku wierszy Papuszy, ale w jakże innym klimacie. Adrianna Góralska, aktorka gorzowskiego teatru po prostu mówiła „głosem” Papuszy. Tylko tyle, i aż tyle. Pięknie…

A potem obejrzałam czarno – białe fantastyczne zdjęcia Arkadiusza Goli. Zanim o zdjęciach, kilka słów o autorze.

 

Arkadiusz Gola, urodził się w 1972 roku w Rudzie Śląskiej. Od 12 lat pracuje jako fotoreporter prasowy w redakcji dziennika ,,Polska Dziennik Zachodni" w Katowicach. Jest studentem trzeciego roku Instytutu Fotografii Twórczej Uniwersytetu Śląskiego w Opawie (Czechy). Laureat wielu nagród, ,między innymi  w konkursach Polskiej Fotografii Prasowej. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Żonaty. Mieszka w Zabrzu.

 

Zdjęcia pokazane na wystawie to plon dziesięcioletniej pracy fotografa. Nie jest łatwo zaskarbić sobie sympatię Cyganów, wejść w ich hermetyczne środowisko, podpatrywać ich życie „od środka”.  Autor zdjęć mówił, że zadziałał zupełny przypadek:

Podczas wieczoru poezji romskiej, z którego robiłem relację prasową. Jego organizatorka, Izolda Kwiek, poetka, założycielka zespołu Tabor, podeszła do mnie i zapytała, czy może liczyć na jakieś fotki. Odpowiedziałem, że oczywiście, wziąłem adres, zrobiłem odbitki i zaniosłem. Zapytała, czy napiję się herbaty, chętnie skorzystałem. Nigdy wcześniej nie byłem w romskim domu. Od takich odwiedzin, spotkań, się zaczęło, potem dochodziły jeszcze uroczystości rodzinne, na które byłem zapraszany dzięki życzliwości pani Izoldy. Z każdej dawałem odbitki, czym zdobywałem przychylność. Pracuję w gazecie i zanim cokolwiek w niej opublikowałem, oni zawsze chcieli to zobaczyć. Po prostu bardzo chcą dobrze wypaść. Niemal zawsze pozują, uśmiechają się, nie chcą zepsuć mi ujęcia. Nie jestem tym zachwycony, ponieważ wolę być obserwatorem z boku. Muszę więc robić naprawdę dużo zdjęć, aby wyczekać na moment, kiedy Romowie przestaną mi "ułatwiać".

 

Zdjęcia Arkadiusza Goli, to dla mnie zupełna egzotyka. Nie dość, że życie Romów „od wewnątrz”, to jeszcze Śląsk, którego w zasadzie nie znam. Zdjęcia zachwyciły mnie… naprawdę piękna, warta obejrzenia wystawa!

 

romowie_003.jpg

 

romowie_039.jpg

 

romowie_013.jpg

 

Arkadiusz Gola, autor zdjęć:)

 

wystawa romowie 015.jpg

 



komentarze (23) | dodaj komentarz

Lenie i kombinatorzy

czwartek, 21 listopada 2013 19:31

Ostatnio chyba tklaw9qat.jpgrochę zamęczyłam czytelników postami o Papuszy i o lokalnych imprezach. Dla oddechu, przed kolejnym postem związanym z „Tygodniem z Papuszą” coś zupełnie innego.

 

Od niedawna, na jednej z internetowych lokalnych gazet piszę bloga: „Rozmowy z sąsiadem”. Tytułowy sąsiad, to postać specyficzna. Językiem prostym, a czasami nawet prostackim komentuje lokalne wydarzenia oraz różne zjawiska społeczne.

 

Najgorsze jest to, że właściwie nie wiem jaki jest odbiór tych moich Rozmów. Dotychczas jeśli gdzieś tam publikowałam swoje teksty były tzw. polubienia, łapki, albo komentarze. A tam niczego takiego nie ma. Z jednej strony fajnie, bo nie trzeba się stresować komentarzami, więc można się skupić na pisaniu kolejnych tekstów. A z drugiej… chciałoby się jednak wiedzieć czy teksty „znalazły” swoich czytelników.

 

Dlatego między innymi wrzucam tutaj jeden z tych tekstów licząc na uwagi oraz podpowiedzi – co mogłabym w nich jeszcze poprawić, i czy to w ogóle jest do czytania:)

 

Wprawdzie nie lubię jak ktoś wciska mi linki, pod które to ponoć muszę koniecznie zajrzeć, ale widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, bo sama to za chwilę zrobię:)

Zostawiam tu link do tego bloga. Będzie mi miło jeśli ktoś czasami zechce tam zajrzeć…

 

http://www.echogorzowa.pl/blog/autorzy/123/rodorek/

 

Lenie i kombinatorzy

- Witam sąsiadkę, słyszała już pani? Projekt budżetu na przyszły rok ogłosili!

- Dzień dobry, coś tam słyszałam, ale nie znam jeszcze szczegółów.

- Na księgowości się nie znam, bo moja kasę w domu trzyma. I bardzo dobrze. Bo wie pani, czasami zdarzało mi się rozhulać za bardzo, a potem co, zęby w ścianę? A tak ona jest ministrem, a raczej ministra od finansów, a ja zwykłym obywatelem, co ma prawo rozliczać i pokrzyczeć sobie jak kasa się nie zgadza. Pełen komfort!

- Dobrze pan ma, każdy by tak chciał…

- Ale ja nie o tym miałem mówić. Doczytałem, że 2 miliony pójdzie na ten cały budżet obywatelski, to może w końcu nasze podwórko naprawią. Już w zeszłym roku mówiłem pani, że jakiś mały plac zabaw by się przydał, i murek trzeba naprawić, i nawierzchnię.

- Faktycznie coś pan o podwórku wspominał, a ja mówiłam, że trzeba do ratusza po wniosek pójść. Zrobił to pan?

- Ależ sąsiadka głupoty wygaduje! Chyba tylko mój wnuczek by uwierzył w te całe wnioski?. Dzisiaj pani tylko układy i znajomości się liczą, a ta cała biurokracja z wypełnianiem papierów, to tylko po to, by oczy zamydlić!

- Duchem świętym nikt nie jest. Podwórko nie zgłoszone, to niby skąd mają wiedzieć. Takich zaniedbanych w mieście dużo.

- Sąsiadka zawsze za nimi obstaje, a prawda jest taka, że urzędniki to lenie i kombinatorzy. Za moje pieniądze nic nie robią tylko w stołki pierdzą!

- Spokojnie... A podwórko warto by było do ADM zgłosić. Jak mają jeszcze fundusze, to może naprawią.

- Do ADM? Pani, z nimi nijak się dogadać nie można. Nic nie robią, tylko w stołki...

- i to za pana pieniądze.

- Właśnie. Mądra z pani kobitka, w mig łapie o co mnie się rozchodzi.

- Nie pozostaje nic innego tylko skrzyknąć się z lokatorami i własnym sumptem podwórko do porządku doprowadzić.

- Z sąsiadami? Toż to sami kombinatorzy i nieroby, palcem nie kiwną. Na garnuszku opieki siedzą i jeszcze narzekają. Banda i tyle!

- A sąsiad? A sąsiad nie mógłby trochę podwórko ogarnąć?

- ... ojejej! Ależ się z panią zagadałem, a kartofle na gazie zostawiłem. Do widzenia sąsiadko.



komentarze (15) | dodaj komentarz

Początek Tygodnia z Papuszą, a emocji tyle, że hej!

wtorek, 19 listopada 2013 19:51

niedziela 056.jpg

 

Muszę, po prostu muszę:)  Wprawdzie „ogłosiłam” tydzień przerwy w pisaniu, a to za przyczyną imprez organizowanych na okoliczność „Tygodnia z Papuszą”, w których zapowiedziałam swoje uczestniczenie, ale sytuacja jest, że tak powiem dynamiczna, więc chcę na gorąco podzielić się z Czytelnikami swoimi wrażeniami.

 

O Papuszy, a właściwie Bronisławie Wajs, która przez ponad 30 lat mieszkała w moim mieście – Gorzowie Wlkp.  zrobiło się głośno za sprawą książki Angeliki Kuźniak pt. Papusza oraz filmu fabularnego pod tym samym tytułem, wyreżyserowanym przez Krzysztofa Krauze i Joannę Kos-Krauze.

 

Tydzień z Papuszą rozpoczął się niedzielnym spacerkiem śladami Papuszy. Start nastąpił w Parku Róż przy pomniku Papuszy. Zastanawiałam się czy uczestniczyć w tym spacerku, wszak często zaglądam w miejsca związane z Papuszą., ba znam je jak własną kieszeń. Pomyślałam jednak, że spacer może być świetnym wstępem przed  zaplanowanymi na cały tydzień koncertami, spotkaniami, projekcjami filmów i wystawami. Poza tym chciałam też zobaczyć jakie jest zainteresowanie mieszkańców gorzowską poetką. Na spotkanie przybyło blisko pół setki gorzowian. Zasmuciło mnie, że pośród  spacerowiczów na palcach jednej ręki można było policzyć młodych ludzi… Czyli co? Papusza poetką ludzi starszych?

 

Nie żałuję, że poszłam. Spacer był okazją do rozmów, wspomnień i opowieści różnych ciekawostek czy anegdot. Ostatnim przystankiem spacerowej trasy była biblioteka, gdzie pani Anna Makowska – Cieleń, która kiedyś dostała „zadanie” zaprzyjaźnienia się z Papuszą, ciekawie opowiadała o swojej znajomości z poetką. Owo „zadanie” opisuje Angelika Kuźniak w swojej książce. Na koniec obejrzeliśmy jako pierwsi wystawę o Papuszy zorganizowaną przez Bibliotekę Herberta z własnych zbiorów: rękopisów, grafik, fotografii, korespondencji. Organizatorzy przygotowali dla spacerowiczów niespodziankę. Każdy mógł poczęstować się ciasteczkiem, w którym ukryta była wróżba. Tą wróżbą były wersy poezji Papuszy. Interpretacja dowolna:) Wylosowany przeze mnie wers brzmi:

W lesie wyrosłam jak złoty krzak, w cygańskim namiocie zrodzona, do borowika podobna.

 

Zdjęcia ze spacerku:)

 

niedziela 045.jpg

 

niedziela 065.jpg

 

Ciasteczka z wróżbą:)

 

niedziela 088.jpg

 

 

Potem był poniedziałek i spotkanie, którego nie mogłam się doczekać. Tego dnia w gorzowskiej Bibliotece Wojewódzkiej  gościła Angelika Kuźniak, od której tak naprawdę zaczęło się to całe „zamieszanie” z Papuszą. Oj działo się! Bowiem na spotkanie z autorką książki stawiła się cygańska rodzina Papuszy, między innymi Edward Dębicki, dla którego Papusza była ciotką. Autorka opisuje w książce ostracyzm jakiemu była poddana Papusza przez społeczność cygańską. Pisze też o jej odrzuceniu i samotności. I to właśnie tak bardzo rozjuszyło rodzinę Wajsów. Dodam jeszcze, że Edward Dębicki, artysta, animator kultury cygańskiej, pomysłodawca i organizator festiwalu muzyki cygańskiej Romane Dyvesa, na krótko przed spotkaniem udzieli dla jednej z lokalnych gazet internetowych wywiadu, w którym między innymi tak o Papuszy powiedział:

 

"Obawiam się, że ona już od samej młodości była nerwowo chora. Stale robiła jakieś wygłupy, przez które wszyscy mieliśmy później kłopoty. Nie była ona taka idealna, jak teraz się pisze. Byli lepsi od niej, jak chociażby jej brat. Ona była bardzo śmiała i trochę niepoczytalna. No, ale Ficowski zrobił z niej największą poetkę a większość wierszy sam napisał.

-Teraz pisze się zupełną nieprawdę. Niedawno rozmawiała ze mną pani, która napisała książkę o Papuszy. Siedziała w tym samym miejscu co pan i słuchała. Napisała rzeczy nieprawdziwe, o których nie powinno się pisać chociażby dlatego, że uderzają w tabu naszego rodu. Jeżeli opisuje, że mój wujek uderzył Papuszę tak, że ona zemdlała, a później całował jej stopy, to jest coś wbrew wszystkim  zwyczajom. Nie można robić czegoś takiego, bo ten człowiek jest potem skalany. Zresztą Papusza miała bardzo rozbujane wizje. Była mitomanką.  Nie powinno się o takich rzeczach pisać, nawet jeżeli Papusza pisała o tym w swoim pamiętniku."

 

Przyznaję, ze po przeczytaniu tego wywiadu byłam rozgoryczona… Angelika Kuźniak swoją książką zrobiła wiele dobrego dla społeczności cygańskiej, a najbliżsi poetki deprecjonują jej osobę i twórczość. Kiedyś Cyganie parali się cynowaniem kotłów. Nie było od nich lepszych w tej dziedzinie. Dzisiaj sami w tych kotłach się gotują, a z kotłów kipi zawiść, megalomania, rozbuchane ego i zwyczajna złośliwość. Po prostu nie rozumiem dlaczego Swoi próbują zniszczyć legendę Papuszy. Dlaczego nie dadzą jej spokoju nawet po śmierci... Małe to wszystko. Brzydkie, niesmaczne i żenujące!

 

A wracając do Angeliki Kuźniak. Ujęła mnie swoim opanowaniem, bo pomimo tak stresującej sytuacji odpowiadała na pytania prowadzącej spotkanie, oraz publiczności rzeczowo. Ale nie mogło być inaczej, bo autorka po prostu wiedziała o czym mówi. Swoją wiedzę, którą potem wykorzystała w książce  oparła na imponującej bibliografii, dotarła do materiałów, które od lat spoczywały sobie gdzieś w archiwach (między innymi do pamiętników poetki), do zapomnianych audycji radiowych oraz filmów dokumentalnych. Z tych materiałów, podobnie jak z puzzli układała mozolnie obraz tej cygańskiej tragicznej poetki.

 

Każdy kto książkę przeczytał zauważył pewnie, że niewiele w niej narracji autorki. Właściwie, pomijając kilka stron, cała książka to głos Papuszy. Na spotkaniu Angelika Kuźniak „wytłumaczyła się” z tego zabiegu literackiego. Powiedziała, że wokół Papuszy narosło przez lata wiele niedopowiedzeń, wiele sprzeczności, więc niejako jesteśmy skazani na legendę o Papuszy. A jeśli już, to niech będzie to legenda opowiedziana słowami Papuszy.

 

Zdjęcia ze spotkania z Angeliką Kuźniak

 

wtorek 027.jpg

 

wtorek 025.jpg

 

Kolejka po dedykację:)

 

wtorek 038.jpg

 

Ciąg dalszy relacji z Tygodnia z Papuszą niebawem:)



komentarze (21) | dodaj komentarz

Niby taki sobie zwykły guzik...

piątek, 15 listopada 2013 21:15

Szukałam guzika do pidżamy. Oderwał mi się gdzieś podczas snu i za czorta nie mogłam go znaleźć. Sięgnęłam więc po swoje specjalne pudełko, w którym przechowuję guziki, wysypałam wszystkie na stół i szukałam podobnego do tego, który przepadł. Dużo tych guzików… kiedyś przed wyrzuceniem zniszczonych ubrań zawsze odcinałam guziki i wrzucałam do owego pojemnika. Przez lata nazbierało się tego… Znalazłam nawet guzik od mojej sukienki ślubnej:) Ponad 40 lat temu modne były guziki obciągane materiałem. I ten guzik od sukienki jest właśnie obciągnięty białą, tłoczoną krempliną. Teraz takich się już nie robi.

 

Zamiast przyłożyć się do szukanie guzika pasującego kolorem i wielkością do innych w mojej pidżamie, zadumałam się… W pojemniku znalazłam jeszcze guzik od munduru kolejarskiego, spinki do męskiej koszuli, guziki wyglądające jak prawdziwe perły, guziki od elastycznego sweterka, w którym zadawałam szyku na non – stopach, guziki od mojej pierwszej katany dżinsowej kupionej w Peweksie za wymienione u cinkciarza dolary. Ozdobne guziki od moich pierwszych spodni z ciemno niebieskiej dewetyny uszytych przez mojego brata. To były chyba najszersze dzwony na całej planecie. Jak w nich szłam po ulicy, to pani sprzątająca chodniki nie miała już niczego do roboty, bo nogawki czyściły wszystko w promieniu pół metra:) A potem jeszcze guziki od sukienki w kolorze czekoladowym w białe grochy z białymi dodatkami. Ach jak pięknie wyglądałam w tej sukience! Krawcowa nieźle się nagłówkowała żeby uszyć taką jaką sobie wymarzyłam… Niby takie zwykłe, niepozorne guziki, a ile wspomnień i wzruszeń…

 

Skoro już zaczęłam ten guzikowy temat pociągnę go dalej z troszkę innej perspektywy. Trafiłam w internecie na stronę Muzeum Guzików w Łowiczu. Tak, tak, okazuje się, że guzik może być bardzo cennym eksponatem muzealnym, bo jego zasługi dla ludzkości są olbrzymie. Można nawet mówić o znaczeniu strategicznym guzika. W alkowach i na polach bitew pośrednio miały wpływ na kształt obecnego świata. Ich ranga jako przedmiotu zabytkowego jest niedoceniana. Guzik będąc strażnikiem intymności, nośnikiem symboli narodowych, bywa nieraz jedynym istniejącym świadkiem historii, jedyną pamiątką po człowieku, któremu wiernie służył. Ale nie tylko historia ma coś do zawdzięczenia guzikom.

 

Guzik znalazł sobie również mocne miejsce w literaturze. Mistrz Jan Twardowski o czynności przyszywania guzika pisał tak:

" ...nie ma ludzi niezastąpionych
bo przecież moja matka
łagodna i nieubłagana
cała w czasie teraźniejszym niedokończonym
wychyla się z nieba
żeby mi przyszyć oberwany guzik
kto to lepiej potrafi
w czyich palcach drży igła jak drucik ciepła..."

 

I jeszcze zabawny wiersz Ludwika Jerzego Kerna. Też o przyszywaniu guzika.

Przyszywanie guzika
To przyjemność jest dzika,
Zwłaszcza dla stuprocentowego mężczyzny.
Przyszywa, a potem cały
Wygląda jak z pola chwały,
Nic tylko rany na nim
I blizny.

Męczy się przy tym,
Stęka,
Z wysiłku mdleje mu ręka
I dziwne esy floresy wyczynia jego dłoń.
Żaden wódz,
Żaden marszałek
Nie wpadł jak dotąd na ten kawałek,
Że igła w ręku mężczyzny
To taka groźna broń.

W związku z tym myśl nachalna,
Prosta, a jakże genialna,
Po moim mózgu skika,
Żeby mężczyzn,
Zwłaszcza żonatych,
(Mniej zamożnych można na raty),
Ubezpieczać od przyszywania guzika.

 

A pamiętacie może guzikowy fragment z „Wojaka Szwejka” w gospodzie "Pod Kielichem"? W owym fragmencie Szwejk wyprowadza w pole tajniaka Bretschneidera i zamiast okazać rozpacz albo przynajmniej smutek z powodu udanego w bośniackim Sarajewie zamachu na arcyksięcia Ferdynanda, opowiada, jak to na przeglądzie wojska dostał dwa tygodnie ścisłego za brak dwunastu guzików przy mundurze.A potem jeszcze gogolowski "Płaszcz" bez guzików?

 

Jakby tak poszperać, znalazłoby się jeszcze wiele wątków literackich z guzikiem w roli głównej. Nawet Johann Wolfgang Goethe pochylił się nad guzikiem tworząc taki oto aforyzm:

„Kto pierwszy guzik chybi, ten nie da sobie rady z zapinaniem.”

 

A wracając do mojego guzika. Tego od pidżamy. Znalazł się! Znalazł się przy kolejnym ścieleniu łóżka. W sumie ucieszyłam się, ale… gdyby nie ten zagubiony guzik, nie byłoby guzikowego wpisu:)))

 

guziki009.jpg



komentarze (27) | dodaj komentarz

A na blogu ks. Lemańskiego cisza…

środa, 13 listopada 2013 18:57

Brakuje Lemanski.jpgmi. Brakuje mi nowych postów na blogu ks. Wojciecha Lemańskiego. Miałam taki rytuał, że wieczorkiem zaglądałam sobie na blog księdza, by przed snem oddać się chwili wyciszenia, zadumy i refleksji. Ale nie tylko, bo kiedy ukazywały się mediach jakieś  newsy dnia, komentowane przez Kościół, dziennikarzy, wszelkiej maści publicystów sympatyzujących z różnymi ugrupowaniami politycznymi, ja zawsze spokojnie czekałam na nowy wpis na blogu ks. Lemańskiego.  Wiedziałam, że odnajdę tam rzetelną ocenę owego newsa, spokój i rozsądek, którego ostatnimi czasy tak wielu brakuje.

 

Dlatego doprawdy nie rozumiem dlaczego Kongregacja ds. Duchowieństwa podtrzymała zakaz wypowiadania się do mediów, nałożony na księdza przez abp Hosera. Jeśli już, to ten ostatni powinien taki zakaz otrzymać, bo świadomie przez wiele lat trzymał na stanowisku proboszcza księdza pedofila z wyrokiem sądowym. W tym miejscu przypomnę za jakie to przewinienia ks. Lemański został zakneblowany, a dokładnie co nie podobało się nieskalanemu absolutnie żadną przewiną arcybiskupowi. Twierdzi on między innymi, że ks. Lemański naruszał naukę Episkopatu w kwestii bioetyki (wziął w obronę dzieci narodzone metodą in vitro).

 

Ks. Lemański odważył się również wytykać publicznie zamiatanie pod dywan, a w najlepszym razie opieszałość Kościoła w rozwiązywaniu problemów związanych z licznymi przypadkami pedofilii wśród kleru. Ubolewał też nad nadmiernym przywiązaniem  hierarchów kościelnych do dóbr doczesnych. Ks. Lemański zabierał publicznie głos na wiele jeszcze innych ważnych tematów, zadawał niewygodne pytania, zmuszał czytelnika/słuchacza do myślenia, był bezkompromisowy i tak po ludzku - prawy. Rzadkość to dzisiaj…

 

Kuria warszawsko – praska (czytaj abp Hoser), informując o decyzji Kongregacji nie mogła się powstrzymać od nieprzychylnych dla ks. Lemańskiego komentarzy:

Między innymi przeprasza "wszystkich, którzy doświadczyli moralnego zamętu wskutek kwestionowania w mediach przez ks. Lemańskiego samych podstaw nauczania kościoła w zakresie bioetyki". Dalej przeprasza "biskupów, kapłanów i wiernych świeckich, którzy zostali dotknięci jego wypowiedziami."

 

Arcybiskupie Hoser, ja faktycznie doświadczam codziennie moralnego zamętu, ale nie ma to nic wspólnego z kościelną bioetyką, a raczej z informacjami na temat kolejnych bezeceństw wyprawianych przez panu równych oraz armii panu podwładnych. Nie dotknęły mnie też w żadnej mierze inne wypowiedzi księdza, nie ma więc potrzeby przepraszać. Natomiast osobiście dotyka mnie bardzo każda krzywda wyrządzona dziecku przez pedofila, a zwłaszcza księdza pedofila.

 

Tyle kuria. Myślę, że trochę przedwcześnie abp Hoser odtrąbił swoje zwycięstwo. Kongregacja nie jest ostateczną wyrocznią, nie jest też oficjalnym stanowiskiem Stolicy Apostolskiej. Ks. Lemański, zgodnie z przysługującym mu prawem odwołał się od decyzji watykańskich urzędników. Mam nadzieję, że tym razem skutecznie.

 

Dlaczego wracam do tematu ks. Lemańskiego? Ano dlatego, że kurz bitewny już opadł i zrobiło się cicho… Podobnie było z ks. Bonieckim. Najpierw tumult wielki, a potem cisza. Z czasem wszystko się rozmywa, a media jakoś nie kwapią się wracać do tematu zdecydowanie mniej atrakcyjnego niźli kolejne ciąże, porody, kochankowie, śluby, czy rozwody miernych aktoreczek o niezmąconych myśleniem czółkach…



komentarze (14) | dodaj komentarz

Byłam świadkiem dramatycznych wydarzeń na jednej z gorzowskich ulic!

niedziela, 10 listopada 2013 12:30

 

FOTORELACJA

Strzały, trupy, krew, krzyki, a nawet manto spuszczone czerwoną flagą…

 

R097.jpg

 

R088.jpg

 

R082.jpg

 

R 090.jpg

 

R095.jpg

 

R114.jpg

 

R032.jpg

 

R 048.jpg

 

R050.jpg

 

 

R 057.jpg

 

Tradycyjnie już w sobotnie przedpołudnie szłam do mamy. W centrum miasta zobaczyłam samochód policyjny, który blokował wjazd na ulicę przy której stoi budynek dawnej Miejskiej Komendy Policji. Wiedziona babską ciekawością poszłam zobaczyć co się tam dzieje…

 

A tam… pełno uzbrojonych ludzi, uliczny czyściciel butów, chłopiec  wrzeszczący „Kurier warszawski, Kurier warszawski…” W pierwszej chwili pomyślałam, że za sprawą wypowiedzianego w nieodpowiedniej chwili zaklęcia, cofnęłam się w czasie o dobre pół wieku – podobnie jak w „Godzinie pąsowej róży” :) Prędko jednak okazało się, że to żadne tam zaklęcie. Trafiłam zupełnie przypadkiem na historyczną inscenizację odbicia żołnierzy AK z rąk UB. „Odbijali” żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK majora Zygmunta Edwarda Szyndzielarza „Łupaszki”.

 

Inscenizację przygotowali harcerze z ZHR Gorzów oraz grupa rekonstrukcyjna „Gryf” z Koszalina, która specjalizuje się w odtwarzaniu akcji Żołnierzy Wyklętych.

 

Wszystko było takie realne, dramatyczne… jak dobrze, że to tylko rekonstrukcja historyczna – pomyślałam oglądając to widowisko. Niechaj te wydarzenia pozostaną już tylko historią oglądaną między innymi na wyblakłych fotografiach (jak choćby te dwie celowo przeze mnie postarzone).

 

Re009.jpg

 

Re 094.jpg

 

Ps. Kilka zdjęć z inscenizacji „wrzuciłam” też na fotoblog:

http://fotorod.bloog.pl/

 

 



komentarze (22) | dodaj komentarz

Cygańskie tango na liście przebojów?

piątek, 08 listopada 2013 19:31

Nadchodzący weekend miałam spędzić z przyjaciółką stosownie do okoliczności, a mianowicie patriotycznie. Jednym słowem planowałam „patriotycznie” poszwendać się w dziczy dzikiej po lasach, łąkach, polach i nad jeziorem. Może nawet zaintonowałbym cichutko fragment jakiejś patriotycznej pieśni. Dlaczego cichutko? Ano dlatego, żeby nie wystraszyć dzików, sarenek i rudych lisów. Wszak te tereny to ich królestwo, a ja jestem tam jedynie intruzem. Miałyśmy piękne plany… Niestety moja przyjaciółka A. pochorowała się dość mocno. Jest unieruchomiona i poddawana  torturom w postaci bolesnych zastrzyków.  Z siłą wyższą się nie dyskutuje. Trzeba mężnie przyjąć ją na klatę, to znaczy ja na klatę, a przyjaciółka na pośladki:)

 

Trzym się A., a ja póki co „poznęcam” się troszkę nad jednym z ważnych wydarzeń, które jest niejako z Tobą związane. Kilka razy wspominałam, że A. wraz z córcią występują gościnnie w Cygańskim Teatrze Muzycznym TERNO. No i właśnie Teatr Terno nakręcił swój pierwszy wideoklip do piosenki „Cygańskie Tango” Edwarda Dębickiego. Autorem produkcji jest Piotr Smoleński, reżyser i scenarzysta współpracujący z wieloma gwiazdami między innymi ze Stanisławem Soyką, czy Sylwią Grzeszczak. Skąd pomysł na taką produkcję? Okazuje się, że Smoliński zakochał się w naszym festiwalu „Romane Dyvesa", na który przyjeżdża od dziesięciu lat. Zdjęcia do wideoklipu zostały nakręcone w lasach nieopodal Gorzowa, a efekt końcowy można będzie niebawem obejrzeć w telewizji.

 

Zanim jednak ukaże się na ekranach telewizorów, mieszkańcy zdążyli się podzielić w swoich opiniach. I tak, dziennikarze wykazują klasyczny przykład syndromu małomiasteczkowego, bo moim zdaniem niepotrzebnie pieją z zachwytów, wymieniając w artykułach szczegółowo sprzęt jakim został wideoklip nakręcony i przytaczają jakieś nic nie znaczące pierdółki, które w ich oczach mają podnieść rangę tego wydarzenia. Natomiast internetowi komentatorzy podchodzą do sprawy sceptycznie. Wytykają wady, a nawet wyśmiewają konwencję produkcji. Inni piszę, że jest OK. No cóż, jak to zwykle z kulturą bywa, ilu ludzi, tyle opinii. I pewnie wśród czytelników bloga opinie też będą podzielone… Jeśli idzie o mnie – podoba mi się, zwłaszcza jak wyłączę obrazy i słucham tylko muzyki:)

 

*Pierwsze Ps. Na wideoklipie stoją w szczerym polu dwie piękne dziewczyny, które „robią” za chórek. Ta w czerwonej chuście na ramionach, to córcia A. :)

 

*Drugie Ps. Szkoda, że nie ma np. na pasku tłumaczenia tekstu Tanga. Może wtedy odkryłabym jakieś powiązanie obrazów z muzyką, albo odwrotnie…

 

 

 

„Wyciągam” komentarz MEG, który moim zdaniem świetnie uzupełnia tekst:

„Jako, że znam osobiście Piotra Smoleńskiego i to od kilku dobrych lat, spotkaliśmy się po raz pierwszy na Romene Dyvesa, kiedy to przeprowadzałam z Nim pierwszy w swoim życiu wywiad chcę tu, (…) z serca mu raz jeszcze pogratulować! Dodam, że zaprezentowany teledysk stworzony został przez Piotra także we współpracy z Manuelem Dębickim, jak sam Go nazywa Muzycznym Bratem :) Tłumaczenie tekstu, fragment; "Zagubiłem swoje lata, nie wiem gdzie, szukam ich każdego dnia, lecz nie mogę znaleźć, wołam je z całych sił, niech mnie usłyszą, niech wrócą do mnie, abym znów był młody." Reżyseria, zdjęcia, montaż : Piotr Smoleński Organizacja produkcji : Kamil Ornarowicz Wystąpili : Edward Dębicki Manuel Dębicki Marta Pastuszko Krystian Jaworski Polina Vasilyeva Daria Krauze Natalia Dębicka. Muzyka oraz tekst : Edward Dębicki.”



komentarze (20) | dodaj komentarz

Jestem bogata, czy biedna? Już sama nie wiem…

środa, 06 listopada 2013 18:59

Generalncm9kb3Jlay5ibG9vZy5wbA==.jpgie nie lubię narzekać i biadolić, ale każdy normalny człowiek tego nie uniknie. Przecież nie zawsze jest tak pięknie, różowo i w ogóle ach i och. Czasami lżej na duszy kiedy można zaprzyjaźnionej duszyczce wypłakać swoje żale w mankiet:) Inna sprawa czy ta zaprzyjaźniona duszyczka zechce mnie wysłuchać. Mam to szczęście, że wysłuchuje. Może dlatego, że naprawdę rzadko włącza mi się narzekanie ciurkiem? Na co dzień staram się wydobywać jasne strony życia z tej nie najlepszej planety, na której przyszło mi żyć, ale jak przychodzi listopad… No cóż… listopad rozkłada rodorka na łopatki , a jak już mnie rozłoży tak do cna, to jak klasyczny wampir energetyczny wysysa ze mnie całą radość życia, i nawet noszona w torebce profilaktycznie główka czosnku, która to niby ma odstraszać wampiry – nie pomaga!

 

No więc (wiem, że nie zaczyna się zdania od „no więc”) ponarzekałam przyjaciółce do woli. O czym w szczególności? Ano głównie o tym, że nie mogę tego, czy tamtego.  Codziennie idąc rano do pracy przystaję na chwilę przy witrynie księgarni, w której eksponowane są nowości. Pamiętniki Osieckiej sobie podarowałam, podarowałam też sobie (z wielkim bólem) „Doktora Sen”  Stevena Kinga i wiele, wiele innych pozycji, na widok których emocje ujawniały się w postaci gęsiej skórki, a oczy robiły się jak gwiazdy. Ale dzisiaj zobaczyłam książkę o Edith Piaf. Tak się zapatrzyłam na okładkę, że mało nie spóźniłam  się do pracy. Nie kupię, nie ma szans… Czy naprawdę książki muszą być aż tak DROGIE!

 

Czy KULTURA musi być tak droga? Poszłabym do naszej Filharmonii na jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń jazzowych. Z Trio Michała Wróblewskiego i Orkiestrą Filharmonii Gorzowskiej wystąpi  fenomenalny Terence Blanchard – amerykański trębacz jazzowy i kompozytor muzyki filmowej. Znakomity, dojrzały artysta, który pokochał trąbkę, jak mało kto. Ale jest jedno małe, maleńkie „ale”, oczywiście chodzi o cenę biletu. Mogłabym zasiąść wygodnie na jednym z krzeseł na widowni gdybym tylko miała na zbyciu 90 lub 50 zł (za miejsce na balkonie). Chwilowo nie mam…  Poszłabym również na wszystkie spektakle wystawiane w ramach Gorzowskich Spotkań Teatralnych, ale czy statystycznego rodorka stać na wydanie lekką ręką 560 złotych na zakup karnetu? Mogłabym tak narzekać i marudzić w nieskończoność, wszak listopad, prawda…?

 

Ale okazuje się, że  nie mam prawa do narzekania na swoje niedostatki! To prawo "zabrała" mi pewna strona internetowa. Zadzwoniła moja przyjaciółka, ta od wypłakiwania się w rękaw i rzekła:

- Nooo Krychna! Zanim następnym razem zechcę ciebie wysłuchać grubo się zastanowię. Poza tym z bogaczami nie gadam!

- …??? Oczadziałaś, czy cóś!!!

- Narzekasz, biadolisz, a nie raczyłaś mnie poinformować, że jesteś właścicielką pokaźnego, egzotycznego stada! Zerknij na pocztę, podesłałam ci link.

 

Zamurowało mnie jak nic. Prędko weszłam na pocztę i kliknęłam w podesłany link. No maszszsz!!!

 

Link przekierował mnie na stronę, która zajmuje się wyceną stron internetowych. Byłam w lekkim szoku… Za chwilę miną 4 lata jak piszę sobie swojego bloga i nigdy nie przyglądałam mu się od strony statystycznej, a tu proszę!

 
"Globalna pozycja rankingowa strony Rodorek wynosi 7878, a pozycja lokalna strony Rodorek wynosi 96.
Według Google ta strona jest bardzo dobrej jakości.
Szacunkowa wartość strony rodorek.bloog.pl wynosi 1 537380 USD."

 

Czyli co??? Rodorek milionerka (!?)

 

A potem wycena:

 

Wartość strony

 

Wycena strony rodorek.bloog.pl w Euro: 1 276 364 €

  1 971 sztabki złota Sztabki o wadze 20 gram

 

  439 wielbłądów. Wartość jednego wielbłąda to 3 kozy, 2 owce i 1 osioł

 

  1 182 600 butelek piwa. Wartość jednego piwa to 1,3 $

 

  133 685 butelek wódki. Wartość jednej butelki wódki to 11,5 $

Dzienny przychód

  1404 USD - Szacunkowe zyski z Google AdSense

Przychód miesięczny

  42 120 USD - Szacunkowe zyski z Google AdSense

 

 

Nie skomentuję, bo osłabiło mnie… Ale może ktoś mi podpowie jak wyrwać choć trochę tej wirtualnej kasy?  Kurna, miałbym na książki, na bilety do filharmonii i teatru, żyć, nie umierać:) I nawet taki wampiryczny listopad nie pomieszałby moich szyków:)

 

Ps. Tym, którzy chcieliby sprawdzić wartość swojej strony., podeślę link na maila:)



komentarze (33) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017