Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 286 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156318
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Życzenia na Nowy Rok

czwartek, 30 grudnia 2010 11:08

Koniec rok u to czas podsumowań i rozliczeń. Ja również miałam zamiar napisać kilka słów o tym co mi ten mijający rok przyniósł, co zmienił w moim życiu, w czym mnie zawiódł, czego mnie nauczył. Nie będę jednak o tym dzisiaj pisać…

Przygotuję na ten temat wpis 11 stycznia 2011 r. Będzie ku temu okazja, wtedy bowiem minie rok pisania tego bloga.

 

A dzisiaj chciałam Wam złożyć noworoczne życzenia.

 

Niech ta jedyna noc sylwestrowa będzie czasem naszej wewnętrznej satysfakcji z tego, co już osiągnęliśmy. Wraz z ostatnią kartką kalendarza zerwijmy wszystkie złe nastroje, nieudane przedsięwzięcia, smutne chwile, choroby i przykrości.

 

A w nadchodzącym 2011 roku życzę Wam przede wszystkim zdrowia, jak najwięcej powodów do radości, szczęścia, powodzenia i spokoju ducha. Tym, którym w mijającym roku się nie wiodło, życzę żeby ten nadchodzący był lepszy i dostatniejszy. Natomiast Tym, którzy są zadowoleni ze swojego życia, życzę żeby w nowym roku było co najmniej tak samo, albo i lepiej.  Do Siego Roku!

 



komentarze (39) | dodaj komentarz

Krzywy dom

środa, 29 grudnia 2010 10:19

 

 

W ubiegłym roku moje miasto szukało swojej marki. Nastała taka moda, żeby każde miasto miało to coś, co je charakteryzuje, przez co może być rozpoznawalne w kraju i za granicą. Urzędnicy wydali na te poszukiwania kupę kasy, a ja się pytam po co? Wystarczyło przejść się ulicami by zobaczyć, że marka mojego miasta stoi sobie skromnie przy jednej z ulic. Jest to budynek o oryginalnej konstrukcji, a do tego wybudowany według projektu Antonio Gaudiego…:-D

 



komentarze (26) | dodaj komentarz

Śmieszne (chyba)

wtorek, 28 grudnia 2010 11:55

Byłam wczoraj u lekarza. Dostałam antybiotyk i zwolnienie lekarskie. Jestem więc w domu i kuruję się. Dzisiaj rano obudziłam się w okolicach godziny, o której wstaję do pracy. Wzięłam tabletki i zaraz znów wskoczyłam do łóżeczka. Wymęczona nocnym kaszlem zasnęłam ponownie. Obudził mnie dźwięk telefonu stacjonarnego, który stoi w drugim pokoju. Próbowałam go zignorować, ale że sygnał głośny – nie dało się. Spojrzałam na zegarek, była 7,10. Zwlekłam się z łóżka i podniosłam słuchawkę.

 

- Słucham - wycharczałam.

- Krysia???? – strasznie zdziwiony głos mamy

- Tak mamusiu, Krysia, a kto ma być?

– No i czego wstawałaś???

-  Wstałam mamusiu, bo telefon zadzwonił!

- Acha, a ja tylko chciałam się zapytać jak się czujesz.

- Dobrze się czuję mamusiu

- No to cześć córcia, wracaj do łóżka.

- Cześć mamo, wracam.

 



komentarze (24) | dodaj komentarz

Sylwestrowe przesądy:)

poniedziałek, 27 grudnia 2010 6:00

 

Skończyły się święta i za kilka dni Sylwester. Wtedy też, o północy będziemy sobie składać różne życzenia. Chciałabym bardzo, żeby te życzenia się spełniły. Nie pamiętam dokładnie życzeń sprzed dwóch lat, bo jak pamiętacie byłam zajęta sprzątaniem po przygodzie z dymiącym piecem, ale te z ubiegłego roku, owszem. I nawet niektóre się spełniły…

 

Sylwester, oprócz składanie sobie życzeń, szykowania się na bale i prywatki, to również dzień przesądów. Nie wiem czy wiecie, ale ważne jest, aby w tym dniu spisać sobie na czerwonej kartce wszelkie problemy i dolegliwości mijającego roku, następnie kartkę spalić, a dla pewności wdeptać ją w ziemię. I to zadanie wykonałam w ubiegłym roku co do joty. Otworzyłam również okno by wpuścić duchy dobrych przodków. Miałam tylko nadzieję, że ci nowi lokatorzy nie będą tak uciążliwi jak duch elektryczności.

 

Gorzej poszło z innymi przesądami. Jako najstarszej w domu nie udało mi się nakręcić zegara po północy bo...zegar, który mam nie wymaga nakręcenia. W ostatnim dniu roku jest też ścisły zakaz sprzątania i zamiatania, bo ponoć razem ze śmieciami wymiatamy swoje przyszłoroczne szczęście, które nie zdążyło jeszcze na dobre zagościć w naszym domu. Gdyby wierzyć temu przesądowi, to szczęście przez cały rok omijało mój dom. A wszystko przez kota, którego dostałam na przechowanie (niby tylko na 2 miesiące, ale zrobił się z tego prawie rok). Kupiona w ubiegłym roku choinka była chyba przeterminowana, bo tuż po świętach zaczęła się na dobre sypać. Kot, który czaił się do skoku od pierwszego dnia wystrojenia jej w te wszystkie bombki i świecidełka, wykorzystał moją chwilową nieuwagę, wskoczył na choinkę i pozamiatane, to znaczy ja musiałam pozamiatać ten cały bałagan.

 

Chciałam sobie również w tym dniu powróżyć z bąbelków w kieliszku szampana. Podobno duże bąble poruszające się nerwowo i raptownie wróżą rok burzliwy i chaotyczny. Natomiast drobne, unoszące się równiutko do góry – zdrowie i szczęście w życiu rodzinnym. Niestety byłam zmuszona rozpocząć ten nowy rok z nieświadomością, co do swojego ewentualnego szczęścia. Po powrocie do domu z bulwaru, nalaliśmy do kieliszków szampana z zamiarem wzniesienia toastu noworocznego. Już miałam podnieść lampkę z szampanem by przyjrzeć się dokładnie bąbelkom, gdy ktoś zadzwonił do drzwi.

 

Pomyślałam, że sąsiedzi przyszli złożyć noworoczne życzenia. Jednak to nie byli sąsiedzi, to znaczy niezupełnie, bo owszem ta osoba za drzwiami też była sąsiadem z następnej klatki schodowej, ale takim sąsiadem, z którym wymieniamy jedynie różne grzeczności, kiedy mijamy się na ulicy. Gościu pomylił mieszkania, a że był cały zawiany trzeba było odtransportować go do właściwego mieszkania. Po powrocie do domu bąbelków już nie było, a poza tym odeszła ochota na ponowne wznoszenie toastu. Wprawdzie w Nowy Rok wzniosłam toast, ale to się chyba nie liczy…?

A Wy znacie jakieś przesądy lub zwyczaje związane z ostatnim dniem roku?

 



komentarze (27) | dodaj komentarz

Po Wigilii

sobota, 25 grudnia 2010 13:12

Czegoś tu nie rozumiem. Tyle życzeń zdrowych, pogodnych, radosnych i takie tam, a ja… ech szkoda słów. Rano wstałam dzisiaj z łóżka cała połamana, śliczne oczęta z lekka załzawione, w głowie jakieś tam tamy (nie piłam), no i ta gorączka… Jednym słowem dopadło mnie choróbsko i tyle. Mam nadzieję, że Wasze  życzenia spełnią się choć w pewnym stopniu i przebieg choroby będzie łagodny.

 

Wigilia minęła spokojnie. Wszystko odbyło się jak należy. Potrawy  były w tym roku wyjątkowo udane, obyło się bez żadnych niespodzianek. A że byłam grzeczne przez caluśki rok, to i Mikołaj o mnie nie zapomniał. W tym roku Mikołaj postanowił wziąć się za moje zdrowie, a właściwie za jego marnotrawienie poprzez długotrwałe i namiętne palenie papierochów. Wstyd się przyznać ale palę ponad 30 lat! Mikołajowi to się chyba nie podoba, bo przyniósł mi w prezencie między innymi (o innych upominkach napiszę odrębnie) e-papierosa. Ciekawa jestem, czy pomoże ograniczyć, albo rzucić na dobre ten zgubny nałóg. Myślę, że był to chyba ostatni dzwonek, bo od dłuższego już czasu  uporczywy kaszel przeszkadzał nawet w spaniu. Zobaczymy… Póki co paląc go nadal kaszlę, ale pewnie dlatego, że ta gorączka i w ogóle.

 

 

Muszę jeszcze napisać o choince. Oznajmiam, że mam… najbrzydszą choinkę na świecie. I proszę się ze mną nie licytować, nikt mnie nie przebije. Pisałam już, że od kilku lat co roku mam prawdziwą choinkę, którą kupuje córki chłopak. W tym roku było podobnie. Przytargał uchachany święte drzewko, obciągnięte nylonową siatką. Robiłam coś w kuchni, gdy nagle usłyszałam głośne córki - ałła! Biją się czy jak? Weszłam do pokoju, a tam zielono. Nie widać mebli, stołu, foteli, no i córki oczywiście też. Taką rozłożystą trafił. Jak żyję takiej nie widziałam, chyba, że w lesie. Ale żeby tylko w tym był problem, to pół biedy. Zawsze przecież można ukształtować drzewko, przycinając gałęzie.  Dodatkowo choinka jest krzywa jak nie wiem co. Od dołu gdzieś tak na 30 cm trzon jest w miarę prosty, ale wyżej wygląda tak, jakby świerk (a może jodła)  nie mógł się zdecydować w którą stronę ma rosnąć. I tak sobie rósł trochę w tą, trochę w tamtą stronę. No i chyba z tego niezdecydowania cała góra świerku jest uboga w igły. Wprawdzie gałęzie próbowaliśmy zamaskować owijając je łańcuchami, ale niewiele pomogło, bo łańcuchy nie mając oporu w postaci igieł ześlizgują się i spadają. Niemniej jednak drzewko w swojej całej brzydocie jest rozczulające Poza tym przygarnięcie tego drzewka, to kolejny dobry uczynek. Gdyby nie my, ;-) skończyłoby sobie gdzieś w magazynie niechciane i zapomniane, a tak pięknie przystrojone pyszni się w kącie pokoju.

 

 

U nas cały czas sypie śnieg, a mnie coraz bardziej „rozbiera” temperatura. Pora podjąć walkę z choróbskiem.

Widok z okna

 

 

 



komentarze (23) | dodaj komentarz

Życzenia

czwartek, 23 grudnia 2010 6:04

 

 

 

Każdy z nas nadchodzące Święta Bożego Narodzenia będzie przeżywał inaczej, na swój osobisty sposób. Jednak łączyć będzie nas jedno - wigilijny opłatek, symbol pojednania, przebaczania, życzliwości i miłości. Niechaj te symbole towarzyszą nam nie tylko od święta…

 

Życzę wszystkim zdrowych, radosnych, pełnych rodzinnego ciepła Świąt Bożego Narodzenia.

 



komentarze (29) | dodaj komentarz

Niech już będą te święta, bo ludzie jakieś takie...:)

środa, 22 grudnia 2010 15:33

 

W pracy, w sklepach, na ulicach, mijam ostatnio nieźle zakręconych ludzi. I nie ma co się dziwić, w końcu przedświąteczna gorączka dopada prawie każdego. Nie ma nawet z kim poważnie porozmawiać, bo wszędzie dominują tematy świąteczne. A więc, co już jest kupione, a co jeszcze trzeba kupić. Ile kosztują pomarańcze w Lidlu, a ile w Tesco. Jakie ciasta upieczemy i dlaczego właśnie te. Jak pozbyć się zapachu ryb z kuchennej deseczki, i tak dalej, i tak dalej.

 

Żeby tylko na gadaniu się kończyło, ale pewne zachowania mogą doprowadzić człowieka :-) do nieszczęścia. Choćby dzisiaj rano. Na wąskiej, osiedlowej drodze mijałam kobietę. Chwilowy brak czujności i wylądowałam na hałdzie śniegu. Dlaczego? Bo droga wąziutka, a kobietka szła jej środkiem trzymając w obu rękach torby z zakupami. Ani myślała zatrzymać się choć na chwilkę żeby mnie przepuścić. W zderzeniu z taką determinacją, z góry znalazłam się na przegranej pozycji, a właściwie na hałdzie śniegu.

 

O sklepach wielko-powierzchniowych nie wspomnę. W szale przedświątecznych zakupów ta powierzchnia kurczy się zdecydowanie. W efekcie ze sklepu wychodzi się z co najmniej jednym siniakiem gdzieś w okolicach nóg. Ale tego rodzaju przemoc fizyczną traktuję z przymrużeniem oka, albo jak kto woli, zaliczam sobie na konto nadchodzących świąt (wszak to czas wybaczania). A poza tym nikt z nas nie został przeszkolony w zakresie poruszania się z koszykiem na kółkach w ekstremalnych warunkach.

 

Mając powyższe na względzie, postuluję aby od przyszłego roku wprowadzić nową, świecką tradycję. A mianowicie, zarządzić dzień resetowania się, ot co! Wszystkim  nam wyjdzie to na zdrowie, bo święta to raptem dwa dni, a potem trzeba żyć dalej...

 



komentarze (19) | dodaj komentarz

Wiersz

wtorek, 21 grudnia 2010 17:09

 

Do świąt pozostało raptem trzy dni. Człowiek (czyli ja;-)) jakiś taki zabiegany, zajęty porządkowaniem, robieniem zakupów i przygotowywaniem świątecznych potraw. Nie ma nawet czasu przygotować jakiś nowy wpis na bloga.  Ale żeby nie było, że już tak całkiem nic nie dodałam, przemycam ;-) jeden z moich wierszy z autorskiego tomiku „Kamienie zakwitają jesienią”.

 

Śmieszny człowiek

 

Połączona pępowiną z przeszłością

przechodzę obojętnie obok

teraz

 

Wbijając wzrok w płyty chodnika

ze strachem omijam kałuże

nadrabiając drogi

 

Odliczam dni

jak ostatnie monety w portfelu

Chowam się przed jutrem

we własnych kieszeniach

 

Znoszę swój czas

jak znienawidzone ubranie

 



komentarze (19) | dodaj komentarz

Kultura jest stanowczo za droga

poniedziałek, 20 grudnia 2010 19:21

 

Jestem fanką...wszelkich zjawisk kulturalnych. Uwielbiam wernisaże, teatr, koncerty i promocje, ale nie te w supermarketach, a raczej promocje książek z poezją i nie tylko.

Chodzić do kina też lubię, ale bez fanatyzmu. Jeśli zdarzy mi się już w kinie być, to bardziej po to, by zanurzyć się w fotelu z paczką popcornu o smaku karmelowym i wyłączyć się na dwie godziny.

 

Moja wielka miłość, Teatr od jakiegoś czasu okazuje się być miłością nieodwzajemnioną. No cóż, jeszcze jedna porażka miłosna, lecz tym razem nie z powodu niezgodności charakterów, lecz...ekonomicznych. Chodzi o bilety wstępu. Na ulgowe się nie łapię, a pozostawienie w kasie biletowej 60 czy 70 zł nie wchodzi w rachubę. Wprawdzie kultura jest ponoć strawą dla ducha, ale bez przesady. Te powiedzmy 70 zł to często całe 3 dni życia. Właściwie pogodziłam się nawet z nie bywaniem w Teatrze. Rekompensuję sobie to na różne sposoby. Między innymi czytam sztuki, które akurat lecą w naszym Teatrze, albo czytam zachłannie różne recenzje z premier. Ale powiedzmy sobie szczerze, to jedynie namiastka emocji, które mogłabym przeżyć siedząc sobie w czerwonym foteliku i uciszając sąsiadów ciamciających głośno cukierki.

 

Stwierdzam ze smutkiem, że tych nieodwzajemnionych miłości z roku na rok przybywa. O ile wernisaże, odczyty i promocje nie wymagają łapania się za portfel, o tyle wielkie wyjścia na koncerty, już tak. Ostatnim zawodem miłosnym, skłaniającym mnie do napisania swoich żalów, był koncert pierwszej damy polskiego bluesa, Martyny Jakubowicz. I proszę mnie nie pytać, czy koncert był powalający, bo jasne jest że był, musiał być, skoro śpiewała Martyna. Tylko, że mnie tam nie było, ponieważ nie miałam akurat na zbyciu 60 zł za miejsce przy stoliku, ani 30 zł na wejściówkę.

 

Było mi żal tych nie wysłuchanych utworów i nie pomogło nawet wieczorne odsłuchanie Afirmacji M. Jakubowicz: „W moim świecie wszystko dobrze jest, nie ma białych plam...”. Ja niestety nie zaśpiewam, że w moim świecie wszystko dobrze jest, bo dobrze nie jest i żałuję, że Afirmacja Martyny nie jest moją afirmacją. I pewnie długo nie będzie, przynajmniej tak długo, dopóki bilet na odrobinę kultury będzie kosztował 10% wydatków przewidzianych na przeżycie jednego miesiąca.

 

*Tekst napisałam jakiś czas temu, ale nic się w tej kwestii nie zmieniło…



komentarze (23) | dodaj komentarz

My, dzieci tamtych rodziców:)

niedziela, 19 grudnia 2010 18:17

 

Na temat prawidłowego wychowania dzieci powstało wiele poradników, filmów instruktażowych, a nawet doczekaliśmy się ogólnopolskiej super niani, która uczy sterroryzowanych rodziców jak radzić sobie z własnym potomstwem. Oglądałam kilka odcinków z super nianią w roli głównej i byłam przerażona bezradnością rodziców. Jednak po namyśle doszłam do wniosku, że to nie może być prawdą, że program robiony jest na potrzeby TV i należy to wszystko, co dzieje się na ekranie, traktować z przymrużeniem oka. Wszak liczy się oglądalność, a ta musiała być niemała skoro nakręcili tyle odcinków.

Kilka dni temu przyjaciółka, która mieszka od wielu lat w USA przysłała mi na majla pewien tekst. Próbowałam ustalić autora, czy też autorów jednak nie udało się. Tekst wydał mi się na tyle ciekawy, że po małym przeredagowaniu pozwolę sobie go przytoczyć na swoim blogu. Ciekawa jestem ilu z nas podpisałoby się pod nim…

 

 <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>

 

Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka--właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo Higieny Zabaw).

 

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.

 

Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem. Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo--jak zwykle.

 

Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć. Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję, żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych. Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.

 

Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii. Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie bez beczenia i wycierania ust rękawem. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.

 

Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu. A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!

 

*Współpraca Maryla D. USA

 



komentarze (20) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017