Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058106
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Ranking wydarzeń. Zapraszam do zabawy:)

czwartek, 29 grudnia 2011 15:36

Nieuchro nnie zbliża się koniec roku, a wraz z nim pora na różnego rodzaju podsumowania. Myślimy sobie, co dobrego, albo złego spotkało nas w mijającym roku i spoglądamy z nadzieją w nadchodzący rok. Ten nowy, jest jak czysta kartka, którą będzie zapisywać nasze życie każdego dnia. Miejmy nadzieję, że w tym zapisywaniu, będą przeważać rzeczy piękne, a przynajmniej dobre. Przeglądając codzienną prasę czytam o przeróżnych rankingach organizowanych na okoliczność zakończenia roku. Tematy bywają różne. Na przykład najgorsza stylizacja, najgorsze kapelusze, największe wpadki gwiazd, największe klęski 2011, najlepsza sesja, najlepsze filmy, najlepsze seriale, najbardziej pożądane modelki, najgłośniejsze celebryckie rozprawy sądowe 2011, największe wpadki prezenterów,  najgłośniejsze rozstania w show-biznesie, pechowiec roku, i tak dalej, i tak dalej…


Czytając tematy tych rankingów pomyślałam sobie, że my, „zwyczajni” blogowicze, też możemy sobie taki ranking zorganizować. Mijający rok pełen był wydarzeń, wzruszeń, zmartwień i radości. Czytałam o nich każdego dnia na Waszych blogach.  Być może pośród tych wydarzeń było coś co sprawiło Wam najwięcej radości. Ale jak to w życiu bywa, było też pewnie coś, co spowodowało smutek, czy zmartwienie…


Jeśli macie ochotę podzielić się tymi zdarzeniami, to serdecznie zapraszam0:-)

Rozpoczynam zabawę pierwszym komentarzem:-]




komentarze (58) | dodaj komentarz

Wystarczy podnieść wzrok

środa, 28 grudnia 2011 17:05

 

Spacerując ulicami swojego miasta mijam ludzi, którzy ciągle się gdzieś spieszą. Patrzą pod nogi, albo przed siebie. Kiedyś też tak chodziłam… ciągle w biegu, nie odrywając wzroku od płyt chodnika. Wiele się w moim życiu zmieniło na lepsze. Ja się zmieniłam… Z ciekawością przyglądam się mijanym ludziom, kamienicom, czy rosnącym przy ulicach drzewom. Ze zdumieniem stwierdzam każdego dnia, że to wszystko co nas otacza jest piękne, interesujące, wyjątkowe.


Najbardziej zdumiewające bywają drobne elementy architektoniczne na starych kamienicach, umieszczone najczęściej na wysokich kondygnacjach. Przyglądając się tym detalom, za każdym razem podziwiam kunszt artystyczny wykonawcy. Jedynym mankamentem, który przyćmiewa radość podziwiania, jest fakt, że większość z tych detali ulega zniszczeniu… Naprawdę szkoda. Przecież te perełki architektoniczne są częścią historii sztuki, mają również wielki wpływ na estetykę miasta.


Niejeden raz chciałam je uwiecznić na zdjęciach, jednak mój aparat nie dawał rady ściągnąć je wystarczająco blisko. A jeśli już coś tam się udało, było rozmazane i niewyraźne. Dzisiaj wybrałam się na spacerek wypróbować, czy ten nowy aparat sprosta temu zadaniu. Chyba sprostał;-)


Kilka fotek

 


 

 

 

 

 

 

 

 




komentarze (26) | dodaj komentarz

Maryla Rodowicz w...photoshopie

wtorek, 27 grudnia 2011 13:23

 

Wciąż pozostaję pod magią minionych świąt, jednak ta magia nie jest w stanie przysłonić mi rzeczywistości. I nie wiem jak bardzo by się starali różni fotograficy, czy inni graficy trzeba powiedzieć sobie wprost – król, a raczej królowa jest naga!


W połowie września napisałam notkę pt. Gwiazda i tyle! Gwiazdą była Maryla Rodowicz, która koncertowała w moim mieście. Długo pozostawałam pod wrażeniem tego koncertu. Artystka zaśpiewała wszystkie swoje największe przeboje, a publiczność szalała. Pisałam wtedy, że wprawdzie nie wypada kobiecie wytykać wieku, ale jak na swoje lata (66) to jeden wielki wulkan energii. Szanowałam artystkę również za to, że nie poddaje się panującej pośród gwiazd i celebrytów modzie na botoksy oraz ingerencje skalpela chirurgii plastycznej celem odjęcia sobie lat. Być może jestem w błędzie i jakaś tam ingerencja miała miejsce, jednak nie była nachalna i rażąca. Na tej podstawie wysnułam wniosek, że M. Rodowicz nie przejmuje się aż tak bardzo swoim wiekiem, że należy do niewielkiego grona artystów, którzy starzeją się z klasą. A jednak się myliłam…


Na okładce styczniowego numeru „Sukcesu” zobaczyłam piękną, szczupłą, długonogą, młodą kobietę, którą okazała się być Rodowicz właśnie. Nie jest to zdjęcie z czasów młodości, bo przyznać trzeba szczerze, że piosenkarka nigdy nie wyglądała rewelacyjnie. Tyle, że nigdy mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że potrafi śpiewać. A że potrafi - świadczy fakt, że swoimi utworami bawi już kolejne pokolenie słuchaczy. Przyglądałam się temu zdjęciu i własnym oczom nie wierzyłam, tym bardziej, że kilka miesięcy temu widziałam artystkę „na żywo.” Nie da się ukryć, że zdjęcie zostało poddane silnej obróbce komputerowej. Tylko po co? Przecież "jaki koń" tfu, jaka Rodowicz jest, każdy widzi…

 

Fotka z netu

 

 

Fotka własna

 




komentarze (518) | dodaj komentarz

Najpiękniejsze święta

poniedziałek, 26 grudnia 2011 18:25

 

Kończą się pomału Święta Bożego Narodzenia 2011 roku… Już teraz wiem, że te Święta będę wspominać z łezką wzruszenia w oku i wielkim sentymentem:) Działo się, oj działo… ale po kolei:)


Tydzień przed świętami zadzwonił dziennikarz Gazety Lubuskiej z pytaniem czy zgodziłabym się opowiedzieć o przygotowaniach do Wigilii. Byłam bardzo zaskoczona. Wynajdowałam argumenty na nie, ale dziennikarz miał też swoje argumenty na tak, które na koniec przeważyły. Tym sposobem na dwa dni przed Wigilią w mojej malutkiej kuchni zrobiło się bardzo tłoczno. Rodzinne przygotowania do wieczerzy rejestrowało dwóch dziennikarzy. Jeden pstrykał fotki, a drugi rozmawiał o przygotowywanych potrawach. Fotoreportaż „poszedł” w piątkowej gazecie, na głównej stronie. Nawet nie wyszło tak źle jak to sobie myślałam(o_o)


Dzienn ikarz  z apytał mnie również, czy wierzę w istnienie Mikołaja. Przezornie  odpowiedział am , że wierzę, a nawet bardzo wierzę. Dlaczego „przezornie?” Bałam się, że jak powiem, że mam jakiekolwiek wątpliwości, to po prostu Mikołaj nie przyjdzie.  Zagrałam va bank i opłaciło się. Mikołaj mile połechtany, że nawet w gazetach potwierdzam jego istnienie, postarał się w tym roku wyjątkowo. Między innymi przyniósł mi wymarzony cyfrowy aparat fotograficzny Panasonic model DMC-FZ48 z 24 - krotnym zoomem oraz  możliwością kręcenia filmów w 3D. Ten typ aparatów pojawił się na naszym rynku w połowie bieżącego roku i posiada wiele pozytywnych opinii znawców tematu. Dla mnie to zupełna nowość i pewnie trochę czasu upłynie zanim go „rozpracuję.” A możliwości ma naprawdę wiele…


Kiedy j u ż  opadły wszystkie emocje związane z prezentami i wydawało się, że to koniec niespodzianek, mój synalek zaskoczył prezentem, którego żaden Mikołaj nie przebije. Wyciągnął pierścionek i zapytał swoją dziewczynę – czy wyjdzie za niego za mą ż. Totalne zaskoczenie, radość i łzy szczęścia… było cudnie. Pierścionek został przyjęty! Jestem naprawdę szczęśliwa, że wybrał na oświadczyny tak szczególny moment i że zrobił to w rodzinnym gronie. Cały ten Wigilijny wieczór syn podsumował jednym zdaniem, które chyba najtrafniej oddaje atmosferę tamtych chwil.   Powiedział, że była to Wigilia spełnionych marzeń…


Magia tej wyjątkowej Wigilii przełożyła się na kolejne dwa dni świąt. Było pięknie… śmiało mogę napisać, że były to pierwsze tak piękne święta jakie dane mi było w swoim życiu przeżyć i oby nie ostatnie…




komentarze (22) | dodaj komentarz

Witam świątecznie:)

niedziela, 25 grudnia 2011 10:29

 

Przede wszystkim dziękuję za życzenia, które są dowodem na to, że magia słów istnieje i dobrze się miewa:) Święta rozpoczęły się pięknie... Na koniec wieczerzy Wigilijnej mój synalek poprosił o rękę swoją dziewczynę. No… po prostu zaręczyny się odbyły! Jak przystało na prawdziwego faceta, do ostatniej chwili nie zdradził swoich zamiarów, pełne zaskoczenie i… łzy szczęścia(*-*)0:-)


Wzruszony, a może wystraszony moim listem Mikołaj zrehabilitował się za wszystkie czasy. Podejrzewam nawet, że pomylił domostwa;-) oczywiście na moją korzyść. I niech ktoś mi powie, że nie ma Mikołaja… Zapewniam, że jest, tylko trzeba mocno wierzyć w jego istnienie. Mój dowód na istnienie Mikołaja leży sobie na stole i „uśmiecha” się do mnie nowiutkim obiektywem. Tak, tak… o aparacik się rozchodzi:-D


Resztę napiszę po świętach, bo zaraz przyjdą goście, więc szoruję do kuchni dokończyć przygotowania. Jest pięknie i nieważne, że właśnie zaczął padać deszcz…




komentarze (17) | dodaj komentarz

Życzenia:)

środa, 21 grudnia 2011 0:00

 

Niedawno pis ałam o magii Świąt Bożego Narodzenia, oraz o wróżbach i przesądach Wigilijnych. Jednak nie wspomniałam o jednaj z najważniejszych magii – magii dobrych słów. Na nic wszelkie wróżby i przesądy jeśli nie ma w nas magii dobrych słów. Zapewniam, że ona naprawdę działa cuda. Dobre słowo może sprawić, że świat staje się piękniejszy, a my nabieramy przeświadczenia o własnej wyjątkowości. Dlatego też wraz z życzeniami Świąt pełnych ciepła i uśmiechu, życzę by każdy z nas doznawał w nadchodzącym roku wiele życzliwości, zrozumienia oraz serdeczności. Niech magia dobrych słów trwa…


Zdrowych, pogodnych Świąt Moi Drodzy…:)

 




komentarze (50) | dodaj komentarz

Dlaczego tak rozpaczają?

poniedziałek, 19 grudnia 2011 23:56

 

Myślałam, że niewiele rzeczy może mnie już zadziwić, ale po obejrzeniu filmiku ukazującego reakcję mieszkańców Korei Północnej  na śmierć swojego przywódcy nie mogę wyjść z zadziwienia. Pierwszy materiał filmowy obejrzałam do południa w TV. Jeśli idzie o urodę azjatycką jestem zupełną ignorantką, bo w pierwszej chwili pomyślałam, że pokazują wciąż tych samych rozpaczających ludzi, tylko za każdym razem w innym odzieniu, ot taka manipulacja. Ale po obejrzeniu innych materiałów z tej zbiorowej  rozpaczy i przyjrzeniu się dokładnie osobnikom rozpaczającym, musze stwierdzić, że moje podejrzenia okazały się niesłuszne. Trzeba powiedzieć sobie jasno i wyraźnie – tak zwani zwykli obywatele Korei Północnej rozpaczają po swoim przywódcy Kim Dzong Il (nie wiem jak to nazwisko się odmienia). I żeby był to jeszcze ktoś na miarę prawdziwego męża stanu, ale przecież cały świat wie, że to tyran i rozbójnik był.

 

Czytam, że od przejęcia władzy w 1994 roku udoskonalił funkcjonowanie jednego z najbardziej opresyjnych reżimów na świecie. Państwowa propaganda utrzymywała obywateli w poczuciu permanentnego zagrożenia ze strony USA  i ich sojuszników. Jedna piąta  23-milionowego społeczeństwa pracuje dla armii. 200 tysięcy wrogów reżimu przebywa w więzieniach i obozach koncentracyjnych. Głód, zwłaszcza na wsi, jest północnokoreańską codziennością.


Skąd więc ta zbiorowa histeria? Płaczą, bo boją się, że może być jeszcze gorzej? Wiem, wiem, zadaję naiwne pytania, ale nie jestem politologiem i nie znam się na wielkiej polityce. Po prostu nie mogą mi wyjść z głowy te zbiorowe sceny rozpaczy. Chyba, że ktoś im kazał to robić, żeby cały świat zobaczył jakim dobrym przywódcą był ten cały Kim Dzong II. Ta wersja wydaje mi się bardziej prawdopodobna. Dzisiaj dzwoniła moja mama, mówiłam jej o tym swoim zadziwieniu z powodu rozpaczy po tyranie. Mama przypomniała mi, że po Stalinie też niektórzy płakali z czystego przekonania, że zmarł wielki ojciec narodu. No i tym zabiła mi przysłowiowego ćwieka… To co wydało mi się niezrozumiałe nadal takim pozostaje, ale trudno zrozumieć coś gdzieś… jeśli się żyje w innej rzeczywistości, nie zna się realiów takiego życia jakie wiodą ludzie poddawani na co dzień tak tragicznym doświadczeniom jak głód, eksperymenty i uciemiężenie…


Filmik ze scenami rozpaczy:

http://w170.wrzuta.pl/film/1xcGsCB8GgG/



komentarze (42) | dodaj komentarz

Wigilijne przesądy, wróżby, rytuały...

poniedziałek, 19 grudnia 2011 17:07

 

Wigilia  Bożego Narodzenia to dzień wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, to dzień pełen magii... Pomijając ogólnie pojętą magię Świąt, to właśnie z Wigilią wiąże się najwięcej przesądów, wróżb oraz rytuałów. Choćby fakt, że tej nocy zwierzęta ludzkim głosem wypominają wszelkie niedoskonałości ludzkie, albo dziękują za codzienną michę jedzenia. Czyż to nie magia? Magia w najczystszej postaci.


A ta cała symbolika związana z choinką? Przecież choinka to jeden wielki symbol, bo wszystko co na niej wieszamy ma wymiar symboliczny. Lamki, które rozpraszają ciemności i wskazują drogę ku lepszemu życiu. Bombki symbol dostatku i bogactwa. Czerwone ozdoby w kształcie serca, które to mają przyciągać płomienną miłość. Cukierki, pierniczki i czekoladowe figurki, które mają zagwarantować szczęście dla naszych domów. Łańcuchy, które zacieśniają rodzinne więzi. A potem jabłka – symbol płodności, anioły, które symbolizują opiekę nad domem i jego mieszkańcami, orzechy które są symbolem pieniędzy, czy gwiazda betlejemska, która pomaga w powrocie do domu członkom rodziny, którzy mieszkają w dalekich stronach. Oczywiście pod warunkiem, że nie ma śnieżycy i żaden lot nie jest odwołany.


Zostawmy już drzewko w „magicznym” spokoju i zajmijmy się magią caluśkiego dnia, który znajduje się pod datą 24 grudnia. A trzeba przyznać, że jest tej magii od groma i ciut ciut. I dobrze radzę wszystko dokładnie zapamiętać, w innym przypadku przez cały rok nie pozbędziemy się zła, które tylko czeka na nasze potknięcie w dniu Wigilii. Najważniejsze to nie kłócić się tego dnia i pod żadnym pozorem nie dać się wyprowadzić z równowagi. Choćby sąsiedzi zalali nam świeżo odmalowany sufit, a kupione mrożone filety z karpia po odmrożeniu okazały się filetami ze śledzia. Spokój i jeszcze raz spokój! Pamiętajmy, kłótnia sprawi, że złe emocje wnikną w ozdoby i zniszczą dobrą energię magicznego drzewka!

 

Trzeba pamiętać, że Wigilijna magia rozpoczyna się wraz z porannym przebudzeniem. Ja każdego roku przez chwilę zastanawiałam się, która to jest noga prawa, żeby nie daj Boże lewa pierwsza nie powędrowała na podłogę. Potem chwytam portfel i biegnę w te pędy do łazienki, by umyć twarz zimną wodą. Z portfela wyciągam drobniaki i kładę je na umywalce. Magia mówi, żeby włożyć też kilka do wanny, a ponieważ wanny nie mam, wkładam je też do kabiny prysznicowej. Ta cała celebracja ma mi zapewnić dostatek i bogactwo w nadchodzącym roku. Być może robię coś nie tak, a może o tą wannę się rozchodzi, bo akurat ta wróżba uparła się, żeby się nie spełnić…


Każdego roku mam też w tym dniu osobisty problem. Nie wiem czy okna się otwiera, czy zamyka. Jedna magia mówi, że należy otworzyć, żeby dobre duchy nawiedziły mój dom, inna natomiast stanowczo zabrania otwierać uzasadniając, że dobre duchy wylecą przez okno i zamieszkają na przykład u sąsiadów. A że tego bym nie zdzierżyła, uchylam je na tyle, by dobre duchy nie uciekły, a inne (też dobre) mogły się przecisnąć i zamieszkać u mnie przez cały rok.


Ze spożywaniem Wigilijnej kolacji również wiąże się wiele przesądów i wróżb. A to żeby nie wstawać podczas spożywania od stołu, a to żeby mieć jakiś pieniążek w kieszeni, no i koniecznie należy skosztować choć po trochu każdej potrawy, żeby w przyszłym roku nie zaznać głodu. Z tym akurat nie mam nigdy żadnego problemu, bo tych raptem kilka potraw jestem w stanie skosztować nie narażając się na niestrawność świąteczną.


A po kolacji prędki rachunek sumienia co do swojej grzeczności i niecierpliwe oczekiwanie na Mikołaja. Przyznajcie, że Mikołaj to również wielka magia. Bo kto to widział, żeby facet słusznego wzrostu przecisnął się przez komin, albo fruwał sobie w saniach pod chmurami wbrew prawu ciążenia. Magia jak nic!


Prezenty rozpakowane, stół uprzątnięty, naczynia pozmywane, świeczki pogaszone… Kończy się pomału ten jedyny w roku, magiczny dzień. Ile z tych wróżb i  przesądów spełni się w nadchodzącym roku? Dowiem się o tym za rok. Ale  ja już dziś życzę wszystkim czytelnikom, by magia, która nas dotyka w dniu Wigilii, zaprzyjaźniła się z nami i trwała przez cały nadchodzący rok. Co ja piszę, jaki rok? Niech trwa całe życie…




komentarze (24) | dodaj komentarz

Różnica wieku

piątek, 16 grudnia 2011 21:40

 

Na jednym z tabloidów znalazłam newsa, że  76-letnia Brytyjka, Edna Martin i jej młodszy o 38 lat mąż, Simon Martin odnowili właśnie przyrzeczenie małżeńskie. Para, pomimo braku akceptacji rodziny i przyjaciół,  tworzy udany związek małżeński od 2005 roku.


Patrząc na zdjęcie tej pary, w pierwszej chwili pomyślałam sobie – przecież to nienormalne, żeby mogli stworzyć udany związek. Za duża różnica wieku i w ogóle… Jednak po chwili zadałam sobie pytanie – a co właściwie jest normalne? Jeśli młoda kobieta wiąże się z dużo starszym mężczyzną, przyjmujemy to jako normę. No, może czasami pomyślimy sobie, że ona robi to dla kasy, kariery, albo z jakiegoś innego wyrachowania. Niemniej nie jesteśmy tym tak zbulwersowani, jak w przypadku kiedy dzieje się odwrotnie i to kobieta jest dużo starsza od partnera.


Decydując się na związek z dużo młodszym partnerem kobieta podejmuje duże ryzyko. Ja nigdy bym na to nie poszła. Bałabym się, że za chwilę zostawi mnie dla młodszej. Bałabym się odrzucenia oraz wszystkich innych konsekwencji jakie niesie taki związek. A jednak czasami kobiety decydują się na taki krok… Dlaczego?


O ile o ślubie Alby, księżnej hiszpańskiej mówiło się, że świeżo poślubiony małżonek zapałał miłością do …jej pieniędzy, o tyle w przypadku tych dwojga chyba jednak wchodzi w grę uczucie. Może nawet miłość… W każdym razie zakładam, że nie jest to niemożliwe:)

Fotka z netu

 




komentarze (193) | dodaj komentarz

Meksykańskie chili po naszemu:)

czwartek, 15 grudnia 2011 17:42

 

W okresie przedświątecznym jesteśmy okropnie zabiegane. Tysiące spraw na głowie, a do tego trzeba jeszcze ugotować jakiś obiad. Przecież nie zostawimy rodzinki o suchym pysku:8 Tyle, że na pichcenie obiadów teraz jakby mniej czasu… Proponuję wobec tego wypróbowaną przez lata potrawę, która świetnie nadaje się na obiad, a poza tym posiada niezbędne zalety: szybko, pożywnie, nie drogo i smacznie. Dawno temu znalazłam ten przepis w jakiejś gazetce, ale zmodyfikowałam go na własne potrzeby. Czego będziemy potrzebować?


½ kg mięsa mielonego, 1 średnia papryka, 1 duża cebula, 2 ząbki czosnku, puszka pomidorów obranych ze skórki i pokrojonych, puszka czerwonej fasolki, jeśli ktoś lubi może również dodać  małą puszkę kukurydzy. Przyprawy – sól, pieprz, papryka, łyżeczka sproszkowanego chili i 1 kostka rosołowa.


Przygotowanie:

W dużym rondlu rozgrzać troszkę oleju i wrzucić pokrojoną paprykę, cebulę oraz czosnek. Następnie dodać mięso mielone. Jeśli zbije się w zbyt duże grudy, rozdrobnić za pomocą drewnianej łyżki. Dodać przyprawy i wszystko razem dusić około 5 minut. Potem zalać kostką rosołową rozpuszczoną w ½ litra gorącej wody. Doprowadzić do wrzenia i gotować 20 minut. Następnie dodać odsączoną fasolkę, kukurydzę i pomidory. Jeszcze chwilkę podgotować, Można podawać z ryżem na sypko, ziemniakami, albo pieczywem.


Podaną w przepisie porcją najedzą się 4 osoby. Czas przygotowania – (tylko) 10 minut!, Gotowanie około 30 minut., ale przecież gotuje się samo, nie trzeba stać nad garem. W tym czasie możemy zrobić coś innego. Na przykład trzasnąć sobie jakąś maseczkę, położyć się i wypoczywać przy dźwiękach muzyki relaksacyjnej. A te tysiące spraw na głowie zawsze jeszcze zdążymy zrobić. Święta dopiero za 9 dni… ło matulu, już za 9 dni???


Ja najczęściej podaję chili z ryżem:)

 

 



komentarze (28) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017