Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058131
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Sławni i zabawni:)

sobota, 31 marca 2012 13:47

Goeth e powiedział kiedyś: „Dla człowieka światowego zbiór anegdot, to największy skarb, jeśli potrafi je wtrącić w odpowiednim momencie rozmowy."


Trudno jednoznacznie określić, kiedy się zrodziła, bowiem już od zarania dziejów opowiadano sobie historyjki dowcipne, zaczerpnięte z życia, których bohaterami byli ludzie znani i lubiani. Anegdoty najczęściej rozpoczynają swój żywot w przekładzie ustnym, nic więc dziwnego, że ulegały one modyfikacjom i przekształceniom. To by również tłumaczyło fakt, że to samo zabawne wydarzenie przypisywano wielu różnym osobom, nieraz z bardzo odległych epok. Autentyczność niektórych anegdot może więc budzić pewne wątpliwości, ale na to już nie ma rady, gdyż na ogół nie ma możliwości ich zweryfikowania.


Może jestem staroświecka, ale mam sentyment do anegdot. A szczególnie do tych, które zawierają informacje o życiu znanych ludzi, ich postawie, czy też epoce w której żyli. Niektóre skłaniają do refleksji, zadumy, inne zaś bawią i pewnym stopniu uczą. Żeby nie być gołosłowną wybrałam kilka moich ulubionych. Mam nadzieję, że przynajmniej niektóre wywołają odrobinę uśmiechu, czego serdecznie życzę:-]

 

Pewnego razu nocą do mieszkania Balzaka wkradł się złodziej. Pisarz obudził się, usiadł na łóżku i zaczął się śmiać.

- Co pan widzi w tym śmiesznego - zapytał złodziej.

- Panie, w nocy, bez światła, szuka pan pieniędzy, których ja nie mogę znaleźć nawet w dzień - odpowiedział Balzak.

 

***

 

Pewna wdowa zwierzyła się Balzakowi, że po raz trzeci wychodzi za mąż.

- Któż jest tym szczęśliwcem - zapytał pisarz.

- Fabrykant win.

- No tak - przytaknął pisarz - ci to najlepiej znają się na starych rocznikach.

 

***

 

Młody autor czytał kiedyś Tristanowi Bernardowi swoją sztukę. Pisarz po przeczytaniu zapytał gościa.

- Więc jak to było przy końcu? Co się stało z bohaterką?

- Otruła się...

- Radzę żeby się zastrzeliła. Huk - rozumie pan? Huk! Trzeba przecież obudzić publiczność przed zakończeniem spektaklu.

 

***

 

Leon Bloy (francuski pisarz katolicki) często zwracał się do swojego wydawcy z prośbą o zaliczkę. Pewnego dnia wydawca powiedział żartobliwie:

- Dobrze, otrzyma pan zaliczkę, ale pod jednym warunkiem: proszę zgadnąć, które oko mam sztuczne?

- Lewe! - odpowiedział bez chwili namysłu Bloy

- Doskonale! Ale jak pan odgadł?

- Zauważyłem w nim błysk litości...

 

***

 

Robert Burns (wybitny poeta szkocki) był świadkiem jak marynarz uratował bogatego kupca, który wpadł do morza. Wyratowany wynagrodził marynarza jednym szylingiem, co wzburzyło przygodnych świadków wypadku.

- Dlaczego się tak oburzacie? - zapytał poeta. - Każdy przecież sam wie najlepiej, ile jest wart!

 

***

 

Pewna bogata, lecz niezbyt urodziwa dama, zamówiła sobie portret u Jacka Malczewskiego. Obejrzawszy skończony już obraz, skrzywiła się niezadowolona:

- Prawdę mówiąc, niezbyt się pan wysilił…

- Prawdę mówiąc – replikował Malczewski w podobnym tonie – to i natura też niezbyt się wysiliła…

 

***

 

Henryk IV pasował kiedyś na rycerza człowieka, który cieszył się złą sławą. Gdy pasowany przy ceremonii wymawiał zwykłą formułkę „Panie, nie jestem godzien tego zaszczytu", król odparł:

- Wiem żeś niegodzien, ale twoi przyjaciele i rodzina nie dawali mi spokoju...

 

***

 

Pewien złośliwy krytyk zwrócił się do Józefa Ignacego Kraszewskiego z zapytaniem:

- Dlaczego pan tak dużo pisze? Przy tak olbrzymiej płodności tworzy pan wiele nieudanych dzieł, które tylko szkodzą pańskiemu imieniu.

Pisarz ze spokojem odrzekł:

- Pan Bóg stworzył bardzo wielu nieudanych ludzi… a jednak nie zaszkodziło to Jego imieniu.

 

***

 

Pewnego razu Paderewski koncertował w Londynie. Na sali było duszno i dwie panie zażądały, by okna zostały otwarte. Powstał silny przeciąg a wówczas Paderewski zwrócił się do dam:

- Muszę poprosić o zamknięcie okien. Nie mogą panie mieć naraz aż dwóch przyjemności: słuchać dobrej muzyki i zabijać pianistę!

 

***

 

Na pogrzebie Lucyny Messal, divy sprzed obu wojen, zwanej przez publiczność czule Messalką, tłumy były nieprzebrane. Obserwując to morze głów, Olsza z dobrze zagraną zawiścią zawodową westchnął:

- Ech, ta zawsze miała komplet!...

 

Żródło: "Wielcy ludzie w anegdocie" A.R. Pettyn



komentarze (25) | dodaj komentarz

Ucho van Gogha

czwartek, 29 marca 2012 21:01

 

Każdy z nas ma jakieś zainteresowania, pasje, coś co pozwala na chwilę oderwać się od często trudnej rzeczywistości i na moment przenieś c się gdzieś tam… hen daleko, do własnego, niedostępnego innym świata.


Nie odbiegam od ogółu, bo i u mnie kilka takich pasji by się znalazło. Jak to się dzieje, że zaczynamy czymś się pasjonować? Nie wiem… czasami coś, albo ktoś sprzyja nam w odkrywaniu naszych pasji, czy talentów:) Dajmy na to malarstwo. Nigdy nie byłam jakoś szczególnie uzdolniona plastycznie, i pewnie dlatego w ogóle nie interesowałam się malarstwem. Do czasu kiedy wygrałam w pewnym konkursie album, który zawierał reprodukcje impresjonistów. Najbardziej zafascynowały mnie słynne słoneczniki van Gogha, a potem inne obrazy artysty. Chciałam o nim wiedzieć jak najwięcej, więc siłą rzeczy szukałam w bibliotekach publikacji o van Goghu.


Kiedyś było tego niewiele. Pierwszą książką jaką przeczytałam o malarzu była Pasja życia. Jezuniu… jak ja przeżywałam tę historię z uchem van Gogha, ryczałam jak bóbr:D Nie mogłam sobie wyobrazić, że można sobie ot tak, odciąć ucho! Potem fascynacja Van Goghiem ewoluowała w stronę fascynacji malarstwem i sztuką w szerokim tego słowa znaczeniu, niemniej zawsze pamiętam, że van Gogh był pierwszy:)


Po latach okazało się, że sprawa ucha artysty nie jest  tak do końca jasna. W 2009 roku ukazało się wiele publikacji mówiących o tym, że artysta sam sobie tego ucha nie odciął. Niemieccy historycy Hans Kaufmann i Rita Hildegard w książce „Ucho van Gogha. Paul Gauguin i zmowa milczenia” twierdzą, że ucho obciął van Goghowi przyjaciel, też malarz – Paul Gauguin. Po przeczytaniu książki, trudno im zarzucić brak logiki, mówiąc kolokwialnie, wszystko trzyma się kupy. Przede wszystkim dlatego, że w poszukiwaniu prawdy korzystali z policyjnych archiwów i zachowanej korespondencji. Według ich teorii sprawa odciętego ucha wyglądała tak:

Do starcia pomiędzy Vincentem, a Paulem Gauguinem doszło z początkiem zimy 1888r. kiedy to Gauguin  z powodu nasilających się konfliktów miedzy nimi postanowił wyjechać z Arles. Van Gogh chciał go zatrzymać. Gauguin, wyśmienity szermierz, wśród bagaży, które zabrał z domu van Gogha, miał także szpadę. Kiedy Vincent próbował go zatrzymać siłą, Gauguin broniąc się, odciął mu ucho.


Jak ja nie lubię kiedy upadają kolejne mity i legendy. Wiem, że nam wszystkim należy się historyczna prawda i fajnie, że znaleźli się pasjonaci gotowi dla nas ją odkryć. Jednak jeśli idzie o mnie, to bardziej podobała mi się wersja, że w wyniku szaleństwa spowodowanego upalnym niebem Prowansji  i tak dalej…(czujecie ten romantyzm?)

I tej wersji będę się trzymać. Bo jak inaczej wytłumaczyć niesamowite barwy, oraz wyjątkowy sposób kładzenia farby na płótnach, jak nie szaleństwem właśnie:-)




komentarze (52) | dodaj komentarz

Mądrość sprzedawcy...balonów

środa, 28 marca 2012 20:00

   

Z pracy wracałam spacerkiem. Kilka kroków przede mną matka prowadziła za rękę dziewczynkę, Oceniając po wyglądzie dziewczynka mogła mieć 5 – 6 lat, choć mogę się mylić bo dziecko miało znaczną nadwagę. Jej mama zresztą też. Dziecko podekscytowanym głosem dzieliło się wrażeniami z przedszkola (albo zerówki). Nie podsłuchiwałam, ale trudno było nie słyszeć… Z tego co zrozumiałam w tym przedszkolu dzieci miały zajęcia z rytmiki połączone z tańcem i dziecku bardzo się to podobało. Dziewczynka mówiła, że nawet pani ją pochwaliła, że tańczy najlepiej z całej grupy. Matka nic nie mówiła, nie dopytywała, ani nie chwaliła córki za sukcesy, dopóki mała nie powiedziała:

- Wiesz mamo, ja chcę być tancerką!

Wtedy dopiero usłyszałam głos matki:

- Jesteś niemądra, ktoś tak gruby nie może zostać tancerką.


Zapadła cisza. Dziewczynka już nic nie mówiła, matka też. A we mnie się zagotowało… Nie to żebym coś powiedziała, choć miałam na to szczerą ochotę, ale byłam rozczarowana zachowaniem matki. Jak rodzic może powiedzieć dziecku, że jest grube, brzydkie, albo głupie! Takie słowa powtarzane przez najbliższych powodują wpędzanie dziecka w kompleksy, podcinanie skrzydeł i zasiewanie niewiary we własne siły i możliwości. To nam dorosłym trudno pogodzić się ze słowami krytyki, a co dopiero dzieciom, które nie mają jeszcze wyrobionego poczucia własnej wartości…


Przykro mi się zrobiło, a potem przypomniałam sobie o sprzedawcy… balonów.

Wiele lat temu na ulicy dużego miasta pojawił się pewien sprzedawca balonów. Do przenośnego stolika miał przyczepione balony w różnych kolorach i różnej wielkości. Pośród nich jeden był naprawdę wielgaśny. Gdy baloniki „nie szły” jak należy sprzedawca wypuszczał jeden z nich w powietrze. Unoszący się balon zwracał uwagę przechodniów i wokół sprzedawcy przez następne kilka minut panował ruch. Nagle jakiś bardzo otyły chłopczyk pociągnął sprzedawcę za rękaw, pokazał palcem ten największy balon i zapytał:

- Proszę Pana, a jakby Pan wypuścił ten właśnie balon, czy on też by się uniósł?

Sprzedawca spojrzała na chłopca z mądrością i zrozumieniem i odpowiedział:

- Synku, o tym czy balonik się unosi, decyduje to, co jest w nim w środku, a nie jego wielkość…




komentarze (78) | dodaj komentarz

Odbicia:)

wtorek, 27 marca 2012 20:15

Fotografowanie lustrzanych odbić na powierzchniach rzek, jezior i stawów są jednym z ulubionych fotograficznie motywów. Moim również. Fotografując cokolwiek, rozglądam się za tym drugim, bliźniaczym światem. Nie szukam go jedynie w odbiciach na wodzie, ale również w szybach, lustrach, na budynkach, jednym słowem tam, gdzie zastane warunki sprzyjają powtórzeniom. A możliwości jest naprawdę wiele, wystarczy się tylko rozejrzeć. Fotografie z odbiciami mają w sobie jakąś magię, patrząc na nie można wierzyć, że istnieją dwa równoległe światy - jeden ten realny, a drugi o innej, niematerialnej naturze.

Kilka próbek zdjęć z odbiciami:)

 

 

 

 

 

 

 


 

*Zaglądający na mój blog fotograficzny część zdjęć już znają



komentarze (32) | dodaj komentarz

Miarka się przebrała

poniedziałek, 26 marca 2012 20:13

Nie lubię  zaglądać komuś do kieszeni i liczyć ile ma kasy, albo ile wydaje, ale jeśli ta kasa pochodzi również z mojej kieszeni, a dokładnie z moich podatków uważam, że zaglądać można, a nawet trzeba.


Jeden z tabloidów „zastrzelił” mnie ostatnio newsem na temat rozstrzygniętego przetargu na świadczenie cyklicznych usług restauracyjnych na rzecz Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Do firmy która wygrała przetarg należy obsługa spotkań i konferencji organizowanych przez MSW. Według owego tabloidu wyżywienie jednej osoby ma kosztować 450 złotych. W czasie spotkań i konferencji pracownicy oraz goście ministerstwa oprócz standardowego obiadu czy przerwy kawowej będą mieli zapewnione koktajle, szwedzki stół, kanapki, grilla oraz kolację. Dodatkowo uczestnicy grilla czy kolacji będą mogli raczyć się winem do woli.

Dalej tabloid pisze, że wyżywienie jednego pracownika MSW jest niemal trzy razy droższe niż gościa weselnego. Nawet w Warszawie koszt wesela wraz z wynajęciem sali wynosi 150-200 złotych od osoby.


Jak można było przewidzieć, tego rodzaju news to płachta na byka, a raczej na internautów, którym można wiele zarzucić, ale na pewno nie brak umiejętności kalkulowania. Zresztą ja również uważam, że 450 zł za wyżywienie jednej osoby uczestniczącej w spotkaniu, czy konferencji to horrendalna kwota. Tyle, że jakoś tak do końca nie zaufałam tej informacji podanej przez gazetę. Poza tym podana kwota dotyczy tylko wyżywienia, a co z innymi kosztami związanymi z obsługą.? Weszłam na oficjalną stronę MSW  (bip) żeby przyjrzeć się dokładnie specyfikacji zamówienia oraz ogłoszeniu o rozstrzygnięciu tego przetargu. Znalazłam i przeanalizowałam…

Przedmiotem zamówienia było cykliczne świadczenie usług restauracyjnych na rzecz MSW, a więc przygotowanie, dostarczenie i podawanie posiłków z wykorzystaniem własnych (wykonawcy) urządzeń, sprzętu, naczyń, produktów. Świadczenie usług restauracyjnych obejmować będzie zapewnienie: Przerwy kawowej, kanapek, koktajli, szwedzkiego stołu, grilli, obiadu, oraz kolacji.


Głównym kryterium branym pod uwagę przy rozstrzygnięciu przetargu, była najniższa, zaproponowana cena usługi. Komisja wybrała ofertę z najniższą ceną, czyli z … 822 złotych brutto za jedną osobę na spotkaniu?!


Gazeta, która podała kwotę 450 złotych, skupiła się tylko na wyżywieniu, podczas gdy koszty obsługi jednego uczestnika na spotkaniach organizowanych przez MSW w rzeczywistości są o wiele wyższe i wynoszą prawie jeszcze raz tyle!

 

Tyle mojego co sobie napiszę… ale mam serdecznie dość rozrzutności  naszej władzy i życia ponad stan. Dopiero co Kancelaria Sejmu wydała 1,5 mln złotych na zakup 500 tabletów dla naszych posłów. Czytam też, że prawie 8 milionów złotych kosztowały w ubiegłym roku bezpłatne (czytaj – za moje i Twoje pieniądze) przeloty i przejazdy posłów, a kierownik Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych wydał  aż 181 tys. złotych na służbowe podróże zagraniczne… To są tylko newsy, do których dotarły media, a ile takich faktów nigdy nie ujrzy światła dziennego?


Taka jest rzeczywistość. A ja mogę co najwyżej powtórzyć za filmowym Pawlakiem: „Z takiego państwa, to ja się wypisuję.”



komentarze (25) | dodaj komentarz

Trudny powrót

niedziela, 25 marca 2012 9:16

Powroty do pracy po długiej przerwie wcale nie są łatwe…

Tak, tak, pora wracać do pracy. Skończyłam rehabilitację kręgosłupa i jak powiedziała lekarka, która sporządzała końcowy bilans leczenia – nowego kręgosłupa pani nie damy, lepiej nie będzie i dopóki można go rehabilitować, trzeba nauczyć się z tym żyć. Na moje pytanie, czy to pęknięcie kiedyś się zrośnie, odpowiedziała, że kiedyś pewnie tak, tylko trzeba się liczyć z tym, że zrośnie się z deformacjami.


No cóż, niech i tak będzie… Strasznie się stresuję tym powrotem po 9 miesiącach do pracy, ale z tego co sobie przypominam, każdy powrót do pracy po dłuższej nieobecności powodował jakiś wewnętrzny niepokój, stres i nieprzespane noce. Myśl o pracy najpierw nie pozwalała mi zasnąć, a potem budziłam się co chwilkę ze strachem, że zaspałam. Na koniec zadzwonił budzik, a ja wstawałam z poczuciem nieprzespanej nocy. Nie tylko z poczuciem zresztą, bo z wyglądem też…pirat I zamiast wracać do swoich obowiązków z tryskającą energią, za każdym razem pojawia się jakaś bliżej nieokreślona niechęć. Poza tym w ten pierwszy dzień, praca w ogóle mi nie idzie. Jestem spięta i nie mogę skoncentrować się na swoich obowiązkach… Z czasem to mija i mam nadzieję, że tym razem również minie prędko, choć może tak łatwo nie być. Po pierwsze nastąpiła zmiana czasu, a ja i tak zawsze miałam problemy z porannym wstawaniem. Należę do gatunku sów co to mogą do późna w nocy siedzieć, a dopiero nad ranem zasypiają snem sprawiedliwego. Po drugie i trzecie zmienią mi się trochę godziny pracy i zakres obowiązków… co wcale nie ułatwia powrotu. Ech… allle sobie pomarudziłam…


Jeśli idzie o zdjęcie, które wczoraj zrobiłam nie będę marudzić. Chyba wyszło całkiem nieźle, prawda?

Krokus z bonusem:)

 


 

Pewnie trochę potrwa zanim ponownie się zorganizuję, mogą więc wystąpić krótkie przerwy w blogowaniu i odwiedzaniu Waszych blogów:-%



komentarze (42) | dodaj komentarz

Przygotowania czas zacząć:)

piątek, 23 marca 2012 14:11

 


Zapowiadają się w tym roku kosztowne święta. Ekonomiści wyliczyli, ze wydamy o 10 do 15 proc. więcej niż przed rokiem. Drożeje mąka, cukier, szynka, mleko, no i najważniejsze chyba na wielkanocnym stole – jajka. To, że zapłacimy więcej za święta nie zmienia faktu, że i tak - bogaciej, czy też skromniej - trzeba będzie je przygotować.  Poza tym, to już nie te czasy kiedy świąteczne stoły uginały się pod ciężarem półmisków z kiełbachami, szynkami i kopami jaj. Dzisiaj szykujemy potrawy różniące się od tych podawanych codziennie, jednak przygotowujemy je w ilościach niezbędnych na dwa świąteczne dni. Przynajmniej ja tak robię…


Wiem, wiem, nadchodzące święta mają przede wszystkim wymiar duchowy, niemniej starannie przygotowane potrawy i odświętnie udekorowane mieszkanie, pięknie podkreślają wyjątkowość Świąt Wielkanocnych.


A ponieważ do świąt pozostało raptem 2 tygodnie z hakiem  pora pomału zacząć przygotowania. Wrzucam kilka fotek z ubiegłorocznych Kaziuków w Ochli, może kogoś zainspirują i wykorzysta jakiś pomysł do wykonania trochę innych pisanek, albo stroiku świątecznego:-]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




komentarze (31) | dodaj komentarz

Trudno odróżnić kogoś w potrzebie od naciągacza

czwartek, 22 marca 2012 14:38

Dzisiaj wcześnie rano miałam do załatwienia kilka spraw. W centrum miasta kupowałam w kiosku bilety. Tuż za kioskiem stała kobieta. W otwartej dłoni trzymała jakieś drobniaki i powiedziała, że brakuje jej złotówki, by kupić pół bochenka chleba. Spojrzałam na panią, wyglądała… hmm powiedzmy, że wyglądała na mocno „wczorajszą”. Nic nie odpowiedziałam, schowałam portfel do torebki i poszłam dalej. Uszłam kilka kroków, ale to coś, co siedzi chyba w każdym człowieku, a sumienie się nazywa, nie dawało mi spokoju. Może faktycznie nie ma na chleb, a ty oceniasz człowieka po wyglądzie – pomyślałam. Odwróciłam się na pięcie, podeszłam do tej kobiety i powiedziałam żeby przeszła się ze mną kawałeczek. Dosłownie kilka kroków dalej była mała piekarnia, tam chciałam kupić bochenek chleba i dać tej kobiecie.


Ech szkoda słów… Nie ma co przytaczać słów, które usłyszałam. W każdym razie przyspieszyłam kroku, żeby jak najszybciej oddalić się z miejsca, w którym popełniłam „przestępstwo chytrości, braku serca oraz znieczulicy.”


Właściwie nie powinnam się już dziwić takim zachowaniom, a jednak…  

Inna sytuacja.


Jakiś miesiąc temu wchodziłam do Tesco w centrum miasta. Przy wejściu stał mężczyzna w trudnym do określenia wieku. Mógł mieć około 30 lat, ale równie dobrze 50. Do tej trudności z określeniem wieku w niemałym stopniu przyczynił się spożywany alkohol, albo inne wynalazki. Mężczyzna ten prosił każdą wchodzącą osobę o jakiś datek, albo o kupienie dla niego bułki. I tak miałam w planie kupić bułki, kupiłam więc o kilka więcej i zapakowałam do odrębnej jednorazówki. Wychodząc ze sklepu podeszłam i dyskretnie przekazałam pakunek… Zanim odeszłam zdążyłam jeszcze wysłuchać o sobie słów, po których każdy normalny człowiek się zarumieni0:-) Kawałek dalej musiałam chwilkę poczekać na zmianę świateł na przejściu. Odwróciłam się, żeby zobaczyć czy ten mężczyzna nadal tam stoi. Nie stał, siedział na ławce i wiecie co? Dawno nie widziałam, żeby ktoś tak „rzucił” się na jedzenie! Jadł, aż mu się uszy trzęsły, a mnie jakoś tak ścisnęło w dołku…

 

Trudno odróżnić kogoś kto naprawdę potrzebuje na chleb, od tego któremu brakuje kasy do nalewki. Na dworze zrobiło się ciepło i lada dzień wylegną na ulice naszych miast żebrzący o jakiś datek. Staram się ich omijać, bo sama nie mam za wiele, jednak zawsze gdzieś z tyłu głowy kołacze myśl: Może naprawdę potrzebują kilka groszy na jedzenie…?



komentarze (18) | dodaj komentarz

Eliksir zdrowia i urody:)

środa, 21 marca 2012 15:02

Mamy już kalendarzową wiosnę, czyli wiosennie i radośnie powinno nam być. Ale nie jest… Czytam na wielu blogach o złym samopoczuciu, zniechęceniu, ciągłej senności, a nawet o łapaniu przysłowiowego doła. Czas najwyższy by uzupełnić nadwątlone zimą siły witalne:) Najprościej pójść do apteki i kupić jakiś zestaw witamin wzmacniających, jednak najprościej wcale nie znaczy – najlepiej. Przecież możemy przygotować coś na wzmocnienie własnym sumptem.  Właściwie to już ostatni gwizdek na przygotowanie eliksiru zdrowia i urody, czyli soku z brzozy (oskoły).


Zielarze i znachorzy od wieków używali na przednówku soku z brzozy, by wzmocnić osłabiony po zimie organizm. Sok z brzozy to naturalny koncentrat życiowej energii. Oczyszcza krew, poprawia przemianę materii i odporność, doskonale wpływa na cerę, pomaga w chorobach nerek i wątroby.


Jak przygotować samemu taki eliksir? Najlepszą porą na zebranie soku jest koniec marca gdy na brzozach nabrzmieją już pączki, ale jeszcze zanim pojawią się pierwsze listki. Należy poszukać jakieś zdrowe i dorodne drzewo w czystej, nieskażonej okolicy. Następnie malutkim świderkiem wywiercić płytki otwór - najlepiej wiercić tuż pod sękiem lub ułamaną gałęzią wtedy łatwiej będzie zamocować butelkę. W otwór trzeba wetknąć  słomkę do napojów, a drugi koniec wsadzić do butelki, którą zawiesisz na sęku albo przywiązuje do pnia. Wkrótce po patyczku zacznie spływać sok. Z jednego drzewa, nie robiąc mu krzywdy, można spuścić do 5 litrów oskoły i zwykle trwa to jeden dzień. Potem otwór trzeba starannie zatkać patyczkiem posmarowanym maścią ogrodniczą, by „ranka” szybko się zagoiła.


Sok przechowujemy w lodówce. W celach leczniczych należy pić go trzy razy dziennie po pół szklanki przed jedzeniem przez około dwa tygodnie. Kuracja odtruwa organizm, usuwa wszelkie złogi, także kamienie i piasek z nerek. Oczy i cera nabierają blasku, a włosy robią się mocniejsze i błyszczące. Warto jeszcze dodać, że oskoła rozcieńczona przegotowaną wodą to świetny tonik do cery trądzikowej i z przebarwieniami – rozjaśnia piegi i plamy. Na łupież i słabe włosy pomaga oskoła utrwalona alkoholem w proporcji 1:1, którą następnie wcieramy w skórę głowy na pół godziny przed myciem. Ta kuracja sprawi, że włosy staną się lśniące i puszyste.


Oczywiście zawsze można kupić taki sok w aptece. Sprawdziłam – nie jest strasznie drogi, ale warto sobie zadać trochę trudu by zdobyć naturalny, pozbawiony chemii i innych zanieczyszczeń sok z brzozy. Ja już znalazłam fajne miejsce gdzie rośnie kilka dorodnych brzóz i na najbliższy weekend zaplanowałam zbiór soku brzozowego:)


Źródło: własne, oraz kochamwies.pl

 



komentarze (36) | dodaj komentarz

Dawcy organów

wtorek, 20 marca 2012 13:55

Są młodzi, zdrowi i giną na drogach. Mówi się o nich, że to potencjalni dawcy organów… motocykliści.


Raptem od kilku dni mamy piękną słoneczną pogodę, a już śmierć zbiera swoje żniwo na polskich drogach Czytam, że w ostatnich dniach śmierć na drogach poniosło już kilku motocyklistów. Przyczyną wypadków najczęściej jest brawura, brak doświadczenia, alkohol, czy głupota. Choć nie zawsze to motocykliści są winni wypadku. Dosłownie kilka kilometrów od Gorzowa w minioną sobotę zginął 22 - latek. Kierowca samochodu, wymusił pierwszeństwo i młody człowiek nie miał szans, zginął na miejscu.


Za każdym razem kiedy docierają do mnie takie informacje skóra mi cierpnie. Nie mogę się pogodzić z tym, że giną młodzi ludzie. Jeszcze  na dobre nie rozpoczęli swojego życia, a w jednej chwili zostaje ono przerwane. I nie pomoże nawet najlepszy kask, czy odzież ochronna, motocyklista na drodze nie ma żadnych szans. W najlepszym przypadku czeka go długotrwałe leczenie, a w najgorszym bezsensowna śmierć na drodze.


Z roku na rok bilans sezonu motocyklowego wygląda coraz dramatyczniej, a może być jeszcze gorzej. Czytam w Gazecie prawnej, że obecnie w Centralnej Ewidencji Pojazdów zarejestrowanych jest już ponad milion motocykli i kolejny milion skuterów. Zdaniem ekspertów tylko w tym roku park dwukółek powiększy się o kolejne 150 – 200 tys. maszyn. Rosnące zamiłowanie Polaków do jednośladów nie jest jedynie chwilowym trendem, lecz ma uzasadnienie. W dobie bijących co chwilę nowe rekordy cen paliw i coraz dłuższych korków w dużych miastach jazda na dwóch kółkach stała się po prostu bardziej opłacalna.  


Czy wraz z tzw. myśleniem ekonomicznym, włączy się myślenie o zachowaniu bezpieczeństwa podczas jazdy motocyklem, oraz o odpowiedzialności za własne życie i życie innych użytkowników drogi? Wątpię… 

 

… i choć przemysł motocyklowy wciąż wypuszcza na rynek coraz lepsze i nowocześniejsze modele, to póki co w żadnym z nich nie zainstalowano mózgu, który  wyręczyłby motocyklistę w myśleniu.

 




komentarze (193) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017