Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 289 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5217607
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32257
Bloog istnieje od: 2869 dni

Horoskop

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Moje pierwsze, niezdarne jeszcze próby makro:)

środa, 28 kwietnia 2010 16:09

PODZIĘKOWANIE...

wtorek, 27 kwietnia 2010 22:42




...a od czego ma się prawdziwych przyjaciół? Wystarczył wieczorny spacer z gangiem KWA i...laptop "naprawiony" Dziękuję Body:-]

 



komentarze (3) | dodaj komentarz

KOMUNIKAT

wtorek, 27 kwietnia 2010 19:51
Korzystając z komputera córki informuję, że przez jakiś czas będę wskakiwać na bloga z doskoku. Siadł mi dzisiaj laptop i nie wiem czy opłaca się go naprawić.Muszę sobie zorganizować jakiś sprzęt zastępczy, a pewnie to potrwa. Z kolei komputer córy jest przez Nią eksploatowany, bo jest w trakcie pisania pracy licencjackiej. Pozdrawiam wszystkich serdecznie :( 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rozprawa...

wtorek, 27 kwietnia 2010 14:54
 

Trudno mi się skupić i napisać o sprawie, bo było dzisiaj naprawdę trudno. W sumie rozprawa trwała od 8,30 do 13,30 z dwudziestominutową przerwą. Nie będę pisać jak się teraz czuję bo to chyba dla każdego jest zrozumiałe. Dzisiaj sąd skupił się na zarzucie znęcania się.

 

Trudno jest udowodnić suchymi faktami fakt znęcania się. Pomiędzy nazwijmy to agresywnym zachowaniem, a znęcaniem istnieje płynna granica. Przecież to nie tylko fakty, to również cały zespół jego działań, który doprowadził do tego, że w końcu nazwałam rzecz po imieniu. Poza tym ja się przecież na to godziłam. Stało się jeszcze coś bardzo dziwnego. W chwilach gdy sąd odczytywał poprzednie zeznania, które składałam na policji, w prokuraturze, a potem na pierwszej rozprawia miałam wrażenie, że nie dotyczy się to mnie, że czyta o jakiejś idiotce, którą jak mąż wali w mordę to mówi - jak bije, znaczy kocha. Teraz widzę to jasno, że będąc z nim w związku zatraciłam poczucie nazywania rzeczy po imieniu tzn., że coś jest dobre, a coś złe.  Niezły mętlik zrobił mi przez ten okres małżeństwa w głowie. Nawet teraz odpowiadając na pytania trudno mi było logicznie wytłumaczyć sama przed sobą dlaczego to wszystko znosiłam. Czy można to wytłumaczyć słowem „wytrychem" - miłość? No nie wiem... On nadal utrzymuje, ze nie pamięta tego, co stało się tego feralnego dnia, a jeżeli nawet coś pamięta, to zupełnie inaczej niż ja. W sądzie ponownie przeprosił za to co zrobił, tyle że te przeprosiny jakoś szczególnie mnie nie obeszły. Jak mówił do mnie, patrzyłam mu w oczy. Sąd zwrócił mu uwagę, że ma patrzeć na sąd, a wtedy powiedział: - nie uwłaczając sądowi, ale moja żona jest przyjemniejszym dla moich oczu widokiem. Jego zeznania znacznie odbiegały od moich. To znaczy mówił o jakiś wydarzeniach podobnie jak ja, tylko zakończenie i interpretacja były zupełnie inne. Chwilami dosłownie „gotowało" się we mnie, ale z drugiej strony rozumiem, przecież musi się jakoś bronić i przedstawiać mnie sądowi w jak najgorszym świetle.

 

Następna rozprawa wyznaczona jest na 19 mają, na godz. 8,30. Z tym, że nie będę już przesłuchiwana, ale jako oskarżyciel posiłkowy mam zamiar na niej być. Tym bardziej, że będzie odczytywana opinia biegłych na mój temat. Tym razem chcę wiedzieć co dzieje się w sprawie na każdym etapie postępowania. Na koniec chcę podziękować wszystkim, którzy wspierają mnie w tych trudnych dla mnie chwilach. Pięknie Wam wszystkim, i każdemu z osobna, dziękuję!



komentarze (4) | dodaj komentarz

Imprezy, wycieczki, jednym słowem szaleję!

niedziela, 25 kwietnia 2010 17:12
 

Ostatnio troszkę zaniedbałam bloga, ale tyle się działo...I wystawa fotografii Sebastiana „Światła miasta", i foto Day w Straży Pożarnej, a potem w Kosieczynie, i koncert Chopina na gitarę i klarnet, i pokazy lotnicze w Neuhadenbergu, i piękne widoki z góry zamkowej w Lebus...i tak dalej...i tak dalej. A wszystko dzięki znajomym zapoznanym na portalu społecznościowym. Tak sobie czasami myślę, że gdyby nie Oni, nadal siedziałabym w domu, roztrząsała swoje życie, karmiła się porażkami i gdybała - co by było, gdyby coś tam... Co nie znaczy, że czasami tego nie robę, ale mam na to coraz mniej czasu:) A tak niewiele z mojej strony trzeba było. Wystarczyło jedynie otworzyć się na innych ludzi i pozwolić im się zbliżyć do siebie. A potem już poszłoooo!


Czuję się wypoczęta i zrelaksowana i mam nadzieję, że to uczucie będzie mi towarzyszyć również we wtorek, bo o godzinie 8,30 ... następna rozprawa. Gryzłam się tym i okropnie denerwowałam, ale nie ma wyjścia, trzeba przez to przejść. Zamieszczam kilka fotek z ostatnich imprez. Pozdrawiam wszystkich i proszę o wsparcie psychiczne we wtorek. Ostatnio pomogło, więc może i tym razem...?




Prowadzenie samochodu strażackiego to bardzo poważne zajęcie:)



Jak to się nakłada? Ratunku ciemność, nic nie widzę! Acha trzeba założyć odwrotnie:)



Jedna z nieodwzajemnionych miłości mojego życia... Ech...kiecka w kwiaty, wiatr we włosach i pisk opon...



Kościół w Kosieczynie zbudowany na przełomie XIV i XV wieku



Pokazy lotnicze w Neuhardenbergu



Popisy motocyklowe w Neuhardenbergu



A tutaj uwiecznione jest zdziwienie pewnej obywatelki Niemiec, która próbowała mi powiedzieć, że przed zrobieniem zdjęcia trzeba ściągnąć klapkę z obiektywu:) Uf udało się:) Ale samochodzik jest super, prawda?



Widok z góry zamkowej w Lebus



Zachód słońca w Lebus. Taki sam jak w Polsce, prawda?



Kirkut



komentarze (10) | dodaj komentarz

Urodziny...

sobota, 24 kwietnia 2010 22:16



Z okazji urodzin wszystkiego najlepszego Sylwio:)



komentarze (2) | dodaj komentarz

Trzy anegdoty:)

czwartek, 22 kwietnia 2010 17:11
 

Dzisiaj coś dla miłośników anegdot. Wybrałam trzy. Dlaczego o takiej tematyce? Wtajemniczeni wiedzą]:-|]:->

 

***

 

Francuski matematyk i filozof Pascal, zwykł był mówić o współczesnych mu autorach, że zamiast pisać „moja książka, mój komentarz, moja historia" itp., powinni używać słów „nasza książka, nasz komentarz, nasza historia", gdyż ich dzieła zawierają więcej myśli cudzych niż własnych...

 

***

 

Młody Hans Christian Andersen (duński pisarz) czytał właśnie swoją najnowszą sztukę przyjaciółce, kiedy ta raptownie przerwała mu:
- Przecież ty skopiowałeś wiele fragmentów z Oehlenschlagera i Ingemmana!

Andersen nawet nie drgnął, odpowiadając z uśmiechem:
- Oczywiście, wiem o tym. Ależ czy oni nie są wspaniali!?

 

***

 

Odbywał się proces dwóch młodych kompozytorów. Jeden oskarżał drugiego o kradzież melodii. Sąd nie mógł zaopiniować, bo obie melodie były bardzo do siebie podobne. Franciszek Lehar został wezwany do sądu w roli rzeczoznawcy. Przyniesiono fortepian i w obecności Lehara zagrano obie melodie, po czym przewodniczący zapytał:

- Więc jak pan sądzi, kto jest poszkodowany?

Lehar odpowiedział bez wahania:

- Offenbach!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Ucieczka od zapachu świec

środa, 21 kwietnia 2010 19:25
 

 

Jestem już w takim wieku, że nie wypada mi zmieniać swoich poglądów, przyzwyczajeń, czy przekonań. No chyba, że ktoś mądry mnie do tego przekona:)


Nie wiem jak Wy, ale ja lubiłam czasami „robić" w domu nastrój zapalając jednocześnie kilka świec. Okazuje się to jednak bardzo niebezpieczne. Amerykańscy naukowcy twierdzą, że świece parafinowe to „nastrojowa pułapka wieczornych spotkań". Dowodzą, że parafina nie spala się całkowicie, a jej niespalone składniki, które dostają się do atmosfery są trujące.


Nigdy nie podchodziłam bezkrytycznie do różnych rewelacji i odkryć. Dlatego też myślę sobie, że aby zachorować, trzeba by było pewnie tygodniami siedzieć przy zapalonych świecach w zamkniętym pomieszczeniu. Przecież romantyczna kolacja od czasu, do czasu nikomu nie zaszkodzi. Niemniej jednak, świadoma zagrożenia, ograniczę to przyzwyczajenie do minimum. Zapewne przyjdzie mi to łatwo, bo przecież trudno zjeść romantyczną kolację ze świecami w tle, :-D sama...ze sobą




komentarze (8) | dodaj komentarz

***

wtorek, 20 kwietnia 2010 17:45

Czy zazdrość musi być zła?

sobota, 17 kwietnia 2010 12:09
 

Podstępnie zatruwa życie bardziej niż zanieczyszczone środowisko, jest wiernym towarzyszem każdego dnia, każdej chwili. Zazdrość i nienawiść... Odbiera radość życia, niszczy przyjaźnie, a czasami jest tak silna, że prowadzi do jakiegoś nieszczęścia. Psycholog powie, że często źródła zazdrości możemy szukać w dzieciństwie. Rodzice przyrównują nas do naszych kolegów i koleżanek i nie zawsze na ich tle wypadamy dobrze. Potem sami się porównujemy do ludzi z naszego otoczenia, wydaje się nam, że inni mają lepiej, łatwiej, piękniej i zaczynamy zazdrościć. Nie jestem wprawdzie psychologiem, ale z tą teorią nie zgadzam się tak do końca. Przecież zazdrość, zanim doprowadzi do nienawiści możemy ugłaskać, zapanować nad nią, a nawet wykorzystać tą cechę w sposób dla siebie pozytywny.

 

Jak? Warto zapytać siebie czego komuś zazdrościmy i co mogę zrobić żeby dorównać komuś, komu zazdroszczę. ? Kiedy nazwiemy już ją po imieniu, wtedy łatwiej wykorzystać ją do realizacji własnych celów i ambicji. Podam zupełnie banalny przykład. W ostatniej klasie szkoły podstawowej przyjaźniłam się z  dziewczyną, która nie dość, że było o niebo ode mnie ładniejsza i zgrabniejsza, to jeszcze świetnie grała w kosza. Koszykówka była wtedy moją pasją, a jednak nie dorównywałam jej i to ona na międzyszkolnych zawodach otrzymywała więcej pochwał i była w centrum zainteresowania. Byłam wtedy bardzo młoda, ale nieświadomie zrobiłam coś, co przywróciło mi w jej towarzystwie poczucie własnej wartości. Przede wszystkim załatwiłam sobie z woźną w szkole, żeby udostępniała mi kilka razy w tygodniu salę gimnastyczną. Tam ćwiczyłam rzuty i różne triki z niewidzialnym przeciwnikiem. Długo nie trzeba było czekać na efekty. W technice rzutów byłam na równi z nią, a nawet lepsza. Urody wprawdzie nie mogłam zmienić, aby jej dorównać, ale odzyskana wiara we własne siły pozwalała przełknąć tą jej niewielką przewagę nade mną. Nasza przyjaźń została uratowana.

 

Później, przez całe właściwie życie podświadomie lub nie, robiłam podobnie. Czy to znaczy, że uczucie zazdrości jest mi już obce? O nie!!! Pewnie, że jestem zazdrosna. Tylko, że moja zazdrość staje się natychmiast motywacją do działania. Jeśli człowiek nie pracuje nad swoją zazdrością, prędko przemienia się ona w nienawiść i zawiść, czyli uczucia frustrujące i destrukcyjne. Każdy z nas ma w swoim otoczeniu takie osoby. Ja też...



komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017