Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 289 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5217609
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32257
Bloog istnieje od: 2869 dni

Horoskop

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Parowozowe show

sobota, 30 kwietnia 2011 12:20

 

Wczoraj, w ramach obchodów Dni Wolsztyna odbyła się impreza "Światło, Dźwięk, Para Show". O tańczących parowozach pisałam już w lutym, podaję link:

 

http://rodorek.bloog.pl/id,328755999,title,Tanczace-parowozy,index.html

 

W tym roku, przed główną imprezą można było podziwiać popisy akrobatów, tancerzy i cyrkowców. Organizatorzy przygotowali również niespodziankę, jaką była niesamowita laserowa iluminacja. Następnie, przy dźwiękach muzyki, na obrotową platformę wtaczało się kolejno 12 zabytkowych parowozów z Polski, Niemiec, Czech i Węgier. Spektakl rozpoczęła wyremontowana gospodyni pikniku, „Piękna Helena”.

Ponownie jak w ubiegłym roku, tłumy ludzi, nie tylko z Polski podziwiały ten niecodzienny spektakl. I podobnie jak w ubiegłym roku, te wiekowe staruszki dostarczyły mi niezapomnianych wrażeń. Nie będę się rozpisywać, po prostu było pięknie…:)

 

Pokaz akrobatów

 

Iluminacja świetlna

 

 

Piękna Helena

 

 

2 inne parowozy:)

 

 



komentarze (21) | dodaj komentarz

Recital fortepianowy i wiersz:)

piątek, 29 kwietnia 2011 15:31

 

 

W cyklu Klasycznie w Jazz Clubie Pod Filarami wg Marka Piechockiego, dał swój popis gry na fortepianie młody, utalentowany pianista – Piotr Sawicki. Piotr kończy w tym roku naukę w Szkole Muzycznej II stopnia i zamierza studiować w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku, w ramach Sceny Letniej zagrał u boku Waldemara Malickiego kilka utworów Chopina.

Na wczorajszy recital przygotował utwory ambitne, wymagające od pianisty nie lada kunsztu. Zagrał sonatę Beethovena, nokturny Chopina, wariacje Paderewskiego, rapsodię Liszta, oraz utwory Debuss’ego i Ravela. Jak zagrał? No cóż, wciąż pozostaję pod wrażeniem jego wirtuozerii.  Zainspirowana recitalem napisałam wiersz…

 

               ***

 

Wczoraj opuścił mnie strach

na kilka miesięcy, może lat

Żegnaj strachu, nie wracaj

ja nie zatęsknię

 

I nagle strony świata się rozstąpiły

myśli swobodnie płyną

Słowa modlitwy, w których się ćwiczyłam

jak w formułowaniu życzeń

stały się modlitwą

 

Wczoraj opuścił mnie strach

pośród sonat, etiud i nokturnów

stąpałam po niebiańskich obłokach

Runęła moja ściana płaczu

marzenia ożywiły rzeczywistość

 

Piotr Sawicki

 

Pomysłodawca cyklu Klasycznie w Jazz Clubie Pod Filarami, a zarazem mój ulubiony prowadzący – Marek Piechocki. Człowiek, który o Chopinie wie wszystko:)

 



komentarze (17) | dodaj komentarz

Wszystkie psy gryzą

czwartek, 28 kwietnia 2011 15:17

 

W mo im mieście w szpitalu, leży 8-letnia dziewczynka z ranami szarpanymi twarzy. W świąteczny niedzielny poranek została pogryziona przez psa rasy amstaf. Wujek dziewczynki wyszedł z psem na spacer. Pies nie był na smyczy. W pewnym momencie uciekł właścicielowi, wrócił sam do domy i wbiegł do pokoju. Był podenerwowany, bo zbliżała się pora karmienia Na jego widok dwójka bawiących się dzieci zaczęła krzyczeć. Pies zaatakował … i pogryzł jedno z dzieci.

 

Nie pierwszy to przypadek kiedy pies pogryzł członków rodziny, w której był chowany. Jakiś czas temu media podały, że pies, który chował się razem z kilkumiesięcznym dzieckiem, rzucił się na nie i dotkliwie pogryzł. Innym razem pies (też chowany z dzieckiem) zaatakował owe dziecko podczas gdy raczkowało. Takich wypadków było o wiele więcej.

Po wszystkim rodzice lub opiekunowie są wstrząśnięci, nie wierzą, że to w ogóle mogło się wydarzyć, przecież piesek tak kochał dziecko, razem się chowali… Kogo winić? Bo przecież te pogryzienia nie zawsze zdarzają się pod nieobecność dorosłych opiekunów psa. Ale czasami nawet ich obecność nie powstrzymała psa przed pogryzieniem innego członka rodziny.

 

Mówi się, że gryzą tylko psy określonych ras. Utworzono nawet listę ras niebezpiecznych. Posiadacze takich psów muszą spełniać określone warunki, nakłada się na nich również określone obowiązki, ale przecież słyszy się też, że zwykły kundel potrafi się rzucić i dotkliwie pogryźć.

 

Dam przykład. Przez wiele lat miałam w domu psa. Zwykłego kundla, z wyglądu przypominającego małego owczarka niemieckiego. Byłam przeciwna temu, by ten szczeniaczek zamieszkał z nami. Mieszkałam wtedy w małym mieszkaniu na 10 piętrze wieżowca i dlatego uważałam, że nie ma tam warunków na psa. Zostałam przegłosowana. Nie wspomnę, że z czasem wszelkie obowiązki tyczące się psa spadły na mnie. Tak więc ten kilkutygodniowy szczeniak zamieszkał z nami i chował się z moimi dziećmi. Wydawał mi się ułożony. Kiedyś (pies miał już z 5 lat) przyniosłam do domu zakupy, położyłam je na szafce, a jedna z kiełbas sturlała się na podłogę. Córka weszła do kuchni, schyliła się żeby ją podnieść, a pies ugryzł ją w rękę. I to wcale nie lekko! Byłam wściekła, ale pies nadal był z nami. Potem przeprowadziliśmy się i na nowym miejscu rzucił się na listonosza. Na szczęście nie zdążył go pogryźć, ale miałam dużo nieprzyjemności z tego powodu. A przecież go pilnowałam. Wyszłam przed dom odebrać list polecony, widocznie nie domknęłam dobrze drzwi i pies wyleciał prosto na listonosza.  Psa już nie mam, umarł ze starości, ale obiecałam sobie że nie będę już miała żadnego.

 

Pewnie teraz narażę się miłośnikom psów, ale uważam, że ci miłośnicy powinni rozważyć czy chować psa w jednym domu razem z małym dzieckiem. Przecież to tylko zwierzę, czasami bardzo rozumne, ale jednak zwierzą. Jest przecież wiele innych zwierzątek, które można trzymać w domu bez narażania domowników na potencjalne niebezpieczeństwo. Choćby jakieś ptaszki, albo króliczki. Ale i tu istnieje coś takiego jak zasada ograniczonego zaufania… W stosunku do zwierzaka oczywiście:)

 



komentarze (31) | dodaj komentarz

Pospolite, a jednak pospolite nie są:)

środa, 27 kwietnia 2011 16:00

 

Dawno, dawno temu, jak jeszcze nie było sklepów z zabawkami, ulubioną zabawką dzieci były … wiosenne dmuchawce:)

 

Mniszek lekarski, albo inaczej mlecz. W atlasie roślin pisze, że jest rośliną pospolitą, ale ja się z tym nie zgodzę. Bo czyż pospolicie wyglądają łąki pokryte jasnożółtymi lub złocistożółtymi kwiatami, które układają się w przeróżne dywany i makatki? A potem, kiedy nasionka tej rośliny zamieniają się w kuliste dmuchawce ułożone fantazyjnie z setki cieniutkich promieni? Czy wtedy wygląda pospolicie? Albo wtedy, gdy na złocistych kwiatach przysiadają pracowite pszczoły? Taki widok aż się prosi by go utrwalić obiektywem aparatu…

 

 

 

 

 



komentarze (28) | dodaj komentarz

Jedz, jedz – będziesz piękna

wtorek, 26 kwietnia 2011 18:37

 

Nie ma  to jak poświąteczne rozmowy w pracy:) To już zrobił się standard. Przed  świętami o niczym innym się nie rozmawia jak o przepisach, ilości kupionego jedzenia, kogo będziemy gościć, co upieczemy, albo co podamy do stołu. Święta mijają i zaczyna się narzekanie, że za dużo jedzenia, że zgaga, że się przytyło przez święta tu i tam.

 

Jakoś nie wierzę żeby przez raptem dwa dni nabawić się znacznej nadwagi. Ile by trzeba jeść, a nawet gdyby jeść non stop, to nie ma opcji by przytyć na tyle, żeby było to widoczne. Tak więc najpierw jemy, potem narzekamy. Jeśli idzie o mnie nie narzekam, ale też i nie jem bez opamiętania. W końcu nie szykuję się na mauretańską małżonkę …:-D

 

Chociaż i w Mauretanii kobiety zaczęły przeciwstawiać się obyczajowi, który nakazuje młodym kobietom, pochłanianie kalorycznych potraw w celu nabrania znacznej nadwagi, ot taki kanon piękna. Ale nie tylko. Dziewczyny ze znaczą nadwagą mają szansę wyjść dobrze za mąż. Żeby osiągnąć ten ideał kobiecego piękna, matki zaczynają tuczyć swoje córki nawet już od 7 roku życia. Ja rozumiem, że taka kultura, że taki obyczaj, ale bez przesady! Przeczytałam gdzieś, że młode dziewczęta są wysyłane na specjalne obozy, gdzie muszą pochłonąć nawet 16 tysięcy kalorii dziennie. A jeśli któraś z dziewczynek nie chce jeść, straszy się ją, że dostanie kijem. A jeśli zwróci pokarm, jest zmuszana do jedzenia własnych wymiocin. Tuczy się dzieci wbrew naturze, nie zważając na bóle brzucha i inne dolegliwości. Taka dieta powodują, że wiele młodych kobiet osiąga w tamtych rejonach wagę nawet 200 kg.

 

Dlatego dobrze się stało, że młode kobiety zaczynają się buntować. Znaczna nadwaga równa się przecież różne choroby, między innymi nadciśnienie, cukrzyca, choroby serca, czy niewydolność nerek. Te, które chcą odmienić swój los, walczą z nadwagą przez intensywne uprawianie ćwiczeń fizycznych, ale muszą robić to dyskretnie, bo kobiecie w tym regionie nie przystoi zajmować się forsownymi czynnościami.

 

Ja rozumiem, ze tradycja podobnie jak religia to elementy świadczące o przynależności do danej kultury. Ale co to za tradycja, która wystawia na szwank własne zdrowie, a czasami nawet życie…?

 



komentarze (63) | dodaj komentarz

Mama wkracza na królewskie salony:)

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 20:27

 

Dzisiaj przyszła moja mama. Tak uzgodniliśmy z bratem, że w pierwszy dzień mama gości u nich, a w drugi u mnie. Mama przyszła jakaś nabuzowana. Na początek wymieniłyśmy „uprzejmości”, które podniosły mi ciśnienie, jednak po chwili atmosfera znacznie się poprawiła, można nawet powiedzieć, że było fajnie.

 

Moja mama bardzo uważnie śledzi programy telewizyjne dot. życia gwiazd i dzięki temu posiada wiedzę w tej materii jak nikt inny (chyba). Dzisiaj skomentowała życie  angielskich królów i książąt. Współczesnych ma się rozumieć. A do tego dorzuciła Kingę Rusin i Hannę lis. Tak sobie myślę, że talenta mamy się marnują.  Uważam, ze powinna dostać jakiś program w TV komentujący życie współczesnych gwiazd, polityków i celebrytów. Śmiem twierdzić, że byłby to hicior;-)

 

- Kamil (mój syn <przypisek autorki>) tam sam na święta siedzi?

- Sam mamo, ale mówił, że ma co robić, aplikacje wysyła o pracę.

- Acha no i pewnie pójdzie na ten plac Wilmana zobaczyć

- ? Wilmana?

- No nie wiesz? Wilman z Kaśką się żeni!

- Aaa mówisz o królewskim ślubie.

- Tak. Fajny z niego chłopak jest. Podobny do Dajany jak dwie krople wody. I ta Elżbieta na króla go chyba szykuje. Zresztą Dajana też od dziecka go przyuczała. Pokazywała go publicznie, prowadzała na spotkania charytatywne. Widziałam w TV jak ładnie rączę wyciągał i witał się. I bardzo dobrze że będzie królem. Ten Karol to stary pryk, do niczego się nie nadaje. A z tą Parkerową to on już przed ślubem kręcił tylko Elżbieta w to wkroczyła i rozgoniła towarzystwo. Szkoda że ja taka nie byłam, może inne życie byś miała? Dlatego ożenił się z tą biedną Dajaną, tylko unieszczęśliwił dziewczynę, bo przecież tamtą kochał.

- E tam mamo, ci z rodziny królewskiej nie mają źle, o pieniądze nie muszą się martwić, prestiż koronowanych głów jest, żyć nie umierać.

- A co ty tam wiesz! Nieszczęśliwi są bardzo. Nie mogą sobie robić co by chcieli bo wszędzie czyhają na nich te parapeci…

- Paparazzi, jak już chyba mamo.

- Jak ich zwał, tak zwał, ale prawda jest taka, że te hieny wszystko wywęszą, żyć normalnym ludziom nie dają. A ile pieniędzy dostają za takie zdjęcie! Mówię ci.

- Taką mają pracę mamo. U nas też czyhają na celebrytów…

- No właśnie, a widziałaś jak upolowali tą biedną Kingę Rusin jak jadła w samochodzie? Tak się biedna zasłaniała a oni i tak zdjęcie zrobili.

- Widziałam mamo. A potem wrzucili tytuł, że jest na diecie iluś tam kalorii.

- Ona wcale nie musi być na diecie, nie to co ta, co ją we wszystkim naśladuje i przyjaciółkę udawała, a potem męża zabrała. Wredna baba, dzieci ma odchowane i małżeństwo swojej najlepszej przyjaciółki rozbiła, a te dziewczynki Rusin jeszcze takie małe są. Ta cała Hanna chciała nawet mieć swój program o gotowaniu w TV, ale nie będzie miała, bo poznali się na niej.

 - Poznali?

- Pewnie że poznali. Każdy by się poznał! Mówię ci jak widziałam jak jedna z córeczek Kingi rączki zarzuciła Lisowi na szyję i powiedziała – kocham cię tatusiu, to myślałam że mi serce z żałości pęknie. I jak taka owaka mogła rozbić rodzinę? No jak?

- Mamo a gdzie ty te rączęta zarzucone na szyję widziałaś?

- W telewizji pokazywali. Trzeba oglądać, a ty zawsze jak coś ciekawego pokazują to masz TV wyłączony.

- Po co mam włączać jak Ty mamo przyjdziesz, albo zadzwonisz  i pięknie mi wszystko zrelacjonujesz? Dzięki Tobie na bieżąco jestem…

 

 

Ps. Mama ma taka drobną uroczą przypadłość:) Jest niedoścignioną mistrzynią w przekręcaniu imion, nazwisk i innych trudnych wyrazów. Jak czasami przez nieostrożność poprawiam mamę to mówi, żebym się nie wymądrzała, bo  i tak każdy wie o co chodzi. I dużo w tej logice racji:-D

 



komentarze (17) | dodaj komentarz

Koszyczek ze święconką

niedziela, 24 kwietnia 2011 7:49

 

Wielka sobota to czas święcenia pokarmów. Wczoraj zrobiłam sobie przerwę od przedświątecznej krzątaniny, wzięłam koszyczek i poszłam spacerkiem do kościoła. Lubię ten moment, nie trzeba się nigdzie spieszyć, a wtedy wracają wspomnienia z młodości, albo co gorsza z lat dziecinnych. Dlaczego – co gorsza? Ano dlatego, że różne przygody z tym koszyczkiem miałam.

 

Pamiętam, że zawsze nie mogłam się doczekać tej chwili kiedy mama wręczała pięknie udekorowany koszyczek i upominając mnie żebym była grzeczna, kazała iść do kościoła. A jaka zawsze wystrojona byłam! Był to czas kiedy po zimie ściągało się ciepłe ciężkie buty i podniszczone po zimowym noszeniu palta i ubierało dopiero co kupione półbuciki i nowe kurtki albo swetry. Mieliśmy znajomą, która pięknie robiła na drutach i szydełku i dzięki niej miałam na przykład na nogach podkolanówki z wielkimi pomponami, albo piękny gruby sweter z kołnierzem szalowym, zapinany na drewniane guziki.

 

Niespokojny duch ze mnie był i często gęsto kiedy wracałam z koszyczkiem do domu już tak piękny nie był. Ja zresztą też. A głównie za przyczyną mojej młodzieńczej fantazji i niesforności.  Pamiętam, że ksiądz święcąc dary, zwracał się do dzieci, żeby w drodze do domu nie wyjadły przypadkiem kiełbachy i babek z koszyka. I co ja  widzę? Na przykościelnym murku siedzi chłopak, na kolanach ma koszyczek ze święconką i wcina kiełbachę aż mu się uszy trzęsą. Grzecznie przypominam o czym mówił ksiądz w kościele.  Nie dotarło. Przypominam trochę głośniej…. a potem ja go trochę potargałam, on mnie trochę potargał, a na koniec mama w domu, trochę bardziej mnie potargała za ubrudzone ubranie i niekompletny koszyczek.

 

Innego razu wróciłam do domu …bez koszyczka. Naprzeciw kościoła było boisko szkolne i poszłyśmy tam z koleżankami poskakać na skakance. Nasze koszyczki ustawiłyśmy na ławce, a wracając do domu, zapomniałam go zabrać. Wszystkie moje myśli zajęte były tym, w jaki sposób ukryć pourywane pompony w podkolanówkach. No cóż,  wplątywały się w skakankę i trzeba było coś z tym zrobić. Brak koszyczka zauważyła dopiero w mama.  Wprawdzie koszyczek się znalazł (stał nadal na ławce) ale na moje nieszczęście mama miała bystry wzrok i wypatrzyła brak pomponów. Oprócz „trochę większego szarpania” nasłuchałam się o swojej niewdzięczności, nieodpowiedzialności i takie tam.

 

Wiele jeszcze było takich „przygód” ze święconką. I choć pamięć z roku na rok coraz częściej zawodzi, są takie wspomnienia, o których nigdy się nie zapomni. Choćby Wielka Sobota i czas święcenia pokarmów…

 

Pozdrawiam świątecznie@)-->-->--

 



komentarze (22) | dodaj komentarz

Życzenia:)

piątek, 22 kwietnia 2011 15:16

 

 

    <><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><> 

 

Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam radosnych nastrojów, spędzenia ciepłych chwil w gronie najbliższych, obfitości świątecznych stołów, tradycyjnego świątecznego jajka oraz zmartwychwstania w duszy i … wiosny po uszy:-)

 

Życzę również, by te świąteczne dni stały się czasem radości, spokoju i pojednania. I żeby ten nastrój towarzyszył nam przez cały rok, każdego dnia.

 

Pozdrawiam serdecznie:-]

 



komentarze (32) | dodaj komentarz

Rozstania nadszedł czas:)

czwartek, 21 kwietnia 2011 17:54

 

No i nadeszła tak długo oczekiwana chwila. Zabrałam się za porządkowanie mieszkania. Przydałoby się przy okazji z lekka uporządkować swoje życie, ale póki co nie da się, natomiast mieszkanie a i owszem. Zmęczyło mnie to wszystko, więc zrobiłam sobie chwilkę przerwy i relaksu. A że najlepiej odpoczywam przy komputerze, to pomyślałam, że podzielę się z wami swoimi rozterkami.

 

Tego roku obiecałam sobie, że podczas porządkowania mieszkania pozbędę się wszystkich duperelek, które są w moim domu od lat. Wrosły się tak w pejzaż - o przepraszam - w przestrzeń mieszkania, że gdyby nie ciasnota i osiadający grubą warstwą na nich kurz nawet bym ich nie zauważyła.

 

Okazało się to wcale nie takie łatwe. Jestem dopiero w połowie. Biorę każdą rzecz do ręki (pewnie dlatego wlecze się to sprzątanie) oglądam, próbuję sobie przypomnieć, czy to przypadkiem nie jest jakiś upominek którego brak może zostać poczytany za lekceważenie ofiarodawcy, a potem… no właśnie, potem powinnam wyrzucić do naszykowanego w tym celu worka. Jednak tak się nie dzieje. Wycieram z kurzu i odkładam na półkę. Po chwili przestawiam w inne miejsce, a potem w inne.

 

No dobra krótka męska decyzja. Duperelka wędruje w worku. Po chwili ponownie ją wyciągam i zastanawiam się gdzie ją ustawić żeby nie rzucała się tak bardzo w oczy… Ech przydałby się ktoś kto spojrzałby na to wszystko świeżym i niezawisłym okiem. Takim bez sentymentu i wspomnień, bo ja niestety się poddaję. Zaraz zwinę worek i nie będzie takiego problemu:-o

 I po co sobie Krychna obiecywałaś aż tak dokładne porządki? Estetka się znalazła psia mać]:-/

 



komentarze (30) | dodaj komentarz

Foto Day w klasztorze pocysterskim

środa, 20 kwietnia 2011 15:23

 

 

Pisałam już kilka razy o imprezie fotograficznej pod nazwą Foto Day. Tym razem organizatorzy zaproponowali nam miejsce niecodzienne - klasztor pocysterski w Gościkowie – Paradyżu. Miejscowość ta znajduje się w województwie lubuskim, w połowie drogi między Świebodzinem a Międzyrzeczem.

Historia tego miejsca sięga 1230 r. Wtedy to wojewoda poznański Mikołaj Bronisz osadził tu zakon cystersów, oddając im wieś, aby założyli nowe opactwo. Klasztor odegrał dużą rolę w utrzymaniu polskości na tych terenach. Obiekt jest przepięknie zlokalizowany, otoczony ogrodem z XVIII-wiecznymi kamiennymi figurami. Dodam, że cały czas trwają prace konserwatorskie podczas których wydobyto na światło dzienne nieznane świadectwa historii z XIII w., przywrócono oryginalną XVIII-wieczną kolorystykę ścian i elementów wyposażenia.

 

Duże wrażenie robi kościół Najśw. Marii Panny i świętego Marcina z XIII-XIV wieku przebudowany w XVIII wieku. Jest to jeden z najcenniejszych zabytków na ziemi lubuskiej.

 

Obecnie poklasztorny kompleks to oficjalna siedziba filii Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Obiekt jest otwarty dla zwiedzających - można oglądać kościół, muzeum oraz przyklasztorne ogrody.

Ogólnie impreza fotograficzna była bardzo udana, mogliśmy wszędzie wejść i fotografować do woli, a na koniec zrobiliśmy sobie piknik w przyklasztornych ogrodach…

 

Kilka fotek:)

 

Wielki barokowy ołtarz z 1739 roku, a w nim obraz "Wniebowzięcie Najśw. Marii Panny" autorstwa Schefflera

 

 

Barokowy prospekt organowy autorstwa Joachima Gottlona Petera

 

  

 

Figury z ołtarza głównego

 

 

 

Zwieńczenie sufitu kaplicy

 



komentarze (27) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017