Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 287 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5217572
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32257
Bloog istnieje od: 2869 dni

Horoskop

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Dzień pełen wrażeń:)

niedziela, 30 maja 2010 10:28
 

Gdybym tak chciała opisać wczorajszy dzień w miarę szczegółowo, to wyszło by z tego co najmniej opowiadanie. Z nadmiaru wrażeń nie mogłam wczoraj zasnąć, a kiedy już zasnęłam śniły mi się jakieś piksele, tramwaje, autobusy, pawie, sowy, strusie, i jakieś sny kulinarne. Piłam pyszną kawkę gdzieś na kanapie w towarzystwie wielkiej mądrości psa , który wabił się Bono, a potem jadłam (nietypowo jak na tą porę roku) smakowitą zupę grzybową ze świeżych grzybów:) Wiem, wiem wygląda ten mój sen co najmniej dziwnie, więc wyjaśniam jaka tego snu mogła być przyczyna:)


Po pierwsze, wczorajszy Foto Day odbywał się w zajezdni MZK. Stąd pewnie te autobusy i tramwaje. Jednym zdaniem napiszę, że była świetna zabawa. Zgodnie z ideą takiej imprezy wszędzie można było wejść, wszystkiego dotknąć i sfotografować się np. w zabytkowym tramwaju. Nasza grupa miłośników fotografii z imprezy na imprezę „rozrasta" się i coraz lepiej się bawi. Cóż więcej pisać - było kapitalnie!

Co do pysznej kawy,to zaraz po imprezie pojechaliśmy do koleżanki, która nie mogła z nami być, a tą kawą uraczył nas Jej mąż. Gwoździem „programu" był...Ich pies. Słuchajcie ten psiak jest rewelka. Po prostu ideał przyjaciela. Niewiele mówi...ale za to jak słucha!:))) Potem pojechaliśmy do ZOO Safari w Świerkocinie. Byłam tam pierwszy raz i barrrdzo mi się podobało. Przede wszystkim takie safari to raj dla miłośnika fotografowania, czyli dla mnie:) Tyle narobiłam tych zdjęć, że pod koniec zapełniła mi się karta pamięci w aparacie. Na przywitanie, przy próbie sfotografowania pierwszego obiektu - strusia, przytrafiła mi się mała przygoda. Byłam zachwycona, że struś podchodził blisko samochodu, bo wiadomo, że wtedy można go obfotografować z każdej strony. Jemu chyba się to nie podobało, bo kiedy byłam zajęta aparatem, on...ugryzł mnie w palucha!!! Nieźle się wystraszyłam:) Potem z lekką dozą ostrożności wychylałam się z samochodu, żeby fotografować inne zwierzęta:) Po powrocie pojechaliśmy jeszcze do mieszkania BodyMagów na pyszną zupę grzybową. Do domu wróciłam późno wieczorem zmęczona, ale i pełna wrażeń... No i czy w świetle opisanych faktów można się dziwić moim wczorajszym snom?)))


Niektóre fotki zwierzaków wyszły naprawdę świetnie. Na pewno wrzucę je jeszcze kiedyś na bloga. Dzisiaj natomiast postanowiłam przedstawić kilka portretów zwierzaków. Nie są może najlepszej jakości, bo wykadrowałam je ze zdjęć przedstawiających całego zwierzaka, ale co mi tam...














  



komentarze (13) | dodaj komentarz

Jest taki sklep:)

piątek, 28 maja 2010 16:25
 

Czasy są takie, że to sklepy „walczą" o klienta. Przy ul. Okólnej jest sklep mięsny, w którym lubię robić zakupy. Fajna obsługa i zawsze świeży towar. W oczekiwaniu na swoją kolejkę, można poczytać zawieszone na ścianie „reklamy" wymyślone i napisane przez jedną z pracownic:)))






komentarze (4) | dodaj komentarz

Los

środa, 26 maja 2010 22:39

 

Oto on

w dniu narodzin czeka za drzwiami

czasami jest skałą

o którą obijamy się co dnia

jak ślepe pisklę

szukając drogi

to znów morzem traw

falującym na wietrze

 

Co dnia znaczy odległość

do przebycia

skrada się w ciszy

śpiącej poduszki

przywołuje sny

o których nie chcemy

pamiętać

nie daje się przekupić

nie odchodzi

jak zdradzony kochanek

 

Oto on

w dniu śmierci

czeka

na następną ofiarę.


* wiersz z autorskiego tomiku, a fotki robione z ręki w kontrze, nie rospikselowane:-D







komentarze (3) | dodaj komentarz

Jutro Dzień Matki

wtorek, 25 maja 2010 22:14

U swojej mamy byłam wczoraj. Złożyłam życzenia. Poopowiadała jak było w sanatorium i takie tam.
Z okazji Święta życzę wszystkim Matkom dużo zdrowia, uśmiechu, radości z każdego nadchodzącego dnia, anielskiej cierpliwości i umiejętności wybaczania. Bo być Matką to również: - prosić o przebaczenie i przebaczać. I umieć o tym zapomnieć...



komentarze (6) | dodaj komentarz

Powódź i co dalej?

poniedziałek, 24 maja 2010 16:48
 

Nie pisałam do tej pory o powodzi, bo cóż pisać? Że jest mi przykro...że współczuję...że nie wyobrażam sobie...że...To chyba normalne uczucia w świetle takiej tragedii?

Podobnie jak 13 lat temu i teraz mamy straszną powódź. Wielka woda zabrała już ofiary w ludziach i dorobek całego życia. Tysiące zalanych domów, ewakuowanych ludzi, wojskowych i strażaków walczących z wodą. Wielki dramat. W moim mieście nie ma powodzi. Pomimo tego, że przez jego środek przepływa rzeka, podobno jest bezpiecznie.


Czy można było uniknąć tej  tragedii? Częściowo tak. Po powodzi sprzed 13 laty, planowano inwestycje, które miały chronić przed wielką wodą. Niestety wciąż pozostają na papierze, albo w sferze bliżej nie określonych planów. Niewiele gmin zadbało o wały przeciwpowodziowe i rowy. Właściwie trudno się nawet temu dziwić. Nie starczało na wysupłanie z budżetu gminy kasy na utrzymanie wałów. Przecież zawsze znajdzie się wiele innych bieżących potrzeb...Nie oceniam.


Premier Tusk obiecał powodzianom po 6 tys. zł na pierwsze potrzeby. Przeanalizowałam tę kwotę. Postawiłam się na miejscu (o ile to w ogóle możliwe) człowieka, który stracił w jednej chwili cały dobytek. Nie ma pracy, nie ma co jeść, w co się ubrać i myśli tylko o tym, aby wrócić do własnego domu i ratować co się jeszcze da. Odbudować swoje „zalane" życie. I wiecie co? Te 6 tys. zł to premier może sobie wsadzić! To zaledwie kropla w morzu potrzeb.


Ciekawa jestem czy chociaż się uda uzyskać jakąś kasę z Unii Europejskiej? Przecież mają tam ten swój Fundusz Solidarności. Moim zdaniem kwalifikujemy się do takiej pomocy. Ostatecznie Fundusz został stworzony po to, by przekazywać bezzwrotną pomoc finansową krajom, które zostały dotknięte kataklizmem naturalnym. Czyż powódź takim nie jest?


Póki co, każdy może pomóc wysyłając sms o treści POMAGAM na nr 72052. To raptem 2,44 zł brutto :)



komentarze (8) | dodaj komentarz

Trzy zdjęcia „zza"

niedziela, 23 maja 2010 19:51
 

Jak pisałam poniżej, pierwszym nie planowanym postojem na trasie naszej wycieczki była Kłodawa. Zauroczył nas przepiękny neogotycki kościół pw. Matki Bożej Różańcowej, wzniesiony w latach 1858 - 1860. Nie mogę się oprzeć pokusie pokazania go na trzech fotografiach, które nazwałam - „zza" I tak na pierwszym zdjęciu widok kościoła zza okna plebanii. Na następnym, zza drewnianego płotku, a na ostatnim, zza krzewu bzu:)

Gdyby ktoś chciał przeczytać więcej na temat tego kościoła to podaję link do mojego artykułu na MM http://www.mmgorzow.pl/artykul/jest-taki-kosciol-niedaleko-gorzowa-zdjecia-136361.html







komentarze (5) | dodaj komentarz

Nie ma to jak zaplanować wycieczkę:)))

niedziela, 23 maja 2010 17:10
 

Wczorajsza wycieczka została bardzo starannie przygotowana przez Marię. Dostałam nawet opracowania na temat zabytków, legend i historii miejscowości, które znajdowały się na trasie naszej podróży. To znaczy miały się znajdować:))) Wyjechaliśmy około godz. 11. Plan był prosty. Wyskoczymy na jakieś cztery godziny. Zwiedzimy Karsko, Parzeńsko, Nowogródek Pomorski i Giżyn, a potem wracamy do domu. Pierwsza, na razie drobna zmiana planów nastąpiła w Kłodawie. Trzeba przyznać, że kościół mają naprawdę piękny. A ponieważ był otwarty weszliśmy obejrzeć i zrobić parę zdjęć. Zbulwersował się tym jakiś pan, który zabronił nam fotografować. Jako bardzo grzeczni „zwiedzacze" wyszliśmy z kościoła i natknęliśmy się na proboszcza. I to był strzał w dziesiątkę. Okazał się ciepłym, wspaniałym człowiekiem. Zaprosił nas na Plebanię i opowiedział co nieco o historii swojej parafii. No i tym sposobem minęło trochę czasu na nieplanowanym postoju.

 

Potem zahaczyliśmy o wieś, a właściwie to, co po niej zostało, czyli o Marzęcin. Miejscowość ta została doszczętnie spalona w 1945 r. przez żołnierzy armii czerwonej i nigdy już nie została odbudowana. Po drodze jeszcze jakieś pomniki pierwszowojenne, pomnik leśniczego, wiekowe dęby, klony i lipy w Nadleśnictwie Szable i już byliśmy w Karsku? Hmmm no niezupełnie, bo jakby po drodze wstąpiliśmy obejrzeć kościół w miejscowości Trzcinna. Z drugiej strony jak nie zobaczyć miejsca, w którym dawno temu ksiądz przegonił z Bodego szatana. Tak, właśnie tam był chrzczony. Ochrzczony przyniósł z plebanii klucz i mogliśmy sobie wszystko dokładnie obejrzeć i sfotografować.


Potem było już planowane Parzeńsko, a stamtąd już rzut beretem do Karska. I tam też pojechaliśmy, tyle, że przejechaliśmy tą miejscowość kierując się na Leśnictwo Śródborów...żeby zobaczyć mohortowskie wiekowe dęby. Niezapomniane wrażenia. Opisałam je zresztą i wysłałam na MM-kę. Podaję link do artykułu: http://www.mmgorzow.pl/artykul/o-czym-szumia-mohortowskie-deby-134467.html

Na koniec dojechaliśmy do miejscowości Giżyn, która była jednym z głównych punktów naszej wycieczki. Tam też spędziliśmy co najmniej trzy godziny. Wróciliśmy do domu jakoś tak przed godziną 21, ale przedtem zajechaliśmy jeszcze obejrzeć strugę marwicką:) Maria powiedziała, że Karsko i Nowogródek Pomorski będą celem jednej z naszych następnych wycieczek. Hm ciekawe, czy tym razem uda się dojechać tam zgodnie z planem? O swoich wrażeniach z naszej wyprawy nie będę pisać, żeby się nie powtarzać. W każdym bądź razie było tak, że chce się o tym jak najdłużej pamiętać:)

Przedstawiam kilka zrobionych wczoraj fotek z witrażami w kościele w Trzcinnej i Giżynie. Uwielbiam oglądać kościelne witraże. Olśniewają grą świateł i bajkową kolorystyką, a czasami ożywają za sprawą padającego na nie światła. Zobaczcie...








  



komentarze (9) | dodaj komentarz

I po spotkaniu:(

piątek, 21 maja 2010 22:36
 

Życzę każdemu takich spotkań po latach... Bez egzaltacji i wielkich słów, a jednak wzruszających. Dziwne to uczucie, kiedy ma się wrażenie, że coś co było kiedyś powraca na chwilę, by po kilku godzinach zniknąć. Przywitałyśmy się tak, jakby od naszego ostatniego rozstania minął raptem tydzień. I rozmawiałyśmy tak, jakbyśmy kończyły tydzień temu rozpoczętą rozmowę. Chyba na tym polega „pokrewieństwo dusz"?


Były wspomnienia, śmiech do łez i opowieści o naszym obecnym życiu. Przypomniała mi niektóre wydarzenia, o których dawno zapomniałam. Że też pamiętała, przecież minęło tyle lat...O jednym napiszę:)))

Często w szkole ratowała mi d.... Zawsze była tą bardziej odpowiedzialną:) Szczególnie na lekcjach materiałoznawstwa i technologii, które zupełnie mnie nie interesowały. Najczęściej chodziłam w tym czasie sobie zapalić (o zgrozo!) albo pisałam wiersze. Nie miałam czasu na prowadzenie zeszytów. Dopiero jak raz na jakiś czas trzeba było oddać zeszyt na ocenę robił się problem. Wtedy Maryla dawał mi swoje zeszyty. Problem był w tym, że podchodziło się do biurka nauczyciela wg kolejności w dzienniku, a ponieważ jej nazwisko zaczynało się na J, a moje na K pozostawało niewiele czasy na zmianę okładki, tak żeby wyglądało, że zeszyt jest mój. Z czasem opanowała tą czynność do perfekcji:))) Niezłe ze mnie ziółko było!


Nie wiadomo kiedy minęło tych kilka godzin...Pożegnałyśmy się, a mi zakręciła się łezka w oku...i przyszła myśl - czy się jeszcze kiedyś spotkamy? Czas biegnie tak prędko i więcej za mną, niż przede mną. Taka kolej rzeczy...Poprosiłam przypadkowego przechodnia, żeby zrobił nam zdjęcie...na pamiątkę tego spotkania.



komentarze (4) | dodaj komentarz

Spotkanie po latach

czwartek, 20 maja 2010 21:51
 

Zadzwoniła przed chwilą moja dawno nie widziana przyjaciółka z młodych lat. Przyleciała właśnie ze Stanów i mamy się jutro spotkać. Nie widziałyśmy się prawie...30 lat! W ubiegłym roku odnalazłyśmy się dzięki Naszej Klasie. Nic się nie zmieniła... Potem kilka razy dzwoniła i czasami piszemy do siebie na NK. Nie ma to jednak jak zobaczyć się i nagadać. Chodziłyśmy razem do średniej szkoły i w tym czasie była mi najbliższa. Miałyśmy podobne poczucie humoru, zwariowane pomysły i piękne marzenia. Maryla mieszkała w Bogdańcu. Bardzo lubiłam Jej dom. Tam czuło się prawdziwą rodzinę. Miała jeszcze 2 starsze siostry i wspaniałych rodziców. Jej i moja mama poznały się kiedyś na wywiadówce i dzięki temu mogłam czasami pojechać do Niej w sobotę, a wracałam dopiero w niedzielę. To dopiero było święto! Jej mama robiła pyszne pyzy na parze z sosem chyba grzybowym. Pamiętam, że zawsze nie mogłam się doczekać tych pyzów i zaglądałam pod pokrywkę, czy już urosły:))) Spędziłam z Nią też kilka razy Sylwestra. Potem nasze drogi rozeszły się. Ja uciekłam z domu (nie było mnie rok), a po powrocie była świadkiem na moim ślubie. A jeszcze potem wyjechała do Stanów i kontakt się urwał. Jestem...podekscytowana i ciekawa tego spotkania:) Znalazłam Jej fotkę z czasów młodości...



komentarze (3) | dodaj komentarz

Ech życie...

czwartek, 20 maja 2010 17:12
 

Życie plecie się i przeplata... Wczoraj trudny, dołujący dzień, a dziś...Dzisiaj otrzymałam wiadomość tak dobrą, że wzruszyłam się do łez. Tyle tylko mogę napisać.

 

A wracając jeszcze do wczorajszego dnia to przyszło mi coś do głowy. Żyjemy w XXI wieku, otaczają nas różne zdobycze i cudeńka techniki. Dlaczego więc nikt nie pomyślał o tym, by zaprzęgnąć je na potrzeby prawa? Po co te ciągnące się w nieskończoność procesy, przesłuchania i sztuczki oskarżonych (winnych)? Przynajmniej w takich przypadkach jak mój, można by było te zdobycze techniki wykorzystać. On zasłania się niepamięcią i zarzuca mi mówienie nieprawdy. Moim zdaniem w bardzo prosty sposób można by tą jego niepamięć odsunąć w...niepamięć, choćby za pomocą hipnozy. Ponoć będąc w stanie hipnozy można wyciągnąć z zakamarków pamięci każdy zapomniany szczegół. Również i ja chętnie poddałabym się takiemu badaniu. Myślę, że hipnoza przeprowadzona przez profesjonalistę mogłaby raz na zawsze ustalić wydarzenia tamtego dnia. Ale to nie koniec. Istnieje jeszcze coś takiego jak wykrywacz kłamstw. Wprawdzie nie znam dokładnie zasady działania, ale wiem, że jest na świecie stosowany i również mógłby pomóc w ustaleniu prawdy. Ja bym się zgodziła na każdą zaproponowaną przez sąd metodę byle tylko zakończyć ten serial, którego końca nie widać. Szkopuł w tym, że przedtem należałoby wnieść odpowiednie zapisy w prawie karnym. Bo w świetle obowiązującego prawa wyniki takich badań nie mogą być brane pod uwagę przez sąd.

 

Dlatego trzeba zmienić przepisy. Oczywiście wyniki takich badań nie zwalniałyby sądu od rzetelnego przeprowadzenia procesu, ale mogłyby go przecież usprawnić i nie trzeba by było w kółko opowiadać tego samego. Powracać do chwil, o których trzeba zapomnieć, żeby normalnie żyć. Może to wszystko co napisałam jest dziecinne. Może nie mam racji. Ale na litość Boską musi znaleźć się coś, co pozwoli to wszystko zakończyć.

Na koniec napiszę jeszcze słowo dla tych, którzy mają zamiar dochodzić przed sądem sprawiedliwości - nie warto!!!



komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017