Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058100
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Poczciwa babcia...

czwartek, 31 maja 2012 5:56

 

Star uszka… babcia, babuleńka to określenie kogoś, kto kojarzy się z jakimś ciepłem i mądrością życiową. I tak przeważnie jest, choć  zdarzają się wyjątki od tej reguły. I nie chodzi tu o babcie – hetery, które trzęsą całą rodziną, a ich złośliwością oraz jadem można byłoby pokryć  wszystkie autostrady budowane na Euro, oczywiście zamiast asfaltu. Początek już mamy. Czyli bywają babcie wspaniałe, paskudne, oraz babcie… złodziejki!


Widok starszej osoby kradnącej w sklepie wprawił mnie w osłupienie. Wychowana w szacunku dla starszych, nie wiedziałam jak się zachować. W Tesco, najpierw przy regale z kawami i herbatami zobaczyłam, że babcia ładuje do szmacianej torby dużą kawę Jacobs i herbatę Lipton. Trzeba przyznać, że miała gust, a raczej smak. Nawet nie rozglądała się za bardzo, po prostu włożyła produkty do torby i odeszła. Zdumiona wodziłam za nią wzrokiem. Potem podeszła do chłodziarek z nabiałem i do tej samej torby włożyła duże masło osełkowe, natomiast do sklepowego koszyka smarowidło – delma.  Potem dołożyła do koszyka kostkę twarogu, a do torby – ser feta. Od chłodziarek przeszła do regału ze słodyczami, a ja za nią. Tam do koszyka włożyła wyrób czekolado podobny, a do torby – czekoladę wedlowską. Gdyby nie mocne osadzenie moich gałek ocznych w oczodołach, wyskoczyłyby pewnie jak dwa ping-pongi. Potem babcia podreptała do kasy, a ja wciąż nie wiedziałam jak zareagować i czy w ogóle zareagować.

 

Okazuje się, ze coraz więcej starszych ludzi kradnie w sklepach samoobsługowych. I nie tylko w sklepach. Czytam, że częstochowscy policjanci zatrzymali w weekend najprawdopodobniej najstarszego polskiego kieszonkowca. 75-letnia kobieta okradła turystkę zwiedzającą sanktuarium na Jasnej Górze. Z kolei jakiś czas temu czytałam artykuł, w którym wypowiadali się ochroniarze jednego z supermarketów na temat starszych ludzi, którzy kradną w sklepach. Podobno jest to już nagminny proceder. Ochroniarze przymykają oko kiedy widzą, że taka starsza osoba schowa za pazuchę bułkę, albo mleko. Pobłażają też zabierającym kilka ziemniaków, bo jak mówią, ci starsi ludzie najpewniej kradną z biedy. Ale zdarzają się przypadki, kiedy starsza, poczciwie wyglądająca osoba kradnie jakiś drobny sprzęt elektroniczny, albo towary spożywcze zaliczane do kategorii – luksusowe. Jeśli zostają przyłapani na tym procederze najczęściej twierdzą, że nie wiedzą jakim cudem ten towar znalazł się w ich kieszeniach, czy też w innych zakamarkach odzienia. Ochroniarze bezsilnie rozkładają ręce i najczęściej odbierają skradziony towar nie wszczynając  całej tej procedury, która obowiązuje w przypadku przyłapania na kradzieży.


Przykre jest to, że w naszym kraju starość najczęściej kojarzy się z biedą i pewnie faktycznie część z tych starszych ludzi kradnie by jakoś przeżyć. Ale weźmy staruszkę, którą widziałam w sklepie. Wyglądało mi to na przemyślane od początku do końca „zakupy” - tanie do koszyka, droższe do torby. Mimo wszystko nie zareagowałam. No bo niby co miałabym zrobić? Krzyczeć, że złodziejka i palcem pokazać na „poczciwą” babuleńkę? Ciekawe czy ktoś by uwierzył. A jeśli nawet, to i tak babcia zawsze może się wykpić amnezją starczą, albo inną przypadłością związaną z wiekiem. I tak na dobrą sprawę nikt takiej babci nie podskoczy, to znaczy nic jej nie zrobi. Wychodzi więc na to, że taka babcia nadal będzie kraść , a wszystko za cichym przyzwoleniem społecznym. No bo i szkodliwość czynu niewielka i kto by tam się chciał szarpać ze staruszką. Nie przystoi…



komentarze (65) | dodaj komentarz

Kontrowersyjny obraz

środa, 30 maja 2012 5:55

Kilka dni temu pisałam o odbiorze sztuki nowoczesnej. Powrócę na chwilę do tego tematu z powodu dyskusji, która wywiązała się na portalu, gdzie czasami udzielam się w ramch tzw. dziennikarstwa obywatelskiego. Ale do rzeczy...


Stowarzyszenie Sztuka Miasta wpadło na pomysł, by ścianę jednej z kamienic w moim mieście ozdobić kopią obrazu Andrzeja Wróblewskiego „Głowa mężczyzny na czerwonym tle." Wywiązała się dyskusja internautów, mieszkańców Gorzowa na temat tego pomysłu. Jak to zwykle bywa – jednym ten obraz się podoba, inni widzieliby w tym miejscu jakiś mural związany z historią Gorzowa. Niby o gustach się nie dyskutuje, ale uważam że mam prawo do własnej opinii. Nie to żebym miała coś przeciwko uznanemu malarzowi, ale obraz mi się nie podoba. Uważam, że jest makabryczny i nie pasuje do miasta, które w swoim logo ma nazwę „Gorzów Przystań.” Jeśli by wziąć to logo dosłownie, bałabym się przystanąć przy takiej ścianie w godzinach wieczornych.:-/ T. Malewicz ze Sztuki Miasta w taki oto sposób uzasadnia decyzję o wyborze tego właśnie obrazu:

 

„Głowa mężczyzny..." to jeden z najbardziej znanych obrazów z kolekcji „Krąg Arsenału" należącej do muzeum i prezentowanej w Spichlerzu przy ul. Fabrycznej. Tak imponującego zbioru polskiego malarstwa współczesnego - który zresztą wciąż się powiększa - nie ma żadna inna placówka! Nowy mural (znaczy się ten obraz – mój przypisek) ma o tym przypominać i jednocześnie reklamować gorzowski skarb.”

 

Mnie te argumenty nie przekują i już! Przepraszam, że niejako wciągam Was w lokalną dyskusję, ale ciekawa jestem Waszego zdania. Czy chcielibyście, powiedzmy otwierając rano okno swojego mieszkania, widzieć naprzeciwko taki obraz/mural?

 


 Źródło: zdjęcie oraz cytat pochodzą z portalu Moje Miasto



komentarze (26) | dodaj komentarz

Niefrasobliwość, a raczej głupota

wtorek, 29 maja 2012 16:07

 

Niedawno wróciłam z pracy. Jestem zdenerwowana i zła …sama na siebie. W związku z kolejnym konkursem fotograficznym miałam w planie sfotografować jeden obiekt niedaleko pracy, przy ruchliwej, głównej ulicy. Stanęłam na chodniku i zaczęłam robić zdjęcia, ale kadr mi nie pasował. Z miejsca, w którym stałam nie mogłam objąć wszystkiego na czym mi zależało. Zaczęłam pomału się cofać, ciągle patrząc w wyświetlacz. Nagle usłyszałam okropny pisk i poczułam, że coś otarło się o mnie. To był samochód osobowy, który jechał tam gdzie powinien jechać, czyli po ulicy. Dopiero wtedy zorientowałam się, że ja też stoję na ulicy. Oj nasłuchałam się od kierowcy, nasłuchałam… I trudno było polemizować z jego emocjami. „Położyłam uszy po sobie” i cała w nerwach wróciłam do domu.


Rozumiem poświęcenie  dla sztuki przez duże „S”, ale żeby aż tak się wyłączyć dla kilku pstryków aparatem? Istna głupota…



komentarze (14) | dodaj komentarz

O rybach i fiordach:)

poniedziałek, 28 maja 2012 17:25

Jeśli ktoś wybiera się w najbliższym czasie do Gorzowa, to zapraszam serdecznie na… rybkę! Trzeba tylko wcześniej dać znać, „cobym” zdążyła ją przygotować. No i radzę się pospieszyć, bo w moim domu mieszkają sami rybożercy, więc zapasy długo nie poleżą. Skąd we mnie taka rozrzutność i chęć częstowania? Już wyjaśniam:)


Narzeczony mojej córki (zapalony wędkarz) wrócił właśnie z norweskich fiordów, na które pojechał w celu łowienia ryb oraz podziwiania nieziemskich widoków. A zaniosło go aż 3 tysiące km od domu, do ośrodka wędkarskiego  Sandland na wyspie Loppa. Ten wyjazd to nagroda jaką zafundował pracodawca dla najlepszych pracowników. Przywiózł z tej wyprawy 15 kg czystej, tzn. odfiletowanej ryby. Przywiózłby więcej, ale ponoć obowiązują jakieś przepisy, które dokładnie określają ilość przewożonych z tamtych akwenów ryb. W każdym razie zamrażarka w moim domu cała „zarybiona” zębaczem, brosmą, dorszem, halibutem i karmazynem.


Lubię rybę w każdej postaci, w tym zupę rybną, jednak najbardziej smakuje mi ryba pieczona w folii. Filety układam na folii dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek, odrobinę soli i pieprzu oraz posypuję delikatnie gotową przyprawą do ryb. Na koniec skrapiam lekko olejem. Szczelnie zawijam każdego fileta, układam w żaroodpornym naczyniu i wkładam na około 30 minut do piekarnika. Odrębnie przygotowuję masełko z wyciśniętym czosnkiem, koperkiem, bazylią i ziołami prowansalskimi. Upieczoną rybę smaruję jeszcze tym masełkiem. Jeśli ktoś lubi, można skropić sokiem z cytryny. Pychotka:)


Zapalony wędkarz użyczył kilka zdjęć z wyprawy. Po ich obejrzeniu, wzrósł mój apetyt nie tylko na rybę, ale również na wyprawę w tamte rejony. I niekoniecznie na połów ryb. Zadowoliłabym się jedynie podziwianiem tych surowych, a jednak pięknych krajobrazów:) Ciekawe czy mój pracodawca przewiduje takie nagrody. Nie to, że zaraz dla najlepszych pracowników, ale dla tych którzy wyrażają taką chęć, czemu nie…?:-D

 

 

 

 

 

 


 



komentarze (22) | dodaj komentarz

Filharmonia Dowcipu:)

niedziela, 27 maja 2012 10:57

 

Zerknęłam na ostatnie wpisy na blogu i trudno nie zauważyć, że w większości są to wpisy związane z kulturą. Relacje z koncertów, wystaw, teatru i dużo zdjęć. Tak się ostatnio złożyło… a przede mną jeszcze w przyszły weekend cykliczna już impreza - Nocny Szlak Kulturalny, Każdego roku nie mogę się doczekać aż zrobi się ciepło. Wtedy w moim mieście dużo się dzieje. Przed każdym weekendem czytam „rozpiskę” i wybieram z propozycji kulturalnych te, które mnie interesują. No a potem ”wrzucam” relacje wraz ze zdjęciami na bloga. Ale przecież po to jest ten blog, zapisuję w nim moje życie dzień, po dniu…


Tyle wstępu, a zarazem tłumaczenia się zaprzyjaźnionym blogowiczom, którym bokiem już wychodzą te wszystkie relacje. Proszę o cierpliwość i wyrozumiałość, bo pewnie jeszcze kilka tego rodzaju wpisów popełnię:)


Dzisiaj „niestety” również relacja z imprezy kulturalnej, ale nie może być inaczej skoro wczoraj przez ponad dwie i pół godziny bawiłam się jak smarkata. Uśmiałam się do łez, co zresztą widać po jakości zamieszczonych fotek. Jak się człowiek śmieje, to trudno utrzymać w bezruchu aparat, a potem ten sam człowiek przegląda zdjęcia w domu i co widzi? Większość poruszona i rozmazana(o_o)


Na temat Waldemara Malickiego i Filharmonii Dowcipu - Live in... czytam same pochlebne opinie. Nie będę więc wyjątkiem i również dołączę do grona zachwyconych spektaklem. Waldemar Malicki dla jednej z lokalnych gazet mówił tak:

 

„To właściwie nie jest koncert. Staramy się angażować obie półkule mózgowe publiczności. Jest więc intelekt, jest zaskoczenie, wartość literacka, aktorska, sceniczna. U nas wszystko jest nieoczywiste. Będzie można usłyszeć nie tylko muzykę klasyczną, ale i popularną muzykę rozrywkową w wykonaniu wybitnych solistów operowych oraz orkiestry symfonicznej.”

 

Zapewniam, że mówił prawdę:) A całość widowiska dopełniał teatr świateł oraz lekkość słowa i wirtuozeria fortepianu jednego z najbardziej wszechstronnych pianistów polskich - Waldemara Malickiego.

 

Nie pokuszę się o wymienienie tytułów utworów, które wczoraj usłyszałam, bo aż taką znawczynią nie jestem. A zresztą zabawa była tak przednia, że kto by tam sobie głowę zawracał tytułami:) Z tych najbardziej znanych, usłyszeliśmy słynną „Carmen” w wersji rockowej, temat z serialu Peter Gunn, czy nastrojowe „Dzieci Sancheza.”

Aktorzy tego widowiska swoje kwestie  odgrywali, czy też wyśpiewywali w różnych dziwnych miejscach z uwzględnieniem desek amfiteatru oraz… drabiny.

 

Polecam ten spektakl każdemu, kto nie lubi muzyki symfonicznej twierdząc, że wiele w niej patosu, zadęcia i powagi. Malicki w Filharmonii Dowcipu nie dość, ze obala ten pogląd, to jeszcze udowadnia, że można się przy niej fantastycznie bawić.


Dodam, że reżyserem widowiska jest Jacek Kęcik, a człowiekiem który ma „na scenie władzę”, a w ręce batutę jest dyrygent, Bernard Chmielarz.

 

Fotki ze spektaklu:)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie wiadomo  kiedy zrobiło się ciemno...

 




komentarze (34) | dodaj komentarz

Jedna z faworytek:)

sobota, 26 maja 2012 17:08

Tydzień temu pisałam o Foto Day w naszym teatrze. Wspominałam o konkursie fotograficznym, który wieńczy każdą tego rodzaju imprezę. Zwycięzców wyłaniają internauci poprzez oddawanie głosów na poszczególne galerie. Swojego faworyta typują również dziennikarze z redakcji mmgorzow.pl. Szczerze mówiąc nie liczyłam na żadną lokatę w tym konkursie, tym bardziej że daleko mi do zdjęć jakie zaprezentowali inni autorzy. Wczoraj około godz. 16 otworzyłam stronkę żeby zobaczyć czyja galeria została faworytem Redakcji. Czytam… jeszcze raz czytam, i kolejny:


„Redakcja miała bardzo duży problem z wybraniem swojego faworyta, bo poziom zdjęć był tak wysoki. Poddaliśmy się po godzinie burzliwych narad i postanowiliśmy wyróżnić autorów galerii, które zrobiły na nas największe wrażenie. Są to:”


I tu Redakcja wymienia 8 galerii, a pośród faworytów znalazła się również moja galeria! Nagrodą dla wszystkich wyróżnionych są podwójne bilety na Filharmonię Dowcipu Waldemara Malickiego. Hmm w myślach czytają, czy co? Bardzo chciałam iść na ten koncert, ale ceny biletów (50, 70, 100 zł) zdecydowanie nie na moją kieszeń. Bilety należało odebrać wczoraj w Redakcji Gazety Lubuskiej. Pojszałm z pewną nutką nieśmiałości, a nuż ktoś przez pomyłkę wcisnął mnie pośród to szacowne grono faworytów…


No nie… napisali szczerą prawdę, żadnej pomyłki nie było. Odebrałam bilety, miałam też okazję porozmawiać na temat mojej galerii. Nie, nie będę powtarzać tego co usłyszałam. Wrodzona skromność mi na to nie pozwałao:-)


Ps. Koncert odbędzie się dzisiaj o godz. 20.


A to są te trzy nagrodzone zdjęcia. Dwa pierwsze to portrety aktorki naszego teatru, Marzeny Wieczorek. Nie fotografowałam jej twarzy, jak to zwykle przy portretach bywa, ale jej odbicie w lustrze:)

 

 

 




komentarze (19) | dodaj komentarz

Czuję bluesa:)

piątek, 25 maja 2012 15:26

 

Rzadko piszę o muzyce, sporadycznie też wstawiam linki do ulubionych zespołów, czy piosenkarzy. Rzadko też odnoszę się do utworów zamieszczanych na innych blogach. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Przede wszystkim  muszę przyznać się do swojej ignorancji muzycznej. Nie znam wokalistów i zespołów, które są na topie. Czasami usłyszę w radiu jakiś utwór, który doczepi się i dźwięczy gdzieś tam w głowie przez pół dnia, a potem cichnie i natychmiast o nim zapominam. Od jakiegoś czasu, najmilszą dla mnie "muzyką" jest absolutna cisza. Poza tym jeśli idzie o gusta muzyczne zatrzymałam się na latach mojej młodości, czyli na latach 70-tych i początku lat 80-tych. Ale jeśli wychowało się na Jimi Hendrixie, Janis Joplin, czy na bluesie Nalepy z zespołem Breakout i wokalu Miry Kubasińskiej,  trudno o muzyków, którzy dorównaliby ich maestrii. Choć może z bluesem nie mam racji. Jest bowiem taka kapela, legenda polskiego blues - rocka, która wciąż koncertuje, wzrusza i wyzwala w słuchaczach niecodzienne emocje. Tą grupą jest Kasa Chorych. Wczoraj koncertowali w Międzyrzeczu (woj. lubuskie). No… takiej okazji nie można było przepuścić. Pojechaliśmy…


Dodam jeszcze, że informacje o koncertach Kasy Chorych mam, że tak powiem z pierwszej ręki:) Tak się cudnie składa, że Michał Kielak „Cielak", najlepsza w Polsce harmonijka ustna, należy do rodu Kielaków, którego genealogię tworzy z pasją Maria (bakhitaa). To dzięki niej bywamy na koncertach, kiedy tylko pojawią się w woj. lubuskim. Miło wspominam nie tylko koncerty, ale również pogaduszki z muzykami już po koncertach. Fantastyczni ludzie, ujmują skromnością i charyzmą, zero gwiazdorzenia.


Wczoraj zagrali w składzie: Michał Kielak „Cielak" - harmonijka ustna, Włodek Dudek- gitara, Marek Szerszyński - gitara basowa, Mirek Wiechnik - perkusja i Jarosław Tioskow - śpiew i gitara.


Słuchajcie, jak oni grają! I nie chodzi tylko o technikę grania, ale o serce które wkładają w to granie. Każdy ich utwór wypełniało uczucie, życie i to coś, co trudno ująć w słowa, a co rozumie każdy, kto umiłował bluesa. Tradycyjnie już po koncercie były pogaduszki. Przez chwilę przeniosłam się czasie do lat wczesnej młodości – do czasów zlotów hippisowskich w Częstochowie i do Jarocina. Ech, to dopiero były czasy…


Kilka fotek z koncertu:)

 

 

 

 

 

 

Na koniec „wrzucam”mój ukochany utwór Kasy Chorych - „Historia o ptaku który odleciał do Boga”

 

 



komentarze (15) | dodaj komentarz

Siła komplementu

środa, 23 maja 2012 22:58

 

  Wczo raj  , wracając z pracy spotkałam znajomą. Nie widziałyśmy się ze 20 lat chyba.  Po zwykłej wymianie uprzejmości, oraz standardowych: Co słychać, co tam u ciebie, jak dzieci itp. znajoma powiedział coś, co nazywamy komplementem. Nie… nie dotyczył wyglądu, ani ciuchów. Doceniła coś, co kosztowało mnie dużo pracy, a z czego ja również jestem dumna. Miło, że ktoś zauważa i docenia – pomyślałam.


Prawienie komplementów. Temat pozornie błahy, błahym jednak nie jest, bo siła komplementów czasami potrafi zdziałać cuda.  Byle były szczere i nie „ocierały” się o pochlebstwo. Lubię mówić  ludziom miłe słowa, zwłaszcza, że prawie w każdym człowieku  znajduje się coś wartego komplementowania. Trzeba tylko zauważyć i  docenić… Oczywiście nie mówię łysemu facetowi, że ma piękną bujną czuprynę, a kobiecie ze znaczną nadwagą, że ma talię osy, bo to byłoby oczywistą nieprawdą, ale jeśli ten łysy facet pięknie śpiewa, a kobieta z nadwagą dzierga cudne swetry, warto to ciepłym słowem docenić:)


Wychowując swoje, dzisiaj już dorosłe dzieci, nigdy nie skąpiłam komplementów. A obserwując ich reakcję, wiedziałam, że czasami komplement powiedziany troszkę na wyrost, mobilizował ich do jeszcze większej pracy, jakby chcieli powiedzieć – zobacz mamo, miałaś rację doceniając nas… Nie posiadam wykształcenia pedagogicznego, ale ten brak wykształcenia  zastępowałam intuicją  wspomaganą różnymi publikacjami książkowymi. Z tamtego okresu zapamiętałam zwłaszcza jedną historię, która była dla mnie takim wspomagaczem w chwilach, kiedy wątpiłam w swoje metody wychowawcze. Nie pamiętam autora, ani gdzie to przeczytałam, niemniej postaram się w kilku słowach ją odtworzyć.


Pięcioletnia dziewczynka śpiewała w chórze kościelnym. Miała piękny głos i wróżono jej wielką karierę. Widząc potrzebę profesjonalnego kształcenia głosu córki, rodzice posłali ją na lekcję śpiewu do znanego nauczyciela.  Profesor był perfekcjonistą wymagającym ciągłego doskonalenia. Zawsze kiedy dziewczynka fałszowała lub popełniała błędy rytmiczne, poprawiał ją i pouczał. Z biegiem czasu jej uwielbienie dla pedagoga przerodziło się w miłość i mimo znacznej różnicy wieku – pobrali się. Mąż nadal kształcił jej głos, pouczał i poprawiał lecz nie był już tak piękny i naturalny jak kiedyś. Jej śpiew stał się wysilony, intonacja straciła klarowność, a przede wszystkim brak było w nim emocji. Propozycje występów były coraz rzadsze, aż wreszcie przestały napływać. Wkrótce mąż – nauczyciel umarł.  Przez kilka następnych lat wdowa nie śpiewała lub śpiewała bardzo niewiele. Jej talent marnował się do czasu, gdy zainteresował się nią bogaty handlowiec. Gdy nuciła pod nosem jakąś melodię, zachwycał się pięknem jej głosu i zachęcał do śpiewu: Śpiewaj kochana, masz najpiękniejszy głos na świecie. Jak łatwo się domyśleć, odzyskała pewność siebie i wróciła do śpiewu. Zaczęły napływać propozycje i zaproszenia.


Niektórzy twierdzą, że komplementy to tylko „rytmiczne wstrząsanie powietrza,” ale to co zrobił ten handlowiec było szczere, uczciwe i jak się okazało bardzo potrzebne. W rzeczywistości szczery komplement jest jedną z najskuteczniejszych form uczenia i kształtowania motywacji.  Być może jest to wstrząsanie powietrza, ależ ile w tym powietrzu cennych i pożytecznych wibracji….




komentarze (21) | dodaj komentarz

Uff jak gorąco:)

wtorek, 22 maja 2012 18:42

 

Raptem drugi dzień pięknej, słonecznej pogody, a z kim bym nie rozmawiała, każdy narzeka, że za gorąco… Ja na to gorąco czekałam całą zimę i wczesną wiosnę. Jeszcze tydzień temu zdarzało się ubrać kurtkę, żeby nie zmarznąć w drodze do pracy. A teraz cudnie jest: Ubieram kiecę i lecę:-] Jak ja lubię ciepełko. Faktem jest, że jak zbyt długo utrzymują się takie wysokie temperatury to padam jak mucha. Nie mam na nic siły, jestem osłabiona i prędko się męczę. Jednym słowem podczas długotrwale utrzymujących się upałów następuje zmęczenie materiału;-(


Dzisiaj okazało się, że jestem wytrzymalsza na ciepło niż… szyny tramwajowe. Mnie ciepło jeszcze nie przeszkadza, a szynom przeszkadza, i to bardzo. Po wyjściu z pracy zobaczyłam w samym centrum miasta spory odcinek wybrzuszonej szyny tramwajowej, na wysokość około pół metra nad ziemią. Według rzecznika Miejskiego Zakładu Komunikacji przyczyną wybrzuszenia była najprawdopodobniej wysoka temperatura. Pierwszy raz coś takiego widziałam i pewnie nie tylko ja, bo wokół torów tramwajowych zebrała się spora grupka ludzi i każdy pstrykał fotki czym miał, przeważnie telefonem komórkowym. Boję się myśleć co to będzie, jak zacznie przypiekać na dobre, bo może się okazać, że nastąpi paraliż komunikacyjny.


Oj Krychna, ty zawsze sama sobie stwarzasz problemy. Nie ma co się martwić na zapas, tylko trzeba się cieszyć, że łaskawe słoneczko świeci na tyle mocno, że można  wygrzewać swoje stare kości, ot co!:-)

 

Oczywiście też miałam przy sobie aparat:)

 

 




komentarze (25) | dodaj komentarz

Czy sztuka współczesna musi być niezrozumiała?

poniedziałek, 21 maja 2012 17:48

Nie jestem, właściwie nigdy nie byłam jakąś szczególną znawczynią sztuki. Wprawdzie bywam na wystawach i to nawet często, ale samo bywanie nie upoważnia mnie do wydawania kategorycznych opinii na temat sztuki. Coś mi się podoba, a coś nie podoba, ot i całe moje znawstwo. Co innego, gdybym posiadała chociaż podstawy wiedzy na temat historii sztuki, o tak wtedy mogłabym się wymądrzać do woli. Podstaw wprawdzie nie posiadam, ale po przeczytaniu w jednym z artykułów na temat malarstwa zdania, że odbiór sztuki polega na WIdzeniu, a nie WIEdzeniu, z lekką nutką nieśmiałości zamierzam napisać kilka słów o odbiorze sztuki współczesnej.

 

Powodem podjęcia tego tematu jest wystawa, którą obejrzałam z piątku na sobotę w gorzowskim muzeum – spichlerzu. Wiele prac wzbudzało we mnie jakieś tam emocje. Jedne więcej, inne mniej, ale trafiłam na kilka obrazów, które nie wzbudziły żadnych emocji, ani doznań artystycznych. Poczułam się oszukana przez autora, oraz przez tych wszystkich krytyków, którzy pieją na widok czegoś takiego, nazywają to sztuką i wieszają w galeriach, czy innych wnętrzach do tego celu przeznaczonych. Jakby tego jeszcze było mało, jak mantrę powtarzają nazwisko twórcy tak długo, aż owo nazwisko obiegnie cały kraj, a właściwie wszystkie większe galerie w kraju, by na koniec zostać wielce uznanym nazwiskiem.

 

Żeby nie być gołosłowną wstawiam zdjęcia obrazów.

 


Obraz pierwszy. Długo zastanawiałam się co przedstawia to płótno, na które artysta nakładł grubo białej olejnej farby, a do tego powyrywał w płótnie dziury. Na swoją wyobraźnię raczej nie narzekam, ale pomimo usilnych starań nie mogłam  się zdecydować co to właściwie jest. Na koniec, żeby skrócić  swoją katorgę przeczytałam przywieszkę, na której był tytuł obrazu oraz autor. Nigdy bym nie zgadła! Obraz zatytułowany jest…” Ukrzyżowanie”!

 

Kolejny, tego samego autora nosi tytuł „Ukrzyżowany u św. Anny” ?!

 


 

Co innego malowanie samemu sobie, albo malowanie obrazu, który mamy zamiar ofiarować cioci z okazji imienin. Jednak obrazom, które wiszą w galeriach, czy muzeach , jakby z założenia przypisujemy rangę sztuki przez duże „S” Moim zdaniem tym obrazom do takiej rangi daleko…

 

Kiedyś byłam na wystawie, na której wisiały podobne obrazy. Osoba, która przedstawiała artystę oraz prezentowała jego dorobek oznajmiła, że prace powstały w wyniku pogardy dla konwencjonalnych metod malarskich. Pomyślałam, że nie jestem gorsza i również mam prawo do pogardy. Wyszłam z wystawy zanim zakończyło się przedstawianie.


Bardzo często kiedy słyszę zachwyty krytyków sztuki na widok podobnych jak na tych zdjęciach obrazów, albo jakiejś bardzo modnej obecnie instalacji, która w zamyśle miała być artystyczna, mam ochotę głośno powiedzieć: Król jest nagi, drodzy państwo, po prostu nagi i zachwytami go nie przyodziejecie.



komentarze (26) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017