Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 287 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156339
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Filiżanka małej czarnej

niedziela, 29 czerwca 2014 13:28

Noc_muzeĂłw 047.jpg

 

Wprawdzie piszę z lekkim opóźnieniem, ale warto wspomnieć o tegorocznej Nocy Muzeów w Gorzowie. W tym roku przestrzenią wystawienniczą zawładnęła… kawa i wszystko co z kawą związane. Głównie cudne, zabytkowe młynki do kawy z prywatnej kolekcji państwa Grażyny i Waldemara Wasiluków. Ale też unikatowe serwisy do podawania, kawy, oraz naczynia do palenia, czy parzenia kawy. Oczywiście była też degustacja.

 

Noc_muzeĂłw 012.jpg

 

Noc_muzeĂłw 008.jpg

 

Wielu zwiedzających (zwłaszcza dzieci) zatrzymywali się na dłużej przy sklepie kolonialnym z zabytkową ladą wyprodukowaną we Wrocławiu w latach 30-tych ubiegłego wieku, wagą, kasą oraz innymi zabytkowymi przedmiotami. Na przykład maszynkami do wyrabiania śmietany oraz lodów.

 

Kręciłam się po muzeum, to tu, to tam, degustowałam, oglądałam, podpatrywałam. Na dłużej zatrzymałam się przy pani Ewie Jankowskiej z Poznania, by obejrzeć tradycyjny sposób palenia ziaren kawy. Pani Ewa o kawie mogłaby w nieskończoność:) Czy wiecie, że kupując kawę w ziarnach można trafić na… śrut? Plantacje kawy w Gwatemali i Kolumbii upodobały sobie papużki faliste, które rozsmakowały się w ziarnach kawy. Na nic zdaje się przykrywanie plantacji siatkami, i tak dobierają się do ziaren. Dlatego też plantatorzy otrzymali zgodę na strzelanie do papug ze śrutu. Czasami trafiają w ziarna kawy…

 

Noc_muzeĂłw 077.jpg

 

Jedną z atrakcji wieczoru była możliwość zmielenia sobie kawy w wielgaśnym zabytkowym młynku. Podjęłam się tego zadania:) Łatwo nie było. Kręciłam korbą, i kręciłam…. Zmieniałam obolałe ręce, a zmielonej kawy nie przybywało. Ciężka praca, w sam raz dla kogoś, kto chciałby sobie wyrzeźbić bicepsy:) Na koniec udało się zmielić kawy na dwie porcje, ależ ona smakowała! Zupełnie inny smak niźli mielona w młynku elektrycznym.

 

Noc_muzeĂłw 040.jpg

 

Lubię kawę, dzień bez filiżanki, a raczej kubka kawy, jest dniem straconym. Jednak nie zastanawiałam się nigdy nad jej historią I pomyśleć, że do Polski dotarła dopiero pod koniec XVII wieku. Jej miłośnikami byli wówczas m.in. Jan III Sobieski i Bohdan Chmielnicki, jednakże powszechnie nowy napój uznawano za niezbyt smaczny, tudzież szkodliwy. Na początku XVIII wieku  znalazła się w podręcznikach medycznych jako specyfik na schorzenia przewodu pokarmowego. Kawa była początkowo napojem elitarnym, niemniej od XVIII wieku stała się bardziej popularna i łatwiej dostępna. Początkowo kawę pito na wzór wschodni, czyli bez jakichkolwiek dodatków. Szybko zaczęto jednak dodawać m.in. mleko, słodką śmietanę, cukier, czy nawet(!) sól.

 

Noc_muzeĂłw 102.jpg

 

Noc_muzeĂłw 018.jpg

 

Dosyć wymądrzania, o historii kawy dużo można znaleźć w necie, kto chce – poczyta:) Zostawiam Was ze zdjęciami z wystawy, a sama lecę zaparzyć kubek kawy. Drugi dzisiaj zresztą…:)

 

Noc_muzeĂłw 035.jpg



komentarze (35) | dodaj komentarz

Bracia mniejsi

środa, 25 czerwca 2014 19:39

B_ki 006.jpg

 

Ostatnio dużo dzieje się w polityce, tyle że po okresie blisko miesięcznej laby, podczas której świadomie zrezygnowałam z internetu, TV, radia i gazet – mam to wszystko w głębokim poważaniu. Nie poznaję siebie. Zawsze jak tylko wyszła na jaw jakaś afera, albo mówiło się głośno o nieprawidłowościach, miałam potrzebę „wywalenia” z siebie emocji, które mną targały. A teraz? A teraz mam wrażenie, że to wszystko dzieje się za grubą szybą. Niby widzę, ale niewyraźnie, a co najważniejsze nie słyszę. Dobrze mi z tym… Przecież jest tyle naprawdę ciekawych, porywających tematów, choćby ukochane przeze mnie ptaszęta.

 

DziwnĂłwek 017.jpg

 

„Gdyby ludzie więcej czytali o życiu ptaków, dowiedzieliby się, jak żyć nie martwiąc się zanadto, ciesząc się każdą dobrą chwilą, kiedy życie ciśnie mniej niż zwykle”.

 

DziwnĂłwek 341.jpg

 

Będzie więc o ptakach. Jestem po lekturze niezmiernie interesującej rozmowy z doktorem Andrzejem Kruszewiczem opublikowanej w Tygodniku Powszechnym. Pan Andrzej jest ornitologiem, dyrektorem Miejskiego Ogrodu Zoologicznego w Warszawie. Kilka lat temu założył w zoo Azyl dla Ptaków, w którym rocznie pomaga się około dwóm tysiącom ptaków. Jest również autorem dwutomowego atlasu "Ptaki Polski".

 

DziwnĂłwek 444.jpg

 

Uganiając się za ptakami, albo fotografując je, wiele razy mamrotałam sobie pod nosem, że ptaki i ludzie mają wiele wspólnego. Okazuje się, że miałam rację. Pan Andrzej potwierdza to moje „mamrotanie”. A ponieważ jest w swojej dziedzinie autorytetem, przyjmuję jego spostrzeżenia bez żadnych wątpliwości. Mówi między innymi, że ludzi zmieniła cywilizacja i kultura, a ptaki wciąż przedstawiają sobą czyste, żywe charaktery, często nawet charakterki - np. zachowania kosów potrafią być nasycone emocjami, niemal teatralne, a życiowe perypetie pełne napięcia. Zdarzają się zdrady, sentymentalne powroty, nawet gwałty zbiorowe, samice porzucają partnerów po wychowaniu młodych, by związać się z kimś innym i zająć się następnym lęgiem. Z kolei od wróbla możemy nauczyć się sprytu i zaradności.

 

DziwnĂłwek 826.jpg

 

Dalej mówi, że obserwując zwierzęta, szybciej zrozumiemy, skąd nam się wzięły niektóre zachowania i atawizmy, a jest ich więcej, niż nam się wydaje, bo wszystko, w co nas wyposażyła natura, pochodzi ze świata zwierząt, tyle że nie zawsze potrafimy to zauważyć. Włożyliśmy przecież sporo wysiłku, by się od swoich mniejszych braci odciąć. Prawie straciliśmy węch, zastępując powonienie innymi zmysłami i zwalczając swój naturalny zapach, a ssaki żyją przede wszystkim w świecie zapachów. Podobnie jest ze słuchem, tymczasem np. mewy albo pingwiny potrafią rozpoznać piski swoich piskląt pośród stu tysięcy par lęgowych znajdujących się na klifie skalnym.

 

DziwnĂłwek 836.jpg

 

Od czasu kiedy połknęłam ptasiego bakcyla dużo czytam o ptakach, a o każdym sfotografowanym egzemplarzu mogłabym opowiadać godzinami, tyle że słuchaczy brak:)))

 

DziwnĂłwek 994.jpg

 

DziwnĂłwek 1029.jpg

 

Skorzystam więc niejako z okazji i krótko opiszę ostatnią ptasią przygodę. Podczas mojego pobytu nad morzem byłam świadkiem takiej sytuacji. Idąc szeroką ścieżką przez las spostrzegłam, że obok sosny coś rusza się w trawie. Podeszłam cichutko bliżej i zobaczyłam nieporadnego pisklaka dzięcioła, który próbował wgramolić się na sosnę. Niestety nie mam dobrych zdjęć z pierwszego wejścia malucha na drzewo. Zaczął padać deszcz, więc cały czas przecierałam obiektyw chusteczką. Stałam pod tym drzewem jak słup soli czekając co będzie dalej oraz z nadzieją, że deszcz przestanie padać. Maluch wdrapał się wysoko i stał spokojnie. Po jakimś czasie zauważyłam dorosłego dzięcioła, który mocno zaniepokojony przysiadywał na pobliskich drzewach. Na koniec podfrunął do malucha, chwycił dziobem jego kark i przeniósł na inne drzewo, które okalały gęste zarośla. A jakże podążyłam za nimi. Zapomniałam, że u wejścia do lasu stała tablica ostrzegająca przed kleszczami. Po kolejnej godzinie przestał padać deszcz i kilka fotek ustrzeliłam. Wieczorem spostrzegłam, że do nogi przyczepił się kleszcz. Szczęśliwie udało się go w całości wyciągnąć…

 

DziwnĂłwek 287.jpg

 

DziwnĂłwek 308.jpg

 

Mogłabym dalej przynudzać jak to czekałam aż zwinna jaskółeczka raczy przysiąść żebym mogła strzelić fotkę, albo o tym jak „podchodziłam” sójkę, czy też o tym jak zwiał mi dorodny okaz kolorowego ptaszyska. Do tej pory nie wiem co to był za ptak. Liczyłam na to, że po sfotografowaniu poszukam w necie, ale ten sobie ze mnie zakpił. Przeleciał z prędkością błyskawicy tuż nad moją głową i tyle go widziałam. No dobra, koniec przynudzania:)

 

Wiem, ze moje zdjęcia nie są najlepszej jakości, bo do fotografowania ptaków nie wystarczy taki zwykły aparat. Aby zmniejszyć dystans dzielący nas od ptaka potrzebne długie, jasne obiektywy, luneta, itp. Niemniej cieszę się z tego co mam. Najważniejsze, że podglądanie ptaków sprawia mi dziką radość, a jednocześnie „zmusza” do pogłębiania swojej wiedzy o naszych braciach mniejszych.



komentarze (29) | dodaj komentarz

Zatęskniłam...

sobota, 21 czerwca 2014 22:21

 

Ło matulu! Nie podlewałam swojego poletka przez ponad półtora miesiąca. Wszystko uschło… głucho i pusto…  

 

No cóż, odpoczęłam, zdystansowałam się, a na deser zostałam częściowo naprawiona i… zatęskniłam za grafomańskim spisywaniem kawałeczków swojego życia, oraz oczywiście za Wami – zaprzyjaźnionymi Blogowiczami:)

 

No to lecimy:

Moje nudnawe raczej życie zostało postawione na głowie pod koniec maja. Wtedy to, wyjechałam po raz pierwszy do sanatorium. Nad morze nasze piękne zresztą. Żebym to ja wcześniej wiedziała, że tak można…  Intensywne zabiegi, pyszne jedzenie, fajni (poza wyjątkami) ludzie, łaskawe słoneczko – czegóż więcej trzeba. Wróciłam w o wiele lepszej kondycji fizycznej, wypoczęta i z lekka opalona:) Teraz to dopiero mogę szpanować, a co!:)

 

Codziennie od godziny 9, do 15,30 moim kręgosłupem zajmowali się specjaliści, a zadaniem Krychny było jedynie wstawiać się w różnych gabinetach na ustaloną w harmonogramie godzinę. Po około 2 tygodniach byłam tak zmęczona, że wychodząc z gimnastyki powiedziałam swojemu odbiciu w lustrze… dzień dobry. Oczywiście prędko się zreflektowałam, że mówię do swojej cielesnej powłoki, ale jakby nie patrzeć kompromitujące moją poczytalność słowa padły…

 

I co by tu jeszcze… A już wiem. Znajomi pytają jak tam życie towarzyskie, czy te wszystkie opowieści o damsko – męskich „znajomościach” są prawdziwe. No cóż, myślę, że są mocno przereklamowane, a może tylko ja tak trafiłam. Owszem, zawiązały się jakieś może ze dwie, albo trzy parki, ale żeby było to zjawisko powszechne i nagminne? Nie było…

 

Jeśli idzie o mnie… Hmmm znalazłam bratnią duszę. Naprawdę! TEN mężczyzna był niesamowity. Mogłabym przegadać z nim dzień i noc. O czym? O poezji, fotografowaniu, ptakach, roślinach, czyli o wszystkim czym się pasjonuję. I na tym koniec jakby ktoś, coś chciał dopowiedzieć. Bo ten oto ideał jest również wspaniałym mężem. Nie, nie mężem stanu. Dopiero po powrocie dorwałam się do internetu , który to prześwietli każdą istotę ludzką. I co się okazało? Ano to, że ów PAN jest wielce zasłużonym profesorem, doktorem nauk, członkiem Literatów Polskich i w ogóle prościej byłoby napisać, kim nie jest. Poza wszystkim niezmiernie czarujący człowiek, o cudnym głosie.

 

I na tym zakończę, te pensjonarskie piania, rzeczywistość wzywa. W poniedziałek pora wracać do pracy. Ciężko będzie po tak długiej labie… Nie obiecuję, że powrócę do systematycznego blogowania. Dostałam dwie ciekawe propozycje związane z pisaniem, które pewnie zabiorą mi dużą część wolnego czasu, ale postanowiłam spróbować. Więcej napiszę jak sprawa „wypali”. No i jeszcze fotki – moja niczym nie zmącona miłość… Nadal  się uczę. Obfotografowałam nasz Bałtyk w różnych odsłonach. Piękny bywa….

 

Pozdrawiam serdecznie Czytelników:)

 

blog.jpg

 

blog1.jpg

 

blog2.jpg

 

blog3.jpg

 

blog4.jpg

 

blog5.jpg

 

blog6.jpg



komentarze (24) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017