Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058111
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Zdjęcia

piątek, 30 lipca 2010 19:17

Lubię oglądać zdjęcia starego G. Wczoraj znajoma z pracy przyniosła mi płytkę z nagranymi zdjęciami starego G. Ktoś ze znajomych pisał pracę magisterską na ten temat. A ponieważ czasami rozmawiamy o tym, jak nasze miasto się zmienia, pomyślała, że zrobi mi niespodziankę. Zrobiła! I to jaką! Wrzucam kilka fotek:) Jeśli Wam się spodobają, to czasami wrzucę coś jeszcze na bloga.
Dodam,że autorem pierwszego zdjęcia jest K. Mazur. Natomiast autorów dwóch następnych zdjęć nie znam:(
Ul. Strzelecka dworzec autobusowy.




Może ktoś pamięta dlaczego ten piękny budynek został wyburzony? Szkoda...




Wenecja:)



komentarze (6) | dodaj komentarz

Krótko...

czwartek, 29 lipca 2010 5:59
 

Synek wyjechał i trochę pusto zrobiło się w domu...Niby powinnam przywyknąć bo przecież nie ma go w domu od kilku lat, ale zawsze jak wyjeżdża ściska gdzieś w żołądku i piecze pod powiekami. No cóż, taka kolej rzeczy, dzieci w końcu kiedyś muszą się usamodzielnić i żyć własnym życiem. Córka codziennie roznosi CV-ki i ani widu, ani słychu o pracy. Wiemy, że trzeba się uzbroić w cierpliwość, jednak tej cierpliwości chwilami brakuje. Na razie nikt się nie odezwał. Zobaczymy...

Wrzucam ten króciutki wpis rano, bo po pracy zanoszę laptopa do prokuratury. Chodzi o ściągnięcie tych danych z dysku, na które zgodziłam się w sądzie. Termin uzgodniłam wczoraj telefonicznie. Facet powiedział, że jak przyniosę w czwartek to będę mogła odebrać go w piątek około godz. 15. Zależało mi żeby mieć laptopa w domu na weekend.


Ps. Wrzuciłam na bloga nową galerię pt. Dania:)



komentarze (7) | dodaj komentarz

Kilka słów o duńskich cmentarzach...

środa, 28 lipca 2010 15:35

 

Nie chciałabym Was zanudzać moimi wrażeniami przywiezionymi z Danii, ale jest jeszcze co najmniej jedna rzecz, o której muszę koniecznie napisać. Wracając z sobotniego pikniku zatrzymaliśmy się przy niewielkim kościółku ewangelickim, otoczonym cmentarzem.

 

Po raz pierwszy zobaczyłam cmentarz inny niż nasze, katolickie cmentarze. Oczywiście nie liczę tych zabytkowych, na których od lat nie prowadzi się pochówków. Co mnie zadziwiło? Cmentarz bardziej przypominał park niż miejsce spoczynku zmarłych. Pełno zielonych krzewów, kolorowych kwiatów, czyściutko i spokojnie.




  


Spacerując alejkami wysadzanymi poprzycinanymi krzewami i zadbanymi drzewami przyglądałam się grobom. Są zupełnie inne niż nasze. Oddzielone są od siebie niskim żywopłotem zielonej tui. Na mogile ustawiony jest kamień informujący o dacie urodzenia i zgonu, posadzony mały ozdobny krzew, na niektórych wsadzone letnie kwiaty. Można też zobaczyć kamienne pojemniki na wodę dla ptaków. Poszczególne groby przypominają małe zadbane ogródki. Wszystko razem robi niesamowite wrażenie. Odnaleźliśmy również polski akcent, katolicki grób z wyrytym na kamieniu krzyżem informował, że pochowani tam zostali Helga i Stanisław Czechowscy.


  


Na cmentarzu znajduje się również pomnik przedstawiający kobietę z dzieckiem na rękach, z twarzą skierowaną w kierunku morza. Pomnik symbolizuje bliskich oczekujących na powrót marynarzy. Wokół, w formie łuku ustawiony jest mur z przyczepionymi tablicami, na których uwiecznione są nazwiska marynarzy, którzy zginęli na morzu.



 

Po powrocie do domu zaczęłam szperać jak wygląda od strony prawnej zarządzanie cmentarzami. Byłam ciekawa kto za to płaci i jakie koszty ponosi rodzina zmarłego na utrzymanie miejsca pochówku. Okazuje się, że koszty prowadzenia kościołów i cmentarzy parafialnych pokrywają członkowie Duńskiego Kościoła Narodowego, płacąc podatek kościelny w wysokości 0,8 % od opodatkowanej części poborów. Kościoły i cmentarze nie podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Nie płaci się również gminnego podatku gruntowego od gruntu przeznaczonego do celów religijnych. Ponadto państwo przyznaje kościołowi każdego roku tzw. dotację jednorazową, lub zwraca 12 % udokumentowanych wydatków. Można? Można!

Zaciekawiło mnie również jak w Danii wygląda ceremonia pogrzebowa. Jest podobnie, a jednak troszeczkę inaczej. Zmarłego nie odprowadza się na cmentarz. Żegna się go w domu pogrzebowym, gdy jest w trumnie. Rodzina udaje się na stypę gdzie podawana jest kawa i ciasto. Po spotkaniu przy kawie, najbliżsi wracają do grobu, który w międzyczasie zostaje zasypany i przystrojony kwiatami przeniesionymi z kościoła przez administrację cmentarza.
Do rodziny zmarłego należy tylko zamówienie kamienia-tablicy i ustawienie go na grobie.

Chciałabym bardzo żeby i nas tak właśnie wyglądały cmentarze.

 



komentarze (9) | dodaj komentarz

...jak za dawnych lat?

wtorek, 27 lipca 2010 10:43

 

Wszystko co dobre...i tak dalej. Dzisiaj ostatni dzień urlopu, dzisiaj też synalek:) wraca do Anglii, a mnie ogarnia jakaś nostalgia, zamyślenie i jeszcze coś, czego nie potrafię określić...

Tyle się ostatnio w moim życiu dzieje:) Jeśli sama bym nie widziała zmiany na lepsze, to uświadomił mi to jeden komentarz znajomej pod fotką na NK „ widać, że w końcu jesteś sobą jak za dawnych lat". I coś w tym jest...Próbowałam sobie przypomnieć jaka byłam kiedyś „za dawnych lat". Na pewno było we mnie więcej optymizmu, radości i duuużo z dziecka. Byłam ufna i uwielbiałam szczeniackie wygłupy. Potem było źle, bardzo źle, ale chyba to złe pomału się kończy:) Widzę to wyraźnie oglądając zdjęcia, które robił mi Bodek w Danii. Na większości z nich jestem uśmiechnięta i nie widać już smutku i napięcia, a nawet powróciła chęć na szczeniackie wygłupy. Na dowód przedstawiam fotkę zrobioną przy klasztorze w Esrum:)

  


Kilka słów o samym zabytkowym klasztorze. Opactwo cystersów w Erum położone jest na północy wyspy Zenlandia pomiędzy jeziorem Esrum, a cieśniną Sund. Klasztor został założony w latach 40-tych XII w. przez biskupa Eskila z Lundu i pierwotnie był siedzibą benedyktynów. W 1153 r. klasztor przejęli sprowadzeni z Francji cystersi. Wtedy też opactwo stało się bogato uposażonym ośrodkiem kulturalno-gospodarczym tej części Europy. Pożary pierwotnych zabudowań w 1194 i 1204 przyczyniły się do gruntownej odbudowy. Świetność opactwa bezpowrotnie skończyła się z nadejściem reformacji w 1536. Wprawdzie klasztor funkcjonował jeszcze do 1559 r. ale po tym okresie został prawie doszczętnie rozebrany, a cegłę przeznaczono do rozbudowy pobliskiego zamku Kronborg. Pozostały jedynie zabudowania gospodarcze, które były używane przez królów Danii do polowań. Od 1716 r. w części zabudowań poklasztornych stacjonowały 3 kompanie dragonów, ale w 1732 r. i te budynki zostały rozebrane. Później zabudowania klasztorne były użytkowane przez administrację, a w 1931 r. przekazane zostały duńskiemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych
. Obecnie znajduje się tutaj muzeum. Naumiałam się trochę, a co! :) Kilka fotek...





 



komentarze (6) | dodaj komentarz

Kartka z podróży:)

poniedziałek, 26 lipca 2010 18:10


Już jestem i witam serdecznie moich kochanych tumibywalców. Ostatnie dni przysporzyły mi tyle wrażeń i emocji, że trudno to wszystko na razie ogarnąć. Po raz pierwszy w życiu odbyłam tak daleką podróż (ponad 900 km). Dzięki wielkiemu sercu BodyMagów udało mi się zwiedzić Danię. Z wyprawy przywiozłam ponad 1500 zdjęć i głowę pełną niesamowitych obrazów:) Dzisiaj napiszę jedynie o moich wrażeniach. Z wielkim zaciekawieniem oglądałam i podglądałam ludzi i miejsca. Zwiedziliśmy wiele zamków, pałaców, kościołów, ruin, a nawet wybudowany ponad 1000 lat temu klasztor cystersów. Jednak, żeby opowiedzieć o tych miejscach muszę trochę poczytać o ich historii, bo szczerze mówiąc jestem zieloniutka. Po prostu nigdy nie interesowałam się jakoś szczególnie tym krajem. A jest on bardzo ciekawy.


Jeśli idzie o warunki geograficzne, to zadziwiają fiordy, jeziora, cieśniny, porty na statki, porty na jachty, pagórkowate ukształtowany teren porośnięty wiekowymi lasami. Na rozległych pastwiskach dosłownie co krok widać konie, owce i krowy. Widok sielski - anielski.


  




Architektura. Przeważają maleńkie bajkowo kolorowe domki zbudowane z muru pruskiego kryte strzechą. Zabawnie wyglądają wszelkiego rodzaju krzywizny. Chodzi o to, że często okna i drzwi są tak powykrzywiane jakby malowała je niewprawna ręka małego dziecka:)



 
Inną sprawą są okna. Niesamowite. Na parapetach powystawiane są przeróżne rzecz. A więc fajansowe figurki, stateczki, świeczniki, ozdobne pojemniki kuchenne i wiele różnych cudeniek. Jak zobaczyłam pierwsze takie okno powiedziałam do Bodka - tam chyba jest sklep. Dopiero wyjaśnił mi, że tam jest po prostu taki zwyczaj. W rzadko którym oknie są firanki. Odnosi się wrażenie, że mieszkańcy tych domków mówią - a zaglądajcie sobie, nie mam nic do ukrycia.






Prawie przy każdym domku rosną wysokie malwy i krzewy róż. Wszystko razem tworzy kompozycję żywcem wyjętą z jakiejś bogato ilustrowanej książki z bajkami lub baśniami.

 

Ludzie. Przez cały pobyt nie spotkałam tam choćby jednej nieuprzejmej osoby. Mijający się ludzie uśmiechają się do siebie i przyjaźnie pozdrawiają. Duże wrażenie zrobili na mnie starsi ludzie jadący na rowerach. Rower, oprócz samochodu jest tam podstawowym środkiem komunikacji.

Zwraca uwagę dużo miejsc parkingowych i miejsc przeznaczonych na piknik. W ostatni wieczór zrobiliśmy sobie piknik nad wodą.




Kilka kroków dalej był plac zabaw, a wokół niego stoliki i ławeczki. Tuż przy nich stoją zamontowane na stałe grille. I nikt tego nie dewastuje, nie kradnie. Po prostu inny kraj, inna kultura, inni ludzie:) Tyle jeszcze chciałabym napisać o tym co mnie zachwyciło, zaskoczyło i zdumiało, ale nie da się tego zrobić w jednym wpisie:).

Odrębną rzeczą są wszystkie zabytkowe miejsca, w których byłam, a które wymuszają szacunek i respekt dla historii. O tym też chciałabym napisać, ale żeby pisać muszę się jeszcze trochę dokształcić:) Z miejsc, które zwiedzaliśmy przywieźliśmy dużo folderów, niestety wszystkie w języku Duńskim (a w jakim miałyby być?) w końcu byliśmy w Danii:)

Podsumowując napiszę tylko, że podróż tą śmiało mogę określić - podróżą mojego dłuuugiego już życia:).



komentarze (8) | dodaj komentarz

Kobieta po 50-ce

środa, 21 lipca 2010 10:42

Czy macie wśród swoich znajomych kobiety, powiedzmy takich po 50-ce, którym sens życia nadaje wieczne narzekanie? Ja mam! Wysłuchuję tych narzekań i często odnoszę wrażenie, że jestem jakimś tworem z innej planety nijak nie przystającym do większości kobiet w tym wieku. Na podstawie tych narzekań i własnych obserwacji „namalowałam" sobie portret statystycznej kobiety zdrowo po 50-ce. Pomimo mojego braku zdolności plastycznych nie było to trudne bo w zasadzie pewne elementy powtarzają się. A wygląda to mniej więcej tak.

 

Kobiety po 50-ce mają wysokie mniemanie o sobie. Wydaje im się, że są bardzo ważne, bo dopiero co odchowały dzieci, a one usamodzielniły się i poszły do pracy. Z tego też względu zaczynają szukać nowego celu w życiu, a ponieważ przez całe życie niewiele dla siebie robiły nie potrafią go znaleźć. W pracy narzekają na młodych - że młode wilki, że dostają podwyżki, że awansują. Zaczyna się w nich kumulować wściekłość na cały świat. Zaczynają siebie postrzegać jako osoby pokrzywdzone przez los. Z tego też powodu przyjmują wobec życia pozycję roszczeniową. „Mi się należy".

 

Czasami próbuję przekonywać, że można inaczej, że jestem żywym przykładem na to jak można zmienić swoje życie i odnaleźć w nim sens. Teraz napiszę kilka słów w stylu „mamo chwalą mnie".

 

Jeszcze kilka lat temu nawet nie trzymałam aparatu w ręce, a teraz proszę, nie dość, że z pasją fotografuję otaczający mnie świat, to czasami uda mi się nawet ustrzelić jakąś fajną fotkę. Cieszę się wtedy jak dzieciak. Wczoraj byłam z synem na Słowiance i szalałam jak niesforny dzieciak. Nawet zjeżdżalnię zaliczyłam. Wprawdzie bolą mnie dzisiaj wszystkie stare gnaty, ale było super. No i wciąż się uczę. Jeszcze niedawno nie wiedziałam co to jest kościół zrębowy, mur pruski, spały żywiczarskie:) itd. A dzisiaj wiem i cenię sobie tą wiedzę. Mam zamiar nauczyć się jeszcze wielu rzeczy, na które nie starczało mi w życiu czasu. Między innymi postanowiłam wczoraj zacząć uczyć się podstaw języka angielskiego. Nie wyszło to ot tak sobie. Od czasu kiedy zalogowałam się na portalu, na którym Maria pisze swojego bloga, co i rusz przychodzą jakieś zaproszenia i wiadomości. Wszystko po angielsku. Przecież nie będę wciąż prosić córki o przetłumaczenie:) Dlatego też postanowiłam zacząć naukę. Tym bardzie, że w domu jest tyle podręczników do nauki, że tylko wybierać i przebierać. To na tyle chwalenia się:)

 

I co, czy nie jestem chodzącym przykładem na to, że pomimo wieku, można jeszcze odnaleźć sens życia? W końcu jest to moje życie i nikt za mnie go nie przeżyje.

Ps. Nie będzie mnie na blogu przez trzy dni, wyjeżdżam:) A o tym gdzie byłam i co widziałam, napiszę po powrocie.

 



komentarze (5) | dodaj komentarz

Wschody i zachody czyli letni temat

wtorek, 20 lipca 2010 9:56

 

Piękne są wschody słońca, ale i zachodom niczego nie brakuje. W Bledzewie zrobiłam kilka fotek niesamowitemu zachodowi słońca i nie mogłam oprzeć się pokusie wstawienia ich na bloga. A ponieważ ostatnio o chmurach już trochę było u zaprzyjaźnionych tumibywalców to polecam serdecznie piękny artykuł Ł:

 

http://www.mmgorzow.pl/artykul/stare-dobre-malzenstwo-czyli-o-czym-mowia-chmury-166739.html

 

...oraz kapitalne zdjęcia Marii wschodu słońca:

 

http://blogs.myspace.com/index.cfm?fuseaction=blog.view&friendId=513721392&blogId=537315831







 



komentarze (8) | dodaj komentarz

Weekend w Dolatówce:)

poniedziałek, 19 lipca 2010 10:51
 

Wszystko co piękne prędko się kończy...Tak mniej więcej mogę opisać swój weekend w Bledzewie. No bo czegóż więcej do szczęścia potrzeba - świetne towarzystwo, dobra pogoda, widoki których tak prędko się nie zapomni, a do tego pyszne Bodkowe jedzonko. Ale po kolei.

W piątek łapanie aparatem przepięknego zachodu słońca i pyszny chlebek usmażony przez Bodka.







A wieczorne rozmowy Polaków. Z tym, że pierwsza wymiękłam i poszłam spać. Za dużo świeżego powietrza i za dużo wrażeń.

W sobotę rano wyprawa do Skwierzyny po zakupy składników do tajemniczego Bodkowego kociołka. Po powrocie jedni się relaksowali, innych dopadła wena twórcza, a jeszcze inni pracowali:)






Dalej duszno i gorąco, ale z daleka słychać było jakieś przyjemne odgłosy. Nadchodziła burza. Lunęło aż miło. Po burzy powietrze zrobiło się lżejsze, było czym oddychać a do tego te wszystkie kropelki na kwiatkach i listkach wręcz prosiły się o mikro makro.





Popołudniu gwóźdź programu - wyprawa kajakiem strugą jeziorną do chycińskiego jeziora. Wypłynęłam z Bodkiem.





Trochę lat już mam:) ale nie widziałam jeszcze tak czarownych miejsc. Trudno to opisać. Chwilami płynęliśmy przez miejsca tak dzikie, że czułam się jak Kryśka zdobywca. Dobrze że trafił mi się doświadczony kajakarz:) bo pokonywanie tych wszystkich zakrętów zarośniętych szuwarami wymagało nie lada sprytu. Nie wypuszczałam aparatu z rąk. Było co fotografować na wodzie, pod wodą i na malowniczych brzegach. Najbardziej zafascynował mnie podwodny świat roślin. I wcale nie trzeba było nurkować żeby zobaczyć co dzieje się pod wodą. Woda jest tam tak czysta, że widać wszystko dokładnie gołym okiem. Widoki sielskie - anielskie z tym, że bardziej skłaniałabym się do anielskich:).
 
Na pierwszym zdjęciu - podwodna roślinność:)

 








Synalek:) z Dominikiem też popływali kajakiem:)




Ostatni etap powrotnej drogi pokonaliśmy z kajakiem na samochodzie:) Trasa którą przepłynęliśmy była naprawdę długa, więc bałam się trochę o kondycję Bodka, ale dał radę!

Po powrocie było nastawianie tego tajemniczego kociołka. Dlaczego tajemniczy? Bo pomieścił więcej składników niż wydawałoby się, że jest w stanie zmieścić. Bodek wciąż coś tam dokładał i dokładał i dokładał...Końcowy produkt był palce lizać!




Tym razem posiedziałam długo w noc, bo popołudniu zdrzemnęłam się troszkę. Zresztą to chyba przez ten nadmiar świeżego powietrza każdy w ciągu dnia polegiwał się z lekka.

W niedzielę trzeba było myśleć już o powrocie. Oj jak się nie chciało...Pojechaliśmy w jedno miejsce gdzie natura zabawiła się w architekta i wybudowała zielone ściany. Niesamowite wrażenie!
 




Potem jeszcze skok nad jezioro chycińskie. Tam przywitałam się ze swoimi „zakochanymi drzewami". A w drodze powrotnej do Dolatówki jeszcze kilka miejsc, których ominąć nie szło. Między innymi kościółek w Kursku.





Po powrocie spakowaliśmy się, bo trzeba było wracać do G...a tak się nie chciało. Ale to nie koniec. Przyjechał Artur i grzechem byłoby nie pokazać Mu tych wszystkich czarownych miejsc, więc już spakowani wyruszyliśmy ponownie podziwiać zieloną ścianę, klimatyczny mostek, ruiny „starego młyna" i tak dalej, i tak dalej. Po powrocie, pewnie z nadmiaru wrażeń, długo nie mogłam zasnąć. To tyle na temat weekendu. Oczywiście wszystkiego opisać się nie da, a nawet nie próbuję, przecież trzeba zostawić coś tylko dla siebie, prawda?:)

Aaa, jak tylko uporam się z fotkami wrzucę na bloga nową galerię pt. Bledzew - Dolatówka:)

 

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Niski, a do tego mały

czwartek, 15 lipca 2010 16:22

 

Zakończyły się wybory i przegrany (na szczęście) J. Kaczyński ściągnął ulepioną przez swój sztab wyborczy maskę. Długo nie trzeba było czekać, by pokazał swoją prawdziwą, pełną nienawiści, podejrzliwości i małostkowości twarz. Teraz znalazł sobie nowy cel - ukaranie „winnych" śmierci brata. Zaczynają się oskarżenia, pomówienia i nagonka. Czemu mnie to nie dziwi?


Przecież nie tylko jeden brat zginął w katastrofie. Zginęło kilkadziesiąt osób i jakoś nie słyszę by ich rodziny oskarżały o ten dramat polityków PO. A może mieliby powód? Choćby żal, że ich bliscy nie doczekali się królewskiego pogrzebu i nie zostali pochowania na Wawelu. Ale to nie dla nich, a dla Kaczyńskiego ukaranie winnych stało się nową misją i celem życia. Takie przynajmniej odnosi się wrażenie słuchając z jaką furią o tragedii w Smoleńsku mówi Kaczyński i jego przydupasy z PiS-u. Każdy z nas ma prawo poznać prawdę o przyczynach katastrofy. Pozostawmy to jednak fachowcom i różnym komisjom ku temu powołanym.


W innym wypadku okaże się, że kilkadziesiąt osób zostało pod Smoleńskiem bestialsko wymordowanych przez ruskich, na tajne zlecenie Tuska, jego dziadka z Wermachtu, Hansa Klosa, Rudego i Szarika.



komentarze (10) | dodaj komentarz

Synalek:)

środa, 14 lipca 2010 19:11
No i doczekałam się! Wczoraj wieczorem przyjechał mój synalek:) 
 

Nie widzieliśmy się ponad pół roku. Ostatni raz był w domu na Święta Bożego Narodzenia. Niby przyzwyczaiłam się do Jego nieobecności, bo przecież od kilku lat przebywa poza domem ale... Co tu dużo mówić stęskniłam się i to bardzo. Do końca tygodnia jeszcze pracuję, w piątek wyjazd na weekend do Bledzewa, a od poniedziałku biorę „kawałek" urlopu i pobędziemy razem. Tyle tylko na dzisiaj, bo laptop i ja źle znosimy upały.


Ps. Wstawiam fotkę znad jeziora w Lubniewicach, tam też nalazłam „zakochane" drzewa:)))



komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017