Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 289 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5217525
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32257
Bloog istnieje od: 2869 dni

Horoskop

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Dowody wdzięczności

niedziela, 31 lipca 2011 9:37

 

W tygodniu zadzwoniła do mnie koleżanka:


- Krychna, z czym się teraz chodzi do lekarza?

- Z tego co mi wiadomo, to z aktualnie podbitą książeczką ubezpieczeniową.

- To wiem, ale mi chodzi o to, co teraz daje się lekarzowi w prezencie?

- Nie mam zielonego pojęcia, nie dawałam żadnych prezentów lekarzowi… Poczekaj, poczekaj, ostatni raz to chyba jeszcze za komuny. Wtedy kupiłam koniak, żeby podziękować za opiekę nad mamą.

- No właśnie chodzi o moją mamę. W przyszłym tygodniu będą jej usuwać woreczek żółciowy i chcę iść z mężem do lekarza, który będzie przeprowadzał ten zabieg i coś mu zanieść. Kasy nie dam, bo nie znam aż tak dobrze lekarza i boję się, że odbierze to jako wręczenie łapówki, więc chcemy mu coś kupić, ale nie wiem co.

- Ja też nie wiem. Na twoim miejscu nie kupowałabym nic. No może przy wypisie ze szpitala jakiś bukiet kwiatów w przyzwoitym rozmiarze.

- Przyzwoitym rozmiarze?

- No wiesz… chodzi mi o bukiet na przykład z trzech, a nie trzydziestu kwiatów.

 

Koleżanka powiedziała, że przemyśli sprawę, ale głosik miała jakiś niezdecydowany… Jak znam życie, a raczej koleżankę, pewnie coś lekarzowi kupi i na pewno nie będą to kwiaty. No cóż zrobi jak zechce, to jej pieniądze, ale gdyby trafiło na mnie nie dałabym nic. Przecież lekarz nie wykonuje swojej pracy charytatywnie. Otrzymuje za nią  wynagrodzenie, podobnie jak inni pracownicy zatrudniani w zakładach pracy. Dodatkowo znaczna część lekarzy prowadzi praktykę prywatną. Z tego co wiem, jeśli ktoś wie, że czeka go leczenie szpitalne i chce mieć zagwarantowaną dobrą opiekę lekarską,  to i tak idzie najpierw prywatnie do ordynatora oddziału, na którym ma leżeć.

 

Jakby się tak dobrze zastanowić, to niewiele zmieniło się od czasów komuny, kiedy obowiązywało porzekadło „jak nie posmarujesz, to nie pojedziesz.” Tyle, że  dzisiaj to porzekadło przyjęło bardziej zawoalowaną formą, ale czepiać się nie będę, w końcu wszystko odbywa się zgodnie z prawem…




komentarze (29) | dodaj komentarz

Szkoda kasy na leczenie zboczeńców

sobota, 30 lipca 2011 0:26

Czytając codzienną prasę, czy oglądając programy informacyjne w TV można  odnie ść wrażenie, że otacza nas samo zło. Zdaję sobie sprawę, że nie żyję w idealnym świecie, ale na wszystkie te doniesienia biorę małą poprawkę. O dobrych rzeczach raczej się nie mówi, kiepsko się sprzedają, bo nie są medialne. Niemniej obok niektórych newsów trudno przejść obojętnie. Choćby ostatnie wydarzenia w Norwegii, czy nie tak dawne kataklizmy w Japonii. Bywają też takie doniesienia, które wywołują we mnie wyjątkową wściekłość i bezsilność.


Nie muszę daleko szukać. W moim mieście ojciec molestował swoje nieletnie dzieci, gwałcił je, znęcał się nad nimi psychicznie i fizycznie, a z jedną z córek, 13 letnią dziewczynką miał dziecko. Noworodek zmarł po kilku miesiącach jednak badania genetyczne nie poddają w wątpliwość jego ojcostwo. Mężczyznę pozbawiono praw rodzicielskich i aresztowano.


Tak… mężczyzną aresztowano, a jak znam życie, a raczej prawo, po kilku miesiącach wypuszczą go z więzienia, wróci do domu i wszystko zacznie się od początku. Jedyne co zrobią to wyślą go na terapię. Daleko nawet nie muszą wysyłać, bo moje miasto jest wyjątkowo łaskawe dla pedofilów. Właśnie dowiedziałam się , że w Gorzowie ma zacząć działać ambulatoriom dla sprawców przestępstw seksualnych. Zresztą nie tylko u nas, bo farmakologiczna terapia pedofilów będzie się odbywać w ośmiu placówkach w różnych regionach kraju. Jak twierdzi premier Donald Tusk, program terapii pedofilów ma na celu "ochronę dzieci przed groźbą recydywy groźnych przestępców."


Jestem przeciwna powstawaniu takich placówek, bo nie widzę w nich sensu za grosz. Uważam, że pieniądze NFZ przeznaczone na prowadzenie tego rodzaju ośrodków, można wykorzystać na leczenie ludzi naprawdę chorych, albo na terapię dzieci – ofiar pedofilów. Mówiąc wprost – szkoda kasy na zboczeńców. Po drugie, skoro chcemy chronić nasze dzieci przed „groźbą recydywy groźnych przestępców”, to dlaczego nie zamykać pedofilów w więzieniu do końca życia. Przecież w każdym więzieniu są jacyś lekarze, czy psychoterapeuci, niech ich leczą w więziennych ośrodkach medycznych.


Tyle, że nasze prawo jest do d*, bo najczęściej takiego pedofila sadystę wypuszcza się na wolność, a on wraca do domu i nadal mieszka pod jednym dachem z dzieckiem, czy też dziećmi, które skrzywdził. Odnoszę nieprzeparte wrażenie, że ten pomysł naszego Premiera organizowania ośrodków farmakologicznego leczenia pedofilów, to nic innego jak wyręczanie nieudolnych sądów. Przecież w państwie prawa, to prawo właśnie powinno chronić dzieci przed pedofilami, a nie placówki medyczne.


Zastanawiam się dlaczego Premier nie wziął pod rozwagę innej możliwości ochrony dzieci przed zboczeńcami. Dlaczego na przykład nie zalegalizuje się odcinania narzędzia zbrodni?  Koszty mniejsze, a do tego stuprocentowa gwarancja nie popełnienia ponownie czynów pedofilskich…




komentarze (20) | dodaj komentarz

Puste miejsce

piątek, 29 lipca 2011 7:32

 

 

Wszystko odchodzi

pozostaje czas

Zmywa po nas ślady

wchłania nas oddzielnie.

 

Codziennie lepsi

o jedno doświadczenie

wyruszamy jeszcze nieświadomi

w długą samotną podróż

każde w inną stronę.

 

A obok mnie pozostaje

miejsce bez wypełnienia.




komentarze (21) | dodaj komentarz

Wielka chrześcijanka?

czwartek, 28 lipca 2011 8:36

O tym, że moja mam nadużywa leków kupowanych na własną rękę już pisałam. Znalazłam w necie ciekawy artykuł o szkodliwości nadużywania leków (dzięki Gordyjko), wydrukowałam go i zaniosłam mamie do poczytania. Mam nadzieję, że się troszeczkę zreflektuje z tymi lekami. Póki co pierwszy krok uczyniłam, nad następnymi zastanawiam się.


Ale nie o tym dzisiaj chciałam napisać. W tym czasie jak gościłam u mamy, przyszła do niej w odwiedziny dobra znajoma. Znam tą panią, bo jeszcze w szkole podstawowej uczyła mnie języka rosyjskiego. Wyglądała na zdenerwowaną, widać było, że coś ją gryzie.  Po tym co usłyszałam, nie dziwię się jej zdenerwowaniu.


Jej syn rok temu stracił pracę i choć usilnie szuka, nie może nic znaleźć. Synowa wprawdzie pracuje, ale jest ciężko, bo mają 2 dzieci, które studiują w trybie dziennym w innych miastach. A to są koszty i to niemałe. No cóż bywa i tak. Nie on pierwszy i nie ostatni, który stracił pracę. Ta mamy znajoma pomaga im jak tylko może. Choć też jej się nie przelewa, bo i cóż z tej emeryturki – kokosów przecież nie ma. Natomiast synowej rodzice są dobrze sytuowani, ale z pomocą się nie kwapią. A właściwie tej synowej matka się nie kwapi. Mężowi tłumaczyła cały czas, że pieniądze idą na życie i lekarstwa, że wszystko drogie, więc nie ma z czego pomagać.


Kilka dni temu jej mąż otworzył skrzynkę na listy i znalazł tam korespondencję adresowaną do jego żony od… Radia Maryja. Otworzył kopertę, a w środku był list z podziękowaniami za dotychczasowe wpłaty i wypełniony blankiet opiewający na kwotę 250 zł. Poszedł na górę do mieszkania i zrobił raban. Okazało się, że ta pani od półtora roku, każdego miesiąca  wysyła do Radia Maryja po 250 zł. Wysyła też co miesiąc po 50 zł do Sanktuarium w  Licheniu….


Ja wiem, że rodzice nie mają obowiązku pomagać swoim dorosłym dzieciom, ale przecież różnie w życiu się zdarza… Jakim trzeba być człowiekiem, żeby zamiast pomóc swoim dzieciom albo wnukom - nabijać już i tak niemałą kabzę ojca Rydzyka. Podobnie z Licheniem. Z tego co mi wiadomo stoi i ma się dobrze. Przetrwałby i bez tych 50 zł.  Że też ręka jej nie zadrżała przy wysyłaniu tych pieniędzy. Jak można patrzeć tak obojętnie na ciężkie chwile najbliższych? Nie rozumiem tego, nigdy nie zrozumiem. Dodam jeszcze, że ta pani uważa się za wielką chrześcijankę… Każdego dnia, chodzi do kościoła na mszę, należy do Matek Różańcowych i aktywnie uczestniczy w życiu swojej parafii. Jednym słowem wzór cnót obywatelskich…




komentarze (27) | dodaj komentarz

Sondaże to ściema

środa, 27 lipca 2011 8:18


Jesien ią mamy kolejne wybory, więc jako poprawny politycznie obywatel, sp   rawdzam sobie od czasu do czasu słupki popularności poszczególnych partii politycznych. Dużo sprawdzania nie ma, bo tak naprawdę liczą się partie dwie. Sondaże przeprowadzane przez profesjonalne firmy, przypominają chwilami wyliczankę, którą pamiętam z dzieciństwa: „Ene due rabe, bociek połknął żabę. Potem była zmiana i żaba zżarła bociana.” Co chwilę media fundują nam informacje o wynikach kolejnego sondażu takimi mniej więcej tytułami: „Szok! Nie uwierzysz kto wygra wybory.” Oczywiście wygrywającym jest za każdym razem inne ugrupowanie – w zależności kto i dla jakiej gazety przeprowadzał sondaż.

 

Ostatnio, przy okazji planowanej przez Rząd podwyżce płacy minimalnej, dowiedziałam się, że obecnie w Polsce płacę minimalną pobiera jedynie 4 procent społeczeństwa pracującego. Reszta zarabia dobrze i bardzo dobrze. Tak wynika z sondaży. Ciekawe na jakiej reprezentatywnej grupie przeprowadzono te sondaże. Może w jakimś Urzędzie Marszałkowskim? Bo jak się ma te 4 procent pobierających płacę minimalną do skali ubóstwa w naszym kraju. Ja bez żadnych sondaży mogę stwierdzić, że tylko na mojej dzielnicy, ponad 60 procent pracujących pobiera najniższą krajową. Podejrzewam, że w podobnie nierzetelny sposób przeprowadzane są sondaże na temat bezrobocia, czy też stopnia popularności jakiś kanałów telewizyjnych. Zwyczajna ściema i tyle.

 

Dwa dni temu ja też zostałam poddana badaniom opinii społecznej:)

Instalacja elektryczna w moim domu pilnie potrzebowała fachowca. Po kilkudniowych przepychankach z administracją domów przyszedł taki jeden. Zaraz po wejściu do mieszkania położył na stole zlecenie przeglądu instalacji i poprosił, żebym podpisała. Obok zlecenia położył też ankietę i poprosił o wypełnienie jej. Czytam:

„Czy jest pan/pani zadowolony/a z jakości usług świadczonych przez firmę X

Czy pracownik firmy X wykazał się należytą kulturą osobistą świadcząc usługi w domu klienta?

Jak ocenia pan/pani terminowość wykonanych prac?

Czy ma pan/pani uwagi dotyczące jakości usług świadczonych przez firmę X?

Dziękujemy za wypełnienie ankiety.”


Jaki czort – myślę. Przecież pracownik firmy X dopiero wszedł, jeszcze nawet instalacji nie zdiagnozował, to co ja mam zaznaczyć w tych kwadracikach? A pan stoi i czeka… Co miałam zrobić? Wypełniłam te nieszczęsne kwadraciki – było cztery razy TAK. Pan schował papiery do torby i wziął się za diagnozowanie. Nie powiem grzeczny i kulturalny był, a najważniejsze, że naprawił. Sam był zdziwiony z powodu tego „naprawienia”, bo jak przyznał się w trakcie wykonywanej pracy – dopiero się uczy.

Na szczęście tę nieszczęsną ankietę wypełniłabym podobnie po zakończeniu pracy fachowca, ale jeśli w taki sposób ośrodki badania opinii społecznej tworzą tak zwane oficjalne dane, to ja dziękuję!

 

I jeszcze na koniec napiszę taką ciekawostkę odnośnie sondaży. Ośrodek badania opinii publicznej w Ameryce przyjrzał się uważnie …Panu Bogu. To nie żart. Respondentom zadano pytanie: „Zakładając, że Bóg istnieje, czy wyrażasz poparcie dla jego działań?” Z Bogiem sympatyzowało 52 procent badanych. Najwyższą ocenę otrzymał za stworzenie wszechświata, a najniższą za działania, a raczej brak działań związanych z zapobieganiem kataklizmom.

 

Właściwie to nigdy nie lubiłam matematyki. A to „nielubienie” pogłębia się kiedy usiłują zrozumieć cokolwiek z wyników sondaży. Bo jakbym nie liczyła, za każdym razem wychodzi mi, że dwa dodać dwa równa się …sześć.




komentarze (18) | dodaj komentarz

Haiku:)

wtorek, 26 lipca 2011 10:13

 

Ręka muzyka

obudziła instrument

misterium dźwięków




komentarze (18) | dodaj komentarz

Syndrom kopniętego kota

poniedziałek, 25 lipca 2011 11:44

Ostatnio, czekając w kolejce do lekarza byłam świadkiem takiej scenki. Dwie kobie  tki, na oko około trzydziestki rozmawiały ze sobą o swoich problemach. Nie…nie zdrowotnych. Jedna żaliła się na trudną sytuację w pracy. Że szef narwaniec, że czuje się wykorzystywana, bo ze strachu przed utratą pracy godzi się na wiele, co z kolei obniża jej poczucie własnej wartości. Hmm znam to doskonale, trudno z tym walczyć. Ale nie o tym miało być. W tym czasie kiedy rozmawiały, synek tej narzekającej zaczął się niecierpliwić. Szarpał mamę za rękę próbując wyegzekwować pieniądze na gorącą czekoladę z automatu, który stał na korytarzu. Mama nie zwracała uwagi zajęta swoim wylewaniem złości, ale po kolejnym szarpaniu za jej rękę, ostro zareagowała. Mały się nabzdyczył, odszedł kawałek i porządnie kopnął w ścianę. I wtedy przypomniałam sobie o …kocie. Czytałam kiedyś jedną z książek Ziga Ziglera, w której między innymi opowiada o takich sytuacjach – nazywając je syndromem kopniętego kota.

 

Właściciel firmy, nazwijmy go pan B nie był zadowolony z obrotu sprawy w swojej firmie. Zwołał zebranie, na którym motywował pracowników do jeszcze lepszej i wydajniejszej pracy. Na pierwszy plan poszli spóźnialscy i ci, którzy wychodzą z pracy przed czasem.

Ponieważ sam powinienem dawać dobry przykład, będę przychodził do pracy pierwszy, a wychodził ostatni – powiedział.

Kilka dni po zebraniu, podczas lunchu w klubie spotkał znajomego. Rozmowa pochłonęła go tak bardzo, że dosłownie na ostatnią chwilę wskoczył do samochodu, by zdążyć na czas do firmy. Znacznie przekroczył prędkość i został ukarany przez policjanta mandatem i punktami karnymi. Po powrocie do biura, żeby odwrócić uwagę od swojego spóźnienia wezwał swojego zastępcę i zapytał ze złością o szczegóły sfinalizowania ostatniej umowy. Zastępca powiedział, że do umowy nie doszło i próbował wyjaśnić przyczyny. Pan B wciąż był wściekły za ten mandat, nagadał zastępcy wiele przykrych rzeczy nie omieszkając przypomnieć, że to on go zatrudnił i on może go zwolnić.

 

Zastępca wstał bez słowa i wyszedł z gabinetu mamrocząc pod nosem „Coś podobnego, tyle lat wypruwam żyły dla tej firmy i takie podziękowanie.” Po powrocie do swojego biura, zastępca wezwał sekretarkę i zapytał, czy skończyła pisać te listy, które podyktował jej rano. Nie skończyła, bo przyjechał jakiś ważny kontrahent i była zajęta przygotowanie umowy. Zastępca był wściekły, kazał jej te listy napisać natychmiast,  a przy okazji przypomniał jej że nie jest niezastąpiona, że jak sobie nie daje rady, to znajdzie się ktoś, kto ogarnie to wszystko.

 

W sekretarkę jakby grom strzelił, wybiegła z pokoju, mówiąc głośno do siebie: Niesamowite! Od siedmiu lat tyram jak dziki osioł, setki godzin przepracowałam extra i nigdy nie dostałam za to złamanego grosza. A teraz on śmie mi grozić wyrzuceniem!” Po powrocie do swojego biuro chwyciła część listów będących jeszcze w rękopisie i wpadła do centralki telefonicznej ze słowami skierowanymi do zaskoczonej operatorki: „Mam tu kilka listów do przepisania. Wiem, że to nie należy do pani obowiązków, ale i tak nie ma pani nic do roboty oprócz siedzenia.”


Operatorka centrali oniemiała z wściekłości „Co za bezczelność! To ja najciężej ze wszystkich pracuję, a najmniej zarabiam…”

Tego dnia weszła do domu jak burza. Jej 12 letni syn leżał i oglądał telewizję. Zapytała czy odrobił lekcje. Nie odrobił. Zdenerwowana kobieta powiedziała, że za karę nie dostanie dziś kolacji i ma szlaban na oglądanie telewizji.


Dwunastolatek też miał swoje powody do zdenerwowania. „To nie w porządku, nie pozwoliła nawet sobie wytłumaczyć. Czekałem, bo potrzebowałem pomocy z biologii” W tym momencie  nieopatrznie podszedł do niego kot.  Chłopiec z całej siły kopnął go mówiąc: Wynoś się! Na pewno znów coś zbroiłeś.”

 

No cóż biedny kotek… Kot był jedynym stworzeniem w tym łańcuchu ludzkich reakcji, które nie mogło zmienić biegu zdarzeń.

Wprawdzie dawno czytałam tę książkę, ale często doświadczając negatywnych emocji od innych ludzi zastanawiam się, czy to faktycznie dotyczy mnie, czy jestem może ogniwem łańcucha... Codzienne życie wyznacza nam różne role. Raz jesteśmy panem B, innym razem sekretarką lub telefonistką. Odreagowujemy swoje stresy i nieprzyjemności na różne sposoby, tworząc tym samym łańcuch ludzkich reakcji. Negatywnych reakcji.

 

Podsumowując ten rozdział,  Zig Zigler pisze: „Nie kop kotów. Reaguj pozytywnie na negatywne sytuacje.”

 

Wiśta wio, jakby powiedział bohater filmu Dom, łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?




komentarze (29) | dodaj komentarz

Mamine lekarstwa

niedziela, 24 lipca 2011 8:10

 

W  ubiegłym tygodniu poszłam do mamy, bo miałyśmy pójść na cmentarz, podlać kwia ty na grobach. Przedtem jeszcze mama zrobiła kawkę i chwilkę pogadałyśmy. Poczym, wyciągnęła z szafki talerzyk, na którym były tabletki i powiedziała, że jeszcze przed wyjściem musi zażyć swoją porcję leków. Spojrzałam na ten talerzyk i przeraziłam się ilością tych tabletek. Wiedziałam, ze mama bierze leki na różne schorzenia, ale żeby aż tyle? Zaczęłam przeprowadzać dochodzenie – co to za leki i na co. Mama wiła się jak piskorz i odpowiadał półgębkiem. Nie będę opisywać tych przepychanek, ale efekt mojego dochodzenia był zatrważający. Okazało się, że z tego multum tabletek, lekarz przepisał tylko cztery. Reszta, to tabletki, które mama kupuje bez recepty w pobliskiej aptece. Zaczęłam więc dopytywać o każdą tabletkę, no na co jest i skąd wie, że jest akurat na mamine schorzenia. Odpowiadała jak na spowiedzi:


Tą kupiłam, bo sąsiadka bierze i bardzo jej pomogły na rozrzedzenie krwi, a ta pomaga na miażdżycę. Tą, koleżanka mi doradziła, że dobra na wątrobę. Tą doradziła mi pani magister w aptece, dobra na odporność, tą też pani magister - na osłonę błony żołądkowej. Te ziołowe kupiłam, bo przeczytałam w Tinie, że oczyszczają organizm.  A te żółte i czerwone to są witaminy. Przecież wiesz córka, że witaminy trzeba zażywać codziennie. No i jeszcze tran w kapsułkach i tabletki do ssania na drapanie w gardle…


Ręce mi opadły na te mamine tłumaczenia. No i teraz chyba wiem skąd u mojej mamy bóle żołądka, na które od jakiegoś czasu narzeka. W ubiegłym miesiącu byłam nawet z mamą na kolonoskopii, ale wynik badania wyszedł dobry, nic złego się nie dzieje. Nie wierzę, żeby zjadanie codziennie tylu tabletek było obojętne dla zdrowia. Teraz kombinuję jak przekonać mamę, żeby nie zażywała tych wszystkich tabletek. Wiem, że czeka mnie ciężka przeprawa, bo z mamy niezły uparciuch jest]:->

 



komentarze (18) | dodaj komentarz

Leżący Słoń:)

sobota, 23 lipca 2011 7:52

 

Kto to widział żeby w lipcu, w swetrze przy komputerze siedzieć. Zaczyna się weekend, a za oknem niebo zaciągnięte stalowymi chmurami, zimno i deszczowo. Nie pozostaje nic innego jak powspominać letnie weekendy, kiedy to słońce nie skąpiło swojego ciepła. Dzisiaj wspomnę króciutko o kolejnym przystanku na trasie naszych majowych podróży, a mianowicie o… Leżącym Słoniu:-]


Nie… nie byliśmy w żadnym ZOO, ani w Afryce. Ten Słoń spoczywa sobie na polu uprawnym, przy drodze z Bobrówka do Machar i jest to chyba największy głaz narzutowy (eratyk) w naszym regionie. Jego długość dochodzi do 7,9 m, maksymalna szerokość sięga 3,9 m, a wysokość 1,2 m. Tyle, że jak się na nim stanie, to wcale tej wielkości nie widać. Muszę uwierzyć na słowo badaczom, którzy go obmierzyli i twierdzą, że większa część Słonia schowana jest w podłoże.


W każdym razie miejsce piękne, a do tego lokalna atrakcja turystyczna. Oczywiście jeśli ktoś lubi kamienie…;-)

 




komentarze (20) | dodaj komentarz

Słodkie przebudzenie?

piątek, 22 lipca 2011 8:10

 

Zacznę od kilku miłych słów o… sobie, a co:-D

Jestem jednostką tolerancyjną, wyrozumiałą, cierpliwą i przyjazną ludziom. Jednym słowem jestem dobrym, wspaniałym człowiekiem0:-) Jak na takiego człowieka przystało miewam również przecudne sny. Choćby dzisiaj.


Jadę sobie swoim srebrnym mercem do mojego ulubionego bankomatu, wkładam swoją złotą kartę, a on mnie pyta ile ma mi dać kasy. Oczywiście dużo! Jak najwięcej. Zgarniam kasę i jadę do pobliskiego SPA na chwilę relaksu. Telefonicznie zamawiam stolik w Don Vittorio na rodzinny obiad, a potem przebieżka po sklepach. W międzyczasie dzwoni Ewa Drzyzga i zaprasza mnie do swojego programu. Prosi bym opowiedziała o jednym dniu z życia szczęśliwej kobiety. Oczywiście zgadzam się. Potem dzwonią z TVN24 z pytaniem – co sądzę o ostatnim wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie wyborów. Opowiadam…


Wracam do domu, a tam czeka gorący, spragniony seksu On, mieszanka Johnny  Deppa ze Stevem McQueenem  Rozbieram się pomalutku, w tle Bolero Ravela… oj, ale to jakaś inna wersja tego utworu… czyżby Ravel wprowadził do swojego Bolera nowe instrumenty?


Te nowe dźwięki nie dają mi spokoju, powodują że się pomału przebudzam, słodko przeciągam, otwieram oczy. Nade mną sufit wymagający szybkiego remontu, rozglądam się… patrzę na pościel, no nie jest atłasowa. Moja pidżama też jakaś taka barchanowa, żadnych tiuli i koronek. Ostrożnie zwlekam się z łóżka, żeby przypadkiem nie obudzić kręgosłupa, patrzę przez okno i już wiem skąd te nowe dźwięki u Ravela. Nieopodal śmietnika stoi pan, który znalezione w śmietniku puszki rozgniata z zapałem nogami. Wrrr]:->

 

 





komentarze (40) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017