Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 289 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5217596
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32257
Bloog istnieje od: 2869 dni

Horoskop

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Po urlopie

wtorek, 31 sierpnia 2010 17:19
 

Dlaczego powrót z urlopu musi być taki nieprzyjemny? Niby tylko 14 dni odskoczni od codziennej rutyny typu: praca - dom, dom - praca, a ciężko się przestawić. Pewnie w jakimś stopniu jest to uzależnione od tego, gdzie ten urlop się spędziło. Inaczej wraca się do codzienności po urlopie spędzonym np. na remontowaniu mieszkania, a inaczej znad morza, czy z gór. Mój urlop był wyjątkowy, bo przez te 10 dni żyłam w otoczeniu niczym nieskalanego piękna:) Pięknych krajobrazów, budowli, wciąż zmieniających się obłoków. Co tu dużo mówić, do dobrych rzeczy łatwo się przyzwyczaić. Dlatego też chyba tak trudno wskoczyć na tory codzienności, gdzie każda stacja jest taka przewidywalna.

Rano pobudka na dźwięk budzika, praca, dom, obiad, podszykowanie obiadu na następny dzień, w międzyczasie jakieś pranie, prasowanie. Jedyną rozrywką jest komputer. Bez niego...szkoda słów. Wieczorami przeglądam zdjęcia „przywiezione" z urlopu. Oglądam dokładnie każdy detal i zapisuję w katalogu miłych wspomnień.

Na dworze robi się coraz chłodniej, więc pewnie niedługo wrócę do decoupage, a może nawet zacznę malować...

Kilka wspomnieniowych fotek z urlopu:)











komentarze (11) | dodaj komentarz

Kolejna odsłona spektaklu pt. „wymiar (nie)sprawiedliwości"

poniedziałek, 30 sierpnia 2010 17:26
 

 

Następna rozprawa w sądzie miała się odbyć 9 września. Jeszcze przed wyjazdem na urlop przyszło zawiadomienie, że odbędzie się w innym terminie, o którym zostanę powiadomiona odrębnym pismem. Nie znałam przyczyny przesunięcia terminu, ponieważ w zawiadomieniu nie podano żadnego uzasadnienia. Byłam przekonana, że ma to związek z badaniem mojego laptopa, że sąd czeka na wyniki ekspertyzy. Teraz poznałam przyczynę. Uzasadnienie, w formie postanowienia przyszło odrębnym pismem.

 

Oto co napisał sąd. Na poprzedniej rozprawie on podważał dokumentację fotograficzną wykonaną przez patologa i policję, tuż po zajściu. Twierdził, że zdjęcia zostały komputerowo przerobione tak, żeby obrażenia wyglądały gorzej, niż były w rzeczywistości. Podważał również opinię biegłych lekarzy, którzy wykonali mi obdukcję. Twierdził, że ich opinia jest skrótowa, lakoniczna, a tym samym niepełna. Okazuje się, że właśnie te jego twierdzenia stały się przyczyną zmiany terminu rozprawy, tak przynajmniej wynika z postanowienia. Sąd bowiem, na wniosek obrońcy oskarżonego, dopuścił dowód z opinii instytucji naukowej. Najprościej rzecz ujmując, sąd wystąpił o kompleksową opinię Zakładu Medycyny Sądowej w (!) Szczecinie. Na podstawie zebranej dokumentacji, Szczecin ma ustalić jakich obrażeń doznałam i czy mogły one powstać w sposób podane przeze mnie, oraz „czy działanie sprawcy opisane przez pokrzywdzoną mogło spowodować bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu." Ponadto, Zakład Medycyny ma się odnieść „w sposób pełny i wnikliwy" do opinii biegłych lekarzy z G.

To na tyle! Dzisiaj pozostawiam to bez komentarza...



komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie tylko diamenty...:)

niedziela, 29 sierpnia 2010 10:22
 

Powrócę dzisiaj jeszcze na chwilę do Danii, a właściwie do ... biżuterii:) Pisałam już o zwiedzaniu Muzeum Narodowego w Danii. Oprócz niewątpliwie ciekawych w nim eksponatów, złapałam się na tym, że mój wzrok przyciągała biżuteria. A można tam było wypatrzeć istne cudeńka! I nie ma się czemu dziwić, wszak najstarsza znana nam biżuteria pochodzi sprzed około 22 tysięcy lat!

Dlatego też w gablotach można było znaleźć wyroby z kamyków, muszli, kości, zębów zwierzęcych, brązu, bursztynu, srebra, czy też złota. Jednym słowem przegląd biżuterii przez wieki.

Marilyn Monroe śpiewała, że diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety. Ale ja nie do końca zgadzam się z tymi słowami. Widziałam bowiem kunsztownie wykonaną biżuterię na przykład z muszelek, która moim zdaniem nie ustępowała diamentom:)

Zrobiłam dużo zdjęć pt. biżuteria, ale ponieważ wszystkie eksponaty znajdowały się w gablotach trudno o rewelacyjną jakość fotek. Zatem przedstawiam te, które wyszły w miarę możliwie. Może i Was zauroczą?

Coś się robi z moim blogiem. Zamieszczone tutaj zdjęcia biżuterii w jakiś cudowny, niezrozumiały dla mnie sposób  sposób zamieniły się w zdjęcia przedstawiające zastawę stołową. Nijak nie mogę dodać właściwych zdjęć. Przepraszam czytelników ]:->@)-->-->--

Ps. Pamiętacie jak pisałam kiedyś o spotkaniu po latach z koleżanką, która przyjechała ze Stanów? Dopiszę teraz puentę tego spotkania. Po około 2 tygodniach od naszego spotkania, w skrzynce na listy znalazłam „bąbelkową" małą kopertę. Spojrzałam na nadawcę listu. Było tam imię i nazwisko mojej koleżanki. Otworzyłam...W kopercie znalazłam kolczyki wykonane ze srebra i nieszlifowanego koralu. Cudne! Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo się wzruszyłam. Nie spodziewałam się takiego prezentu. Co ja piszę, nie spodziewałam się jakiegokolwiek prezentu!

Zresztą zobaczcie i oceńcie sami. Czyż nie są piękne?



Drugie Ps. ;-) :))) Utworzyłam nową galerię z fotkami pt. Dania II. Zapraszam do oglądania:)



komentarze (10) | dodaj komentarz

Droga powrotna do G.

piątek, 27 sierpnia 2010 14:18
 

Już jestem w G:) Podróż powrotna była bardzooo długa, bowiem wyjechaliśmy około godziny 11, a w G. byliśmy około 3 w nocy, czyli bagatela, 16 godzin w podróży! Jestem zmęczona, ale co dopiero ma powiedzieć Bodek? To Jemu należą się podziękowania, że szczęśliwie dowiózł nas na miejsce. Oczywiście to nie było tak, że non-stop jechaliśmy. Przecież nie nazywaliby się BodyMagowie, gdyby nie zaplanowali wyskoczenia po drodze w kilka miejsc. I tym sposobem z podróży, która wynosi 900 km, zrobiło się ponad 1000 km! Sami więc widzicie, że Bodek zasłużył sobie by pójść prosto do nieba z butami. Ale teraz po kolei.

 

Pierwszym ciekawym miejscem, w którym się zatrzymaliśmy było Æbelholt Abbey Museum. Znajdują się tam w szczerym polu ruiny największego średniowiecznego klasztoru augustianów w krajach skandynawskich. Podczas prac wykopaliskowych odkryto i przebadano ponad 300 szkieletów ludzkich. Uzyskano w ten sposób wiele informacji na temat historii chorób i sposobów ich leczenia. Oglądając czaszki i różne kości miałam mieszane uczucia. Wiem, że przysłużyły się one nauce...ale myślę, że ich miejsce jest tam, skąd je wykopano.

Widok na ruiny 



Część ekspozycji w muzeum brrr


 

Następne było niezmiernie urokliwe miasteczko Kerteminde. Nadal jestem pod urokiem cudnych domków i klimatycznych uliczek. Tam też Magda (córka BodyMagów) odkryła kapitalne muzeum z ... nakryciami głowy i parasolkami. To jeszcze nic! Największą frajdę mieliśmy w pomieszczeniu, gdzie wisiało na wieszaku kilka nakryć głowy, które można było dowolnie przymierzać i pstrykać sobie fotki. Nawet pan opiekujący się muzeum robił nam zdjęcia i poinformował, że będą wisieć na ścianie pomiędzy innym fotkami:)

Jedna z uliczek...



Nawet Bank Duński mieści się w klimatycznym domku:)



Przymierzanie nakryć głowy:)))


 

Być w Danii i nie zobaczyć Jelling, pierwszej stolicy? Nie może być. Tam dopiero czuje się ciężar historii. Niesamowite. Stoją tam 2 głazy z wyrytym (uwaga!) w X wieku, a dokładnie w 965 roku, z tekstem w alfabecie runicznym „"Król Harald zlecił postawienie tego pomnika dla Gorma, swego ojca, i Tyry, swojej matki - ten Harald, który rządził Danią i całą Nordią i który uczynił Duńczyków chrześcijanami." Kamień ten nazywa się często "świadectwem chrztu Danii". Umieszczona na nim płaskorzeźba drukowana jest dziś na wewnętrznej stronie okładki paszportów duńskich. Ze względu na swoje historyczne znaczenie głazy znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Kamienie runiczne z Jelling



Fragment kamienia



Widok na jeden z dwóch kurhanów


 

Na koniec (prawie w ciemnościach) zajechaliśmy do miasteczka Kolding. Maria wyczytała, że jego historia posiada również pierwiastek Polski:) Dokładnie chodzi o zamek w Koldingu. Okazuje się, że podczas drugiej wojny północnej, 25 grudnia 1658 r., połączone siły polsko-duńskie dowodzone przez Stefana Czarnieckiego po dwudniowym oblężeniu zdobyły miasto.

Zamek został zbudowany w połowie lat XIII wieku, w swoim czasie był jednym z czołowych duńskich zamków. Dziś zamku znajduje się muzeum. Muzeum oczywiście było już zamknięte, więc pozostało nam obejrzenie zamku z zewnątrz. Wzniesiony na wzgórzu, wielki, surowy w wyglądzie robi wrażenie!

Nie było dogodne miejsca na objęcie obiektywem całego zamku. Najpierw wieża:)



...i fragment zamku




I tak mniej więcej wyglądała nasza droga powrotna do G. Teraz już wiecie dlaczego trwała tyle godzin? Ale było naprawdę warto!

 



komentarze (10) | dodaj komentarz

Ostatni dzień zwiedzania

środa, 25 sierpnia 2010 22:20
 

Ostatni dzień w Danii to ponownie Kopenhaga i muzea. Zwiedziliśmy Muzeum Wzornictwa, a potem ponownie Muzeum Narodowe. Na koniec pojechaliśmy do twierdzy Kastellet. Do domu wracaliśmy zmordowani jak nie wiem co. W końcu ponad 8 godzin łażenia to nie w kij dmuchał. Jutro do południa wracamy do G. Obiecałam sobie, że po powrocie, co najmniej przez pół dnia będę się byczyć na leżąco z nogami do góry:))) A co! W końcu urlop, prawda?

A wracając do dzisiejszego dnia to po raz pierwszy byłam w Muzeum Wzornictwa. Obejrzałam bardzo ciekawą ekspozycję pokazującą ewolucję we wzornictwie i bardzo efektowne przykłady sztuki użytkowej. Szczególnie zainteresowały mnie kolekcje mody.


 

Natomiast w Muzeum Narodowym zafascynowały mnie zbiory etnograficzne. Czego tam nie było! Wszelkiego rodzaju naczynia, różne odmiany broni od dzidy do karabinu. Nie szło wszystkiego dokładnie obejrzeć. Zbrakło by czasu. Jednak największe wrażenie zrobiły na mnie rzeźby i maski afrykańskie. Myślę, że mogłyby być inspiracją dla niejednego artysty rzeźbiarza.

Jena z kilku gablot z maskami i rzeźbami



Jedna z gablot z ceramiką



Aaa i zobaczyłam dzisiaj kościół tak piękny, że z wrażenia zaczęła mnie swędzieć skóra twarzy. A może jestem uczulona na marmur? Trudno powiedzieć. Budowę kościoła św. Fryderyka rozpoczęto w 1749 roku, a jako surowca używano marmuru norweskiego. W 1770 roku z powodu trudności ze zdobyciem tego właśnie surowca zaprzestano budowy. Kościół stał niedokończony przez sto lat. Dopiero w 1876 roku dzięki wsparciu duńskiego przemysłowca wznowiono prace. Kościół został otwarty w 1894 roku. Kopuła, największa w Skandynawii, wzorowana była na kopule z Bazyliki św. Piotra w Watykanie.



Czubek kopuły



Fragment sufitu



Twierdza Kastellet, dom komendanta



Jedna z dwóch bram




Dzisiaj chwilami świeciło bardzo ostre słońce i pewnie dlatego fotki nie wyszły tak, jak bym chciała.



komentarze (2) | dodaj komentarz

Krajobraz z tęczą:)

wtorek, 24 sierpnia 2010 23:48
 

Dzisiejsze popołudnie to morze i wciąż zmieniające się niebo. Pojeździliśmy po różnych fiordach i cieśninach. Nawet dwa razy udało się zobaczyć tęczę. No i koloru zaczynają nabierać wrzosowiska... Jutro też planujemy wypad do Kopenhagi. Będziemy zwiedzać muzeum medycyny i być może (jak starczy czasu) muzeum przemysłu. A tak w ogóle, czy wiecie, że już pojutrze wracam do G? Stanowczo za prędko mija ten urlop!











komentarze (4) | dodaj komentarz

Inaczej

wtorek, 24 sierpnia 2010 15:39
 

Pogodę mamy w kratkę. Chwilami pada, zrywa się silny wiatr, a za chwilę zza chmur wychyla się nieśmiało słońce. Dzisiaj ponownie Kopenhaga, a dokładnie zwiedzanie Muzeum Narodowego. Choć słowo zwiedzanie brzmi w tym przypadku bardzo dostojnie:) Dlaczego? Ano dlatego, że żeby obejrzeć wszystkie zbiory trzeba zarezerwować cały dzień, a najlepiej kilka dni po parę godzin. O wizycie w muzeum napiszę niebawem.

Nie czuję się dzisiaj za dobrze. Byłam przekonana, że udało mi się pokonać mój strach. Przecież od jakiegoś czasu nie zdarzały mi się w ciągu dnia, ani w nocy napady strachu. Takiego z drżeniem rąk, lękiem przed zrobieniem kroku, ściskaniem w krtani, czy uciskiem w żołądku. Do dzisiaj. Nad ranem dopadł mnie niespodziewanie. Prędko wstałam, chwyciłam papierosa i wybiegłam na dwór. Zapomniałam już jak to jest, ale chyba nie da się na dobre zapomnieć. To znaczy on nie daje o sobie zapomnieć. Napisałam wiersz.

 

STRACH

 

Umieć obłaskawić słowami

najdrobniejszy skurcz mięśni

pulsujące bólem żyły

 

Zostawić go za drzwiami

ciasnego pokoju.

Zawinąć we wczorajszą gazetę

wcisnąć do szafy

pełnej kartek z kalendarza.

 

Mój strach

nie ma wielkich oczu

Mój strach jest ślepy.

Rzuca się do krtani

skulona udaję śmierć.

On odchodzi

wraca następnej nocy.

 

Nie mogę obłaskawić

Nie rozumiem

Nie wiem

Boli mnie strach.

 



komentarze (7) | dodaj komentarz

Kopenhaga, moja druga wizyta

poniedziałek, 23 sierpnia 2010 20:47
 

Na dzisiejszy dzień (poniedziałek) zaplanowaliśmy wypad do Kopenhagi, zwanej również Paryżem północy. Spacerując wąskimi ulicami można dostać zawrotu głowy od nadmiaru zabytków, pięknych budowli, fontann i klimatycznych kamienic. Podoba mi się, że właściwie co krok na ulicach poustawiane są stoliki i krzesełka. Na niektórych leżą poduszki albo wiszą podgrzewacze. Czego się nie robi dla turystów! Jedną z dzisiejszych atrakcji było dla mnie wejście na Rundetaarn (okrągłą wieżę). Wprawdzie bilet kosztował 25 koron, ale widok ze szczytu zapiera dech w piersiach. Widać całą panoramę Kopenhagi jak na dłoni. Okrągła wieża to wyjątkowo ciekawa budowla. Wybudowana przez króla Christiana IV w latach 1637 - 1642. Wieża wznosi się na wysokość 34,8 m ponad poziom ulicy. Na szczyt wiedzie spiralna rampa o długości 209 m i szerokości 4,25 m. Takie rozwiązanie sprawiło, że piesze wejście nie jest jedyną możliwością dostania się na szczyt - w 1716 roku car Rosji Piotr I wjechał na Okrągłą wieżę konno, a jego żona Katarzyna I wjechała tam karetą.


Potem jak to mamy już w zwyczaju było jeszcze kilka kościołów, a następnie pojechaliśmy do malowniczej XVIII wiecznej dzielnicy Nyhavn. Zobaczyłam tam piękne kamieniczki i przycumowane stare żaglowce. Podobno pomieszkiwał tam Hans Ch. Andersen w przerwach między częstymi wyjazdami na południe Europy. Tam też ponoć napisał swoją pierwszą baśń. Tam też zaatakował nas podstępnie deszcz. Na nic nadzieja, że minie. Skoczyliśmy jeszcze pod fontannę księżniczki Gefion, z którą związana jest legenda o powstaniu Zelandii, a potem prędko (około 70 km) do domu. Deszcz towarzyszył nam przez całą drogę:( Mam nadzieję, że w końcu się wypogodzi, bo przecież na jutro też już mamy swoje plany:)

Mijane stoliki wystawiane przed kawiarniami i sklepami



Okrągła wieża



Widok ze szczytu wieży



Dzielnica Nyhavn



Fragment fontanny księżniczki Gefion





komentarze (2) | dodaj komentarz

Krajobrazy i kościoły...

poniedziałek, 23 sierpnia 2010 0:11
 

Dzisiejszy dzień minął pod znakiem pochłaniania przepięknych krajobrazów orza podziwianiu architektury napotkanych kościołów. Pilotem wycieczki była Maria. Z mapą na kolanie wytyczała trasę i muszę napisać, że spisała się na medal. Zwiedziliśmy półwysep Horms i nie tylko. Pogoda dopisała, a dzisiejsze chmury na niebie wręcz prosiły się o zdjęcia.

Chmury proszące się o zdjęcie:)))



 

Kościół w Selsø




Kościół w Holbaek




Krzywy dom w Holbaek




Port



Owce



Spotkałam też dwa trolle...:)



Na koniec barrrdzo spieszyliśmy się na zachód słońca nad morzem, ot co się udało sfotografować:)





komentarze (6) | dodaj komentarz

Na królewskich pokojach:)

sobota, 21 sierpnia 2010 22:11

 

Dawno dawno temu był sobie król Danii o imieniu Fryderyk VII. Niezły z niego był utracjusz. Ale jak to z utracjuszami bywa, trafił w końcu na właściwą kobietę:) czyli na Luizę Ramussen, aktorkę i tancerkę Zakochali się w sobie i pobrali. Była to trzecia żona Fryderyka! Poddani z niezadowoleniem przyjęli mezalians króla i właściwie nigdy nie darzyli jej szacunkiem. Król kupił dla Luizy, późniejszej księżnej Danner piękną posiadłość w Jagersprins. I dzisiaj właśnie zamek i przyległą posiadłość zwiedzaliśmy. Zamek jest jedną z najstarszych budowli świeckich w Danii. Z dostępnych źródeł wynika, że istniał z pewnością już w XIII wieku i korzystali z niego królowie w trakcie polowań na grubego zwierza. Dlatego też nosi inną nazwę - zamek myśliwski. Jak na porządny zamek przystało ma on również swojego ducha. Jest nim szwedzki pułkownik, który pożyczył królowi Hansowi pewną kwotę pieniędzy i nieopatrznie upomniał się o dług. Zapłacił za to nieborak swoją głową.

Po śmierci króla Fryderyka VII, księżna zapisała zamek i cały jego majątek dla sierot. Ustanowiła również fundację na rzecz sierot. Zmarła w 1874 roku i została pochowana w parku zamkowym.

 

Dziedziniec zamku



Korona królewska



Jedna z komnat...




Grobowiec księżnej w parku zamkowym



komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 20 listopada 2017