Bloog Wirtualna Polska
Są 1 243 392 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5058112
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32245
Bloog istnieje od: 2693 dni

Horoskop

Wodnik

Sobota dobra na wszystko - zadbaj o siebie, bądź dla siebie kimś najważniejszym. Postaraj się o dobrą atmosferę wokół siebie, rozpieszczaj się, idź na zakupy i spraw sobie coś fajnego

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Nauczycielki

środa, 31 sierpnia 2011 9:01

 

Wcz oraj wchodziłam do przychodni.  Z przychodni wychodziła jakaś starsza Pani, opierająca się o kulę.  Przytrzymałam drzwi. Kobieta stanęła na stopniach i zaczęła mi się przyglądać uważnie. Poczułam ten wzrok i również spojrzałam w jej twarz poprzecinaną głębokimi bruzdami. Czemu mi się przygląda – pomyślałam. Spojrzałam ponownie… te oczy… skąd je znam?  Wtedy odezwała się:


Krysia, nie poznajesz mnie?  Wiele lat minęło, ale ja ciebie pamiętam.


Ten głos… mój Boże to moja ukochana polonistka ze szkoły podstawowej!  Stała przede mną taka delikatna, krucha, spłoszona. Wzruszenie odjęło mi mowę, zabrakło słów. Pochyliłam się i mocno, mocno przytuliłam Ją do siebie, albo ja do Niej… Potem chwilę porozmawiałyśmy, powspominałyśmy,  nie przypuszczałam że można mieć tak dobrą pamięć:) Odeszła, a  mnie „włączyło” się wspominanie.


Niewielu  nauczycieli tak ciepło wspominam. Jak w każdym zawodzie, tak i tu  trafiali się  ludzie z pasją i misją, ale też zimni, obcy i obojętni.  Ja jednak pamiętam (chcę pamiętać) tylko tych z pasją, tych którzy faktycznie wnieśli jakiś wkład w to, że dzisiaj jestem, kim jestem. Jedna z takich nauczycielek, Pani Z.  była moją wychowawczynią od drugiej do czwartej klasy szkoły podstawowej. Tylko dwa lata, ale to one najbardziej utkwiły w mojej pamięci. Byłam dzieckiem bardzo żywym, z głową pełną nie zawsze mądrych pomysłów i katorgą było dla mnie wysiedzenie 45 minut w ławce szkolnej.  W tamtych latach nikt nie znał pojęcia ADHD, ale Pani Z. bez tej wiedzy wspaniale umiała mnie okiełznać.  Inni nauczyciele nie byli do mnie tak cierpliwi i niejeden raz dostałam linijką po łapskach.  Ale nie Pani Z., Ona zawsze miała do mnie cierpliwość  i swoje sposoby, by ten nadmiar energii spożytkować w dobrym kierunku. Jestem Jej za to bardzo wdzięczna.


Podobnie wspominam moją Polonistkę, o której pisałam na początku. To Ona umiejętnie podsycała moje zainteresowanie literaturą, podsuwając co i rusz nowe tytuły. Czasami po lekcji j. polskiego pytała  czy podobała się polecona przez Nią książka. Tym sposobem uczyłam się wyrażać swoją opinię. Zachęciła mnie również do uczestniczenia w kółku recytatorskim i teatralnym. To z kolei pomogło mi  przełamać blokadę przed wysławianiem się na forum klasy.  Moją młodzieńczą przypadłością było to, że wolałam pisać, niż mówić. Każde odezwanie się, kiedy widziałam wpatrzone w siebie oczy koleżanek i kolegów, przyprawiały mnie o palpitacje serca i jakieś duszności. Z czasem nabrałam pewności siebie i duża w tym zasługa Pani od polskiego:)


Jedno spotkanie, a wywołało lawinę wspomnień. Chyba jakaś sentymentalna się na starość robięo:-)




komentarze (32) | dodaj komentarz

Urok wiejskich kościółków (haiku)

wtorek, 30 sierpnia 2011 8:52

 

Kościółek w Rudnej, woj. lubuskie

 

Uwielbiam klimat małych wiejskich kościółków. Podczas naszych podróży napotykamy kościoły, które urzekają bogactwem wnętrz oraz wyszukaną architekturą. Ale bywają też mniej niż skromne, wyposażone jedynie w ołtarz, drewniane ławy bez oparcia oraz kamienne posadzki, na których widać wyżłobienia robione przez lata kolanami wiernych. Te, tchną ciszą i ukojeniem. To miejsca, w których modlitwa przychodzi z łatwością, a opatrzność boska jest wręcz namacalna…

 

Wiejski kościółek

szmer paciorków różańca

bliżej do Boga




komentarze (24) | dodaj komentarz

Dwie prawdy

niedziela, 28 sierpnia 2011 9:29

 

Wczorajsze popołudnie spędziłam u mamy. Wysłuchałam różnych teorii na temat polityki, oraz życia gwiazd i celebrytów:-D Otrzymałam szczegółowe instrukcje na kogo mam nie głosować („bo jak dojdzie do władzy, to będzie wojna domowa i Ruskie kurek z gazem nam zakręcą”), a potem wzięło się mamie na wspominki. Wykorzystałam okazję i dopytałam mamę o organizację, do której należała będąc młodym dziewczęciem. W maminym albumie jest jedno zdjęcie na którym stoi grupa młodych trzymająca transparent o treści:

”SP pracą swą realizuje hasła – Frontu Narodowego.”

 

I właśnie o to SP, czyli Służba Polsce mi chodziło. Czytałam bowiem wiele artykułów na temat działalności tej organizacji, z których wynika, że zadaniem SP była indoktrynacja polityczna młodzieży, przyspieszenie procesu jednoczenia ruchu młodzieżowego oraz zahamowanie procesu odbudowy takich organizacji jak Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Chrześcijańskie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej czy ZHP, które były konkurentem dla władz komunistycznych i utrudniały im objęcie młodych ludzi swoją ideologią.


Tak w skrócie wygląda oficjalna wersja historyków, natomiast od mamy nigdy czegoś takiego nie usłyszałam. Zawsze powtarzała, że to były fajne czasy, że wyjeżdżali do okolicznych wsi pomagać w sianokosach, a jesienią na wykopki, że potem organizowali potańcówki, jeździli na różne wycieczki, że nawiązała wiele przyjaźni, które przetrwały lata. Mama pracowała na krosnach i do SP należała cała zmiana, na której mama pracowała. W pracy wspierali się i pomagali sobie nawzajem.


„Zaopatrzona” w dwie zupełnie inne wersje , próbowałam więc wczoraj dociec tej jedynej, najprawdziwszej prawdy.  Powtórzyłam mamie to, o czym czytałam. Musielibyście widzieć mamine oburzenie. Nie będę powtarzać co powiedziała na temat tych historyków, bo to nic miłego, dla historyków oczywiście:-% A  zakończyła naszą rozmowę na ten temat zdaniem: „Co oni (czyli historycy) mogą widzieć, jak nie żyli w tamtych czasach. Było ciężko, brakowało rąk do pracy. My byliśmy młodzi i to normalne, że trzeba było pomóc. Pomagaliśmy i nikt się nie pytał za ile.”


Moja mama ma swoją wersję, której się trzyma mocno. A ja po tej rozmowie wcale nie jestem mądrzejsza. Wiem tylko tyle, że istnieją dwie prawdy: prawda historyków i prawda mojej mamy:-]

 

To jest owo zdjęcie:) Moja mama stoi z samego brzegu po lewej stronie ekranu:)

Ps. Dzięki Jordan za prawidłowe ustawienie fotki:)

 





komentarze (26) | dodaj komentarz

Tańcz Fedak tańcz…

sobota, 27 sierpnia 2011 8:57

Po dczas wczorajszej porannej prasówki natknęłam się na klip wyborczy PSL-u.  Jest to jedyna chyba partia, o której myślałam, że niczym nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Myliłam się i to bardzo.  Klip zatytułowany jest „Człowiek (czytaj – wyborca:-D) jest najważniejszy.” Trzeba przyznać, że tytuł ważny, chwytliwy, a zarazem sugerujący, że  za chwilkę usłyszę i zobaczę, dlaczego akurat dla PSL człowiek jest najważniejszy. Nawet się troszkę ucieszyłam. Pomyślałam sobie, że fajnie odnaleźć partię, której nie jest obojętny mój los. Zatrzymałam klip na samym początku, bo uznałam, że tak historyczna chwila nie może się obyć bez kubka kawki.

 

No dobra włączam. Na ekranie kilku podrygujących w rytmie rockowo – popowym młodzieniaszków śpiewających porywającą pieśń. Najbardziej wpadł mi w ucho refren:  „Bo to nasz dom, to Polska jest, wybierzmy PSL”. Klip jest tak bardzo dynamiczny i rytmiczny, że i ja nieświadomie zaczęłam podrygiwać…;-(


Ale co to, a raczej kto to?(o_o) Przecieram oczęta, ale oczywiście przecieranie nic nie dało, widzę to co widzę, czyli to co jest. Pośród podrygującej młodzieży pojawiają się i znikają tuzy naszej polityki: Waldemar Pawlak, Jolanta Fedak, Ewa Kierkowska i Stanisław Żelichowski. Ale nie tak zwyczajnie się pojawiają. Pojawiają się pląsająco. Więc ja korzystając z okazji, też pląsająco, pytam pani minister Fedak, kiedy przestanie grzebać przy mojej przyszłej emeryturce?


Jej ostatni pomysł, żeby zabrać 200 miliardów z naszych (czytaj też z moich) oszczędności z II filaru i przeznaczyć je na rozwój kraju -  zmroził mnie od palców po czubek głowy. Ja się pytam, dlaczego katastrofalne rządzenie i nieudacznictwo polityków mają być pokrywane z mojej wypracowanej przez ponad 40 lat emeryturki?


A wracając do wyborczego klipu. Na przestrzeni ostatnich lat niejeden już klip widziałam, ale żaden nie porwał mnie na tyle, żeby postawić krzyżyk na to, czy inne ugrupowanie. W każdym razie nie decydował o tym klip wyborczy, ani żadna pieśń porywająca. Bardzo chciałabym spełnić w nadchodzących wyborach swój obywatelski obowiązek i zagłosować, ale póki co nie mam na kogo. Bo na partię o nazwie „Rozsądek” już chyba się nigdy nie doczekam…


Dla ciekawych widoku pląsających tuzów polityki, podaję namiary na klip:

http://www.youtube.com/watch?v=PUMtIUG5VGc&feature=related




komentarze (18) | dodaj komentarz

Zgłoś problem i odbierz nagrodę

piątek, 26 sierpnia 2011 7:58

 

Kilka razy poruszałam na blogu temat złego traktowania pracowników hipermarketów przez pracodawców. Pisałam również o tym, że pracownicy często  milczą ze strachu przed utratą pracy…

 

Dlatego też zaciekawił mnie pomysł Związków Zawodowych „Solidarność” utworzenia portalu, na którym można  opisywać przypadki wyzysku pracowników w hipermarketach.  Do wpisów zachęca hasło reklamowe: 

"Stwórzmy mapę wyzysku w marketach". Niby wszystko OK  – pomyślałam. Nareszcie znalazł się ktoś kto ujmie się za tą grupą zawodową i zacznie rozprawiać się z patologią oraz przypadkami łamania praw pracowniczych.  Z zainteresowanie poczytałam sobie o tym projekcie, chciałam dowiedzieć się czegoś więcej.  No i  dowiedziałam się…  Gdyby za największe pokłady naiwności przyznawano  Nobla, pewnie otrzymałabym go, i  to w pierwszej edycji.

 

Okazuje się, że na tym portalu pisać sobie może każdy, a do tego ma zapewnioną anonimowość. Widzicie to? Każdy kto siedzi choć trochę w necie wie,  jak takie anonimowe wpisy wyglądają. Wybierasz sobie nick np. „Skrzywdzona” i dawaj huzia na Józia, można pisać co ślina na język przyniesie.  Jeśli ktoś w swojej naiwności zapyta – a po co ludzie mieliby zmyślać, albo pisać głupoty, to odpowiadam – dla stówki.  Okazuje się bowiem, że autorzy   czterech najciekawszych wpisów będą dostawać co tydzień bony o wartości 100 zł. A wszystko w ramach zorganizowanego przez ten portal konkursu:  "Zgłoś problem i odbierz nagrodę."

 

Bardzo sceptycznie podchodzę do tego pomysłu. Pomijam już to, że anonimowe wpisy, a do tego  jeszcze dla kasy,  często mijają się z prawdą, albo są „prawdą” naciąganą na własny użytek. Zakładając jednak, że ktoś opisze rzeczywistą sytuację panującą w sklepie, w którym pracuje, to pomysłodawcy założenia tego portalu, nie mają żadnych instrumentów prawnych by cokolwiek zmienić.  No może nie do końca, bo gdyby  im naprawdę zależało na doli i niedoli pracowników hipermarketów, to mogą przecież lobbować na rzecz zmiany prawa w tym zakresie. Tyle, że takie lobbowanie to mrówcza praca, wymagająca dogłębnej znajomości tematu, wynikającej nie tylko z anonimowych donosów. Przy tym taka mrówcza praca jest zupełnie nie medialna.

 

Podsumowując. Fajnie, że Związki Zawodowe zauważyły problem jakim jest łamanie praw pracowniczych w sieciach hipermarketów,  jednak sposób jaki wybrali na nagłośnienie tego problemu jest moim zdaniem co najmniej nieprofesjonalny.  Dopóki prawo będzie pozwalać na omijanie przepisów, pracodawcy zaopatrzeni w armię swoich prawników będą to wykorzystywać  jak tylko się da. Trzeba więc zmienić prawo, a nie tworzyć portal, który przypomina książkę życzeń i zażaleń, która miała obowiązek wisieć w każdym sklepie i nic z tego nie wynikało.

O stronie etycznej donosów za kasę już nie wspomnę.




komentarze (23) | dodaj komentarz

Pomidor dobry na wszystko

czwartek, 25 sierpnia 2011 9:14

Każd ego roku w hiszpańskim miasteczku Buniol niedaleko Walencji w ostatnią  środę sierpnia odbywa się bitwa na… pomidory. Podobno tradycja ta narodziła się w latach 40-tych, kiedy to grupa przyjaciół urządziła pierwszą pomidorową wojnę.

Od kilku lat niedaleko mojego miasta też się taka bitwa odbywa. Wprawdzie nigdy nie byłam, ale z relacji znajomych wiem, że walą się pomidorami równo:)


To tak tytułem wstępu odnośnie pomidorów. Dziwny jest ten owoc warzywny i jak się okazuje wciąż nie do końca odkryte są jego właściwości. O tym, że jest zdrowy nie trzeba nikogo przekonywać. Wprawdzie zawiera przede wszystkim wodę (92 proc.) ale poza tym prawie wszystkie witaminy i wiele składników mineralnych niezbędnych dla zdrowia, choćby wapń, potas, żelazo, magnez itd.


I pomyśleć, że na dobre pomidory zagościły w naszym jadłospisie dopiero kilka lat po wojnie. Teraz nie wyobrażam sobie domowego jadłospisu bez pomidorów, a takie pachnące, zerwane prosto z krzaczka, to prawdziwa rozkosz dla podniebienia. Zresztą zdrowe i smaczne są nie tylko te w całości, ale wszelkiego rodzaju przetwory z pomidorów.  No dobra, wiemy już, że są zdrowe, smaczne i że można rzucać nimi do woli w bitwach pomidorowych*-O


Okazuje się, że pomidory mają jeszcze inne bardzo przydatne dla nas, kobiet właściwości. Naukowcy z Hiszpanii odkryli w pomidorach niezwykle silny, nieznany dotąd przeciwutleniacz, który kilkanaście razy lepiej walczy z procesem starzenia się komórek, niż te znane dotychczas. Na dodatek w porównaniu z witaminą E jest 4,5 razy mocniejszy, działa też 10-krotnie lepiej niż witamina C.


Nie pozostaje nic innego, jak  czekać na cudowne mazidła przeciwzmarszczkowe z zawartością owego preparatu. Nie to żebym aż tak mocno narzekała na swój wygląd, ale swoje lata się ma, natury póki co bez skalpela chirurgicznego i botoksu nie idzie oszukać. Myślę więc, że taki np. kremik nada się  dla każdej Pani w stosownym wieku.


A najważniejsze, że  na odkryciu i badaniach się nie kończy, bowiem zespół badawczy kierowany przez Vicente Conejero opracował już łatwy sposób jego wytwarzania i nowy przeciwutleniacz jest gotowy do wprowadzenia na rynek.

I to jest dobra wiadomość!




komentarze (22) | dodaj komentarz

Wiersz

środa, 24 sierpnia 2011 9:41


 Mój kolejny erotyk…

Moje ciało


 

Blisko  twojego ciała

moje - nabiera wiary

 pulsuje w rytm pocałunków

nasłuchuje twoich dotknięć

obudziłeś je jednym zaklęciem

 

Nagość spowita mrokiem

dodaje odwagi

w drodze do rozkoszy

 

Moje ciało pachnie tobą

a usta nabrzmiałe westchnieniem

błagają o spełnienie

 

 

 

 

Moje ciało

jest ci posłuszne przez jedną chwilę

jest gotowe na przyjęcie ciebie

pragnie zatrzymać czas i przestrzeń

  - tylko ciało.

 

 

Wiersz zamieszczony w Antologii Poetów Okrągłego Stołu „Słowa rodzą wiersz”




komentarze (22) | dodaj komentarz

Sprawcy przemocy domowej – na bruk!

wtorek, 23 sierpnia 2011 8:45

 

 Na t emat pracy naszego rządu mam bardzo złe zdanie, często zresztą na blogu  poruszałam tematy związane z efektami „pracy” rządu, które budziły we mnie sprzeciw. Okazuje się, że czasami coś się naszemu rządowi „fuksnie,” że czasami uchwalą jakąś całkiem sensowną ustawę.


Dzięki uchwalonej 19 sierpnia ustawy nowelizującej Kodeks postępowania cywilnego, sprawców przemocy domowej będzie można eksmitować bez konieczności przyznawania im pomieszczenia zastępczego. Osoby takie mogą być eksmitowane do noclegowni lub schroniska.


Przypomnę, że znowelizowana w zeszłym roku ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadziła możliwość eksmitowania osób stosujących przemoc w rodzinie. Cóż z tego, jak orzeczenia o eksmisji nie mogły być wykonywane. Brakowało bowiem zapisu, że sprawcy przemocy mogą być eksmitowani do schroniska lub noclegownia. To bardzo ułatwi sprawę, bo dotychczas eksmisja następowała tylko wtedy, kiedy gmina zapewniała takiej osobie pomieszczenie zastępcze, tymczasem gminy takowymi nie dysponują.

 

W praktyce wyglądało to tak, że pomimo orzeczenia o eksmisji, oprawca mieszkał nadal pod jednym dachem z ofiarą. Jedynym sposobem w jaki mogła bronić się ofiara było wzywanie przy każdej awanturze policji. Jeśli oprawca był pijany zabierano go na izbę wytrzeźwień, jeśli trzeźwy, a nie zdążył jeszcze pobić swojej ofiary, dostawał od policji jedynie pouczenie, a ofiara była informowana o możliwości założenia tzw. niebieskiej karty. Nie zawsze to pouczenie pomagało, bo z doświadczenia wiem, że po wyjściu policji oprawca karał swoją ofiarę za sam fakt wezwania jej.


I tak w kółko… Poprzednia nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie była światełkiem w tunelu dla maltretowanych rodzin, ale cóż z tego jak wyegzekwowanie orzeczenia o eksmisji graniczyło z cudem. Teraz ma to się zmienić. I może dzięki temu zmieni się życie choć jednej maltretowanej rodziny… taką mam przynajmniej nadzieję.




komentarze (37) | dodaj komentarz

Bliskie spotkanie z… szerszeniem

poniedziałek, 22 sierpnia 2011 8:15

Siedziałam sobie wczoraj późnym wieczorkiem przy laptopie i czytałam nowe wpisy na Waszych blogach. Usłyszałam, że coś się szamocze na firance. Pomyślałam, że to pewnie jakaś kolejna duża ćma. Często przylatują w nocy przez uchylone okno. Za każdym razem, uchylam szerzej okno, i chwytając firankę wypraszam je na dwór. Tak zrobiłam i tym razem.  Chwyciłam firankę tuż przy ćmie i nagle poczułam ból przeszywający środkowy paluch. Co jest??? No nie była to ćma, tylko szerszeń!


Utłukłam gada, ale paluch zaczął puchnąć i coraz mocniej boleć. Co robić? Przyznaję się bez bicia, że  przestałam myśleć racjonalnie, a patrząc na powiększającą się z minuty na minutę  opuchliznę wpadłam w lekką panikę. Zadzwoniłam na pogotowie… Wiem, wiem, z taką głupotą nie powinnam, ale to użądlenie przyćmiło moje logiczne myślenie.


Na wstępie przeprosiłam panią z pogotowia, że z taką głupotą dzwonię i poprosiłam o poradę. O dziwo, pani potraktowała sprawę ukąszenia bardzo poważnie. Wypytała o wszystko dokładnie i powiedziała żebym zażyła wapno, a na użądlone miejsce robiła okłady z lodu. Tak też zrobiłam. Lód trochę znieczulił ból. Po jakiś 15 minutach zadzwonił telefon. Zdziwiona, że ktoś dzwoni tak późno, odebrałam. To była pani z pogotowia. Zadzwoniła zapytać jak się czuję i czy opuchlizna ustępuje. Powiedziała też, że gdybym miała problemy z oddychaniem, albo zaczęło mi się robić słabo, to żebym koniecznie zadzwoniła, wtedy wyśle do mnie karetkę.


Obyło się bez dzwonienia. Paluch jeszcze boli , ale opuchlizna na szczęście zeszła. Gdzieś czytałam, że najczęściej ulegamy różnym wypadkom we własnym mieszkaniu i coś w tym jest…

 


 

Ubity gad



komentarze (27) | dodaj komentarz

Wielki pomnik w małym Maszewie

niedziela, 21 sierpnia 2011 10:49

 

Podczas naszych podróży po okolicach napotykamy wiele obiektów upamiętniających jakieś wielkie wydarzenia historyczne, ale też wydarzenia lokalne, wpisujące się w dzieje danego regionu.

 Ciekawą historię mają niektóre pomniki pierwszowojenne. Niegdyś stawiane przez najbliższych opłakujących zabitych na wojnie żołnierzy niemieckich, po roku 1945 niszczone i piętnowane jako symbole hitleryzmu. No cóż, nasza historia nie jest łatwa i może to dziwne ale potrafię zrozumieć pobudki jakimi kierowali się Polacy niszcząc po II wojnie światowej niemieckie pomniki. Wtedy doradcą były emocje, żal do okupanta, rozpacz rodzin, które straciły na wojnie najbliższych. Nikt się nie zastanawiał, że niszczy pomniki stawiane przez rodziny, które również straciły swoich najbliższych, tyle że podczas poprzedniej, pierwszej wojny światowej. Prawdziwy chichot historii…


Część pomników została zniszczona doszczętnie, niektóre przerobiono na kapliczki maryjne, po niektórych pozostały jedynie cokoły. Ale zdarzają się też pomniki, które dzięki porozumieniu lokalnych władz ze stroną niemiecką, zostały z pietyzmem odbudowane. I taki właśnie pomnik zafundowało sobie małe Maszewo w woj. zachodniopomorskim.


W 1926 roku na wniosek ówczesnej Rady Miasta, chcącej uczcić pamięć poległych w czasie I wojny światowej zbudowano w Maszewie pomnik w formie modernistycznej. Po II wojnie światowej pomnik uległ zniszczeniu i popadał w ruinę. Dopiero w 1993 r. władze Maszewa w porozumieniu ze stroną niemiecką zadecydowały o odbudowie pomnika.


Pomnik zrobił na nie dziwne wrażenie. Samej budowli nie mam właściwie nic do zarzucenia. Fantazyjny układ cegieł, oraz  rzędy ażurowych, półkolistych arkadek nawiązują do budowli rzymskich i bizantyjskich. Okno budowli wytyczone jest w kształcie miecza teutońskiego.


Jednak trochę razi mnie ten pomnik – gigant. Znajduję w nim bowiem więcej militarystycznej buty niż bólu i refleksji…

 

 

 




komentarze (22) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 27 maja 2017