Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 285 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
monitoring pozycji

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

O moim bloogu

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do k...

więcej...

Jeszcze niedawno uczyłam się, krok po kroku odzyskiwać swoje życie. Udało się! A co teraz? No nie mam pojęcia co z tym „odzyskanym” zrobić:) Więc znów uczę się… i tak do końca. Jakieś korepetycje z życia by się przydały:)

W razie potrzeby kontaktu:

rodorek@wp.pl

schowaj...

Cyferki:)

Odwiedziny: 5156233
Wpisy
  • liczba: 1225
  • komentarze: 32249
Bloog istnieje od: 2781 dni

Horoskop

Wodnik

Dzisiaj możesz liczyć na przychylność gwiazd. Zapowiada się, że twój trudny czas kończy się i wszystko zaczniesz od początku.

więcej na horoskop.wp.pl

Lubię to

Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


Rodzice są tacy zabiegani…

piątek, 30 września 2011 9:14

 

Ws pominałam już kiedyś, że mieszkam naprzeciw przedszkola. Siedząc przy laptopie widzę jak rodzice rano przyprowadzają, albo też przywożą swoje pociechy, a popołudniu – odbierają. Różnie to przyprowadzanie i odbieranie dzieci wygląda. Z moich obserwacji wynika, że współcześni rodzice są okropnie zabiegani, niecierpliwi i nerwowi. Zwłaszcza rano, popychanie dzieci, szarpanie za rękę, krzyczenie, to właściwie standard. Czasami dziecko płacze, bo nie chce iść do przedszkola. Wtedy zamiast tłumaczenia i łagodzenia sytuacji zaczynają się zapasy w stylu – kto, kogo.


Niektórzy rodzice trochę starszych dzieci nawet nie wysiadają z samochodu, uchlają drzwi, dziecko wysiada przy bramce, a rodzic odjeżdża z piskiem opon. Nieraz zdarza się tak, że dziecko, zamiast wejść od razu na teren przedszkola, dłuższą chwilę zatrzymuje się przy bramce. Zawsze wtedy boję się, żeby przypadkiem nie przyszło mu do głowy pójść na wagary.


Trochę lepiej to wygląda podczas odbierania dzieci z przedszkola. Wtedy już tak bardzo się nie spieszą, ale nadal są nerwowi. Dlaczego? Choćby dlatego, że brakuje im cierpliwości żeby dziecko wysłuchać. Wiele razy słyszę jak taki mały berbeć głosem pełnym emocji zaczyna opowiadać o tym co go spotkało w przedszkolu, a rodzic przerywa słowami „gdzieżeś się tak wypaćkał, albo - zamknij się, nie mam czasu, w domu opowiesz.”


Byłabym niesprawiedliwa, gdybym napisała, że wszyscy rodzice tacy są. Nie są, zdarzają się rodzice, którzy ten poranny obowiązek wykonują ze stoickim spokojem, ale tych jest zaledwie garstka…


Ja wiem, że rano rodzice spieszą się do pracy. Ameryki nie odkryję jeśli napiszę, że wystarczyłoby przecież wyjść z domu 5 minut wcześniej, żeby uniknąć takiej nerwówki.


Widzę też, że kilkoro dzieci z tego przedszkola zaprowadzają i odbierają babcie i dziadkowie. Ci mają czas, zawsze wysłuchają, nie szarpią, tłumaczą. Często też wyciągają z torby jakiś smakołyk przygotowany dla dziecka, aż miło popatrzeć…

 

Od czasu kiedy prowadzałam swoje dzieciaki do żłobka i przedszkola minęło raptem 20 lat z hakiem, ale zauważam ogromną różnicę pomiędzy wtedy, a dziś. Chyba wtedy mieliśmy więcej czasu dla dzieci, nie było takiej gonitwy, a przecież też pracowaliśmy zawodowo. Ale może tylko tak mi się wydaje. Może wtedy też ktoś patrząc na nas  mówił – ale ci współcześni rodzice są nerwowi i niecierpliwi;-)




komentarze (19) | dodaj komentarz

Wybory powinny być każdego roku

czwartek, 29 września 2011 8:45


Tak, tak, nie co cztery lata, ale każdego roku. Mówię Wam - coroczne wybory, to same korzyści dla przeciętnego obywatela, czyli mnie. W gorącym przedwyborczym czasie rośnie moje poczucie ważności i wyjątkowości. Nie mówcie, że tego nie lubicie. Każdy lubi. Przez  te cztery lata od wyborów do wyborów, otrzymuję niewiele  korespondencji. Głównie rachunki i ewentualnie jakieś wezwania, o Rossmanie, Netto, Tesco i innych temu podobnych nie wspomnę.


Jednak przed wyborami wszystko się zmienia. Piszą do mnie w formie papierowej, mailowej, a nawet dzwonią bardzo ważne osoby. Choćby wczoraj. Odebrałam telefon. W słuchawce słyszę monotonny głos, który przemawia do mnie takimi słowami: Jeśli popierasz działania Pani Krystyny S. wciśnij 3. Pani Krystyna S. to przewodnicząca naszej Rady Miasta z PO. Wprawdzie nie dawałam jej swojego numeru telefonu, ale widać, że jak człowiekowi zależy, to zawsze znajdzie;-) Potem otwieram swoją pocztę mailową, a tam z kolei Pan Prezes osobiście kieruje do mnie słowa: Drogi Polaku, pamiętaj, że zasługujesz na więcej. Głosuj na PiS. Na załączonym zdjęciu Pan Prezes taki łagodny, uśmiechnięty, zupełnie inny człowiek. To  zdjęcie potwierdza teorię, że to media robią z Pana Prezesa diabła wcielonego,]:-> a przecież tak dobrze mu z oczu patrzy,0:-)przynajmniej na załączonym zdjęciu.

 

Idąc po zakupy mijam słup ogłoszeniowy, z którego wychyla się dłoń z podniesionym kciukiem w geście: OK. To jeden z kandydatów na posła, lub senatora (nie wiem dokładnie) daje mi tym gestem do zrozumienia: Wybierz mnie, a twoja torba z zakupami będzie dwa razy cięższa, za te same pieniądze. No nad nim to się waham… może nawet zagłosuję? . O skrzynce na listy i mnogości ulotek w formie papierowej już nie wspomnę.


To moje poczucie ważności i wyjątkowości, to tylko jeden z elementów potwierdzających tezę,  że wybory powinny odbywać się co roku. Okres przedwyborczy, to również nowości filmowe. Pełno ich teraz w necie. Filmiki reklamujące poszczególnych kandydatów, to naprawdę kawałek dobrego, polskiego kina.:-D  Nikt by się nie spodziewał, że nasi kandydaci takimi talentami dysponują. Dopiero potrzeba wyborów, by się ujawnili.  Ale żeby tylko ujawnili, co niektórzy wręcz stanowią konkurencję dla sław naszej sceny muzycznej. Choćby Jędrzej Wijas, młody polityk z SLD:-]

 


 

Naprawdę dużo tego w necie jest, kto chce to znajdzie.


Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze konferencje prasowe zwoływane co chwilę, by obwieścić jak to będzie mi dobrze po 9 października, ech… łza się w oku kręci człowiekowi nie przyzwyczajonemu do nadmiaru takiego dobra. Życie jest jednak piękne, szkoda tylko, że to piękno trwa raptem kilka tygodni, co cztery lata… przed wyborami.

 



komentarze (25) | dodaj komentarz

Czasami trudno pomóc...

środa, 28 września 2011 8:40

 

Wcz oraj, wychodząc z domu, tuż obok parku zobaczyłam karetkę pogotowia. Obok stała spora grupka gapiów. Przechodząc, zdążyłam jeszcze zobaczyć jak sanitariusze zamykają tylne drzwi karetki. Wewnątrz na noszach leżał człowiek. Od gapiów usłyszałam, że przewrócił się na chodniku i strasznie nim rzucało. Ktoś zadzwonił z telefonu komórkowego na pogotowie… Karetka zjawiła się prawie natychmiast, ale do przyjazdu karetki nikt z tego wianuszka gapiów nie nachylił się nad chorym, nie udzielił żadnej pomocy.


W pierwszej chwili pomyślałam sobie – a gdyby ten człowiek zmarł? Co za ludzie! Ale potem zaczęłam się zastanawiać, co ja bym zrobiła będąc świadkiem takiego wydarzenia? No… chyba też nic, chyba bym się bała, że zamiast pomóc mogłabym zaszkodzić. Wprawdzie dawno temu uczestniczyłam w krótkim kursie udzielania pierwszej pomocy, ale przeszkolenie w tym zakresie zostało narzucone że tak powiem odgórnie, więc nikt ze szkolących, ani szkolonych nie przykładał się specjalnie. Chodziło głównie o tzw. papierek.


Kiedyś w pracy kolega uratował życie interesantowi. Mężczyzna przyszedł coś załatwić  i zaraz po wejściu do biura dostał ataku serca. Dwie pracujące w tym pokoju dziewczyny spanikowały, ale nie kolega. Umiejętnie przeprowadził masaż serca i reanimował mężczyznę do czasu przyjazdu pogotowia. Mężczyzna przeżył, a lekarz który przyjechał karetką powiedział, że dzięki pomocy mojego kolegi właśnie. Wtedy zobaczyłam na własne oczy jak umiejętne udzielenie pierwszej pomocy jest ważne i potrzebne.


Jak się okazuje bardzo wielu ludzi nie potrafi, albo też boi się udzielać pierwszej pomocy. Przeczytałam niedawno, że ponad połowa ludzi nie udzieliłaby pierwszej pomocy samodzielnie, ponieważ boi się, że mogłoby zaszkodzić poszkodowanemu. Wprawdzie badaniem objęta była tylko młodzież, ale myślę że gdyby dorzucić do tych badań ludzi w średnim wieku i starszych okazałoby się, że te statystki są większe.  Młodzież ma jeszcze szansę to zmienić, nauczyć się.  Z tego co wiem, szkoły organizują szkolenia w zakresie udzielania pierwszej pomocy, ale dorośli gdzie mieliby się tego nauczyć?


Na szczęście nie znalazłam się w sytuacji, w której musiałabym ratować czyjeś życie. Moje udzielanie pierwszej pomocy polegało dotychczas jedynie do cucenia osób, które zemdlały. Ale gdyby kiedyś (oby się tak nie stało) było zagrożone moje życie chciałabym by w pobliżu znalazł się ktoś, kto umiałby mi pomóc…




komentarze (35) | dodaj komentarz

Wpis extra

wtorek, 27 września 2011 8:54

 

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Pewnie zauważyliście, że zmienił się layout bloga? Czuję się w obowiązku wyjaśnić…


Od wczoraj można mnie znaleźć w kategorii blogów extra. Jakiś czas temu dostałam z WP zaproszenie do owych blogów(o_o) Długo nie mogłam uwierzyć. Byłam przekonana, że to pomyłka, albo że ktoś ze znajomych zrobił mi żart jakiś. Przecież tyle jest naprawdę ciekawych i wartościowych blogów na Wirtualnej… dlaczego akurat mój?  No nie był to żart, ani pomyłka. Trochę trwało uzgadnianie szczegółów dotyczących szaty graficznej, a efekt końcowy przed Wami:-)


Gdyby ktoś powiedział mi  półtora roku temu, że to moje pisanie zostanie gdzieś tam zauważone - uśmiałabym się nieźle. Rozpoczynając pisanie bloga miałam jeden, jedyny cel – wyrzucić z siebie to, co sprawiło że czułam się najpodlej jak można się czuć. W tamtym czasie strach, koszmary, poczucie bycia gorszą od wszystkich, niewiara i niemoc – towarzyszyły mi właściwie przez całą dobę. Pomału uczyłam się z tym żyć i w najśmielszych snach nie oczekiwałam, że to się zmieni, że zrobię pierwszy krok, po którym przyjdą następne, i następne…  i że zajdę tu, gdzie teraz jestem.


Oczywiście nie byłoby tego wszystkiego bez Was, moich wiernych oraz przypadkowych czytelników. Dlatego serdecznie dziękuję wszystkim, którzy świadomie, albo przez pomyłkę klikają na link do tej strony. Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam@)-->-->-- No i dodam jeszcze, że cieszę się jak małe dziecko, ot co!:-D

 

Różyczka jest dla Was

 




komentarze (44) | dodaj komentarz

Co za dużo, to niezdrowo

poniedziałek, 26 września 2011 8:29

Jakiś czas temu pisałam na blogu o maminych lekarstwach. Chodziło o to, że mama przyjmowała stanowczo za dużo leków kupowanych z różnych powodów. A to na receptę, a to sąsiadka poleciła, a to pani magister w aptece, i tak dalej. Do wczoraj wydawało mi się, że jakoś tam opanowałam to nadmierne branie leków. Po przeczytaniu artykułu, który znalazłam na ten temat w necie, mama zarzekała się, że nigdy więcej. Wczoraj poszłam do mamy, bo miała problem z usuwaniem przeczytanych sms-ów w telefonie.


Weszłam do kuchni i co widzę? Znaczna część kuchennego stołu zastawiona lekami. Zajrzałam do wiszącej szafki na leki – była pełniuśka! Na moje pytanie po co i dlaczego, mama powiedziała, że przecież nie zażywa wszystkich jednocześnie, że w zależności co jej dolega, takie bierze leki. Nie ukrywam, że jestem zaniepokojona. Będę musiała wymyśleć jakiś inny sposób żeby skutecznie zniechęcić mamę do kupowania oraz zażywania takich ilości lekarstw. Łatwo nie będzie…


Moja mama nie jest wyjątkiem. Zainteresowałam się tym problemem i okazuje się, że nadużywanie leków przez starszych ludzi, to właściwie norma i trudno nad tym zapanować. Po części winne są temu reklamy leków, na które starsi ludzie są bardzo podatni, a po części system lecznictwa. Starsi ludzie cierpią na wiele schorzeń, z którymi chodzą do różnych specjalistów i od każdego dostają receptę na inne leki. Często bywa tak, że jedne leki wchodzą w interakcje z innymi, przynosząc dla organizmu  więcej szkody niż pożytku. Mówiłam mamie nie jeden raz o szkodliwości łykania tylu prochów, ale jak widać, grochem o ścianę. Skoro na takie argumenty mama jest odporna, to czarno widzę jakieś sensowne rozwiązanie…

 





komentarze (26) | dodaj komentarz

Jarzębina czerwona

niedziela, 25 września 2011 9:33

 

W tym roku pięknie obrodziła jarzębina. Niedaleko mojego domu na jednej z ulic szpaler drzew jarzębinowych wygląda przecudnie. A kiedy promienie jesiennego słońca padają na korony drzew odnosi się wrażenie, że drzewa płoną…


Zawsze kiedy patrzę na jarzębinę przypominam sobie jak dziecięciem będąc nawlekałam ją mozolnie na nici, tworząc z czerwonych kuleczek sznury korali. Wtedy wydawały mi się najpiękniejszymi klejnotami pod słońcem:-] Potem często też gałęzie jarzębiny suszyłam dodając je do zimowych, suszonych bukietów.


A w tym roku zrobię na zimę kilka słoiczków soku z jarzębiny. W ubiegłym roku koleżanka uraczyła mnie herbatka z sokiem jarzębinowym własnej roboty i bardzo mi posmakowała. Poza tym sok z jarzębiny wspomaga leczenie grypy i przeziębień. Co mi szkodzi spróbować, muszę tylko poczekać do pierwszych przymrozków, bo podobno owoce, które uległy przemrożeniu, mają o wiele lepszy smak.


Jeśli ktoś miałby ochotę na soczek z jarzębiny, to podrzucam przepis:

Kilogram jarzębiny myjemy i rozgniatamy w garnku. Do drugiego naczynia nalewamy litr wody i przesypujemy rozgniecione owoce jarzębiny, a następnie dodajemy pół kilo cukru. Mieszaninę gotujemy do pół godziny, mieszając od czasu do czasu, aż cukier się rozpuści. Gdy mieszanka się zagotuje, cedzimy ją i przelewamy do butelek.

 

Wiem, że z jarzębiny można też robić konfitury i nalewki. Nie wiem jak smakują, bo nie próbowałam.

 

 





komentarze (45) | dodaj komentarz

I popłynęły do nieba:)

sobota, 24 września 2011 8:14

 

Lato można żegnać na różne sposoby. W moim mieście stowarzyszenie Sztuka Miasta przygotowało fajny program  z tej okazji. Gwoździem programu było puszczanie do nieba lampionów. Wprawdzie do Poznania, gdzie w Noc Kupały puszczono ich około 11 tysięcy  daleko nam, ale pierwsze koty za płoty.  Mam nadzieję, ze pomysł chwyci i w przyszłym roku będzie ich o wiele więcej…


Przeczytałam gdzieś, że tradycja puszczania lampionów z jakiś szczególnych okazji praktykowana jest już od ponad 2 tysięcy lat. Wszystko zaczęło się w Chinach i Tajlandii. Według tamtejszych wierzeń zapisane na lampionie życzenie spełni się, gdy wzniesie się on do nieba. Nie wiem ile w tych wierzeniach prawdy, ale widok płynących majestatycznie po nocnym niebie lampionów ma w sobie coś z magii i czarów...:-]

 

Kilka fotek:)

 

 

 

 




komentarze (28) | dodaj komentarz

Pazerność nie zna granic

piątek, 23 września 2011 7:58

Jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę pisać źle na temat księży i Kościoła, ale… nie da się tego obiecywania dotrzymać. Przynajmniej nie wtedy kiedy jestem świadkiem  sytuacji, które burzą we mnie spokojną na co dzień krew. W poniedziałek pisałam, że zmarł mój znajomy. Wczoraj był pogrzeb. Został pochowany w malutkiej miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od mojego miasta. Taka była decyzja rodziny, bo tam mieszkają jego rodzice, tam się urodził i wychowywał.


 Pojechałam z córką. Jest duża różnica pomiędzy ceremonią pogrzebową w dużych miastach, a małych wioskach. Na przykład u nas msza pogrzebowa trwa góra 30 minut, a tam ponad godzinę. Wczorajsza msza odbywała się w maleńkiej kapliczce cmentarnej. Nie wszyscy się tam zmieścili, więc wiele osób, w tym kilku członków dalszej rodziny, stało na zewnątrz.


Z głębokiej zadumy wyrwał mnie widok koszyka podsuniętego pod mój nos. Spojrzałam trochę nieprzytomnie, nie do końca pewna czy to co widzę, dzieje się naprawdę. Działo się. Pan kościelny krążył pomiędzy ludźmi pogrążonymi w smutku, podsuwał tacę (koszyk) i czekał na wrzucenie datku!


Czegoś nie rozumiem, przecież za odprawienie mszy pogrzebowej rodzina zapłaciła już księdzu i to nie mało, skąd więc pomysł żeby za tę samą usługę (mszę) płacić dwa razy? W pierwszej chwili chciałam napisać, że to było co najmniej niesmaczne, ale to zbyt łagodne określenie. Dla mnie to pazerność przez duże P.


Zdaję sobie sprawę, że datki zbierane na tacę służą utrzymaniu parafii lub potrzebom diecezji, ale uważam, że przy okazji ceremonii raz już opłaconych przez rodzinę, albo zamawiających jak np. pogrzeb albo ślub, księża powinni powstrzymać się od zbierania na tacę.


A potem Kościół się dziwi skąd wśród ludzi ta niechęć i niepochlebne komentarze. Między innymi właśnie dlatego…




komentarze (66) | dodaj komentarz

To już jesień...

czwartek, 22 września 2011 7:52

 

Jutro (23 września) o godzinie 11,05 rozpocznie się kalendarzowa jesień, ale już od jakiegoś czasu przyroda nie zważając na kalendarz przygotowuje się do zmiany pory roku. Na mojej ulicy pojawia się coraz więcej żółtych i bordowych liści na wiekowych lipach. Ostatnio spacerowałam w parku mniej uczęszczanymi ścieżkami i co chwilę oplatało mnie babie lato.


Widok tych srebrzystych nici za każdym razem przypomina mi podanie ludowe, które mówi że babie lato jest przędzą z wrzeciona Matki Boskiej. Miało ono przypominać, gospodyniom, że nadszedł czas roboty koło przędziwa i potrzebę okrycia biednych sierot na zimę. Kiedyś wierzono również, że te srebrne nici to strzępy welonu Matki Boskiej, które spadły jej z głowy w chwili wniebowzięcia…


Te ludowe podania i wierzenia mają w sobie tyle piękna i magii, podczas gdy prawda jest zupełnie prozaiczne. Babie lato to nic innego jak nici plecione przez pająki, na których to niciach przemieszczają się w poszukiwaniu schronienia na zimę. Kiedy już wszystkie pająki znajdą miejsca odpowiednie na przezimowanie, kończy się złota jesień, a zaczynają szare, wilgotne i wietrzne dni brrr.

 


 

 

A jeśli już ta jesień musi przyjść, to niech chociaż będzie taka, albo i piękniejsza:)

(Fotka z ubiegłego roku)

 




komentarze (27) | dodaj komentarz

Relacja z „męskiej” pracy domowej

środa, 21 września 2011 8:32

 

 

Od kiedy pamiętam moja córcia zawsze lubiła wykonywać w domu tzw. męskie prace. Zupełne przeciwieństwo mnie:-] Od jakiegoś już czasu puszka farby czekała na pomalowanie drewnianych schodów na korytarzu Córka postanowiła zmierzyć się z tą materią. Zakupiła niezbędne do malowania akcesoria typu: rękawice, maseczka na twarz, kuweta na farbę, wałek oraz pędzel. I właśnie wczoraj nastała ta wiekopomna chwila. Siedziałam przy komputerze, kiedy z kuchni dobiegło mnie pytanie córki:

- Mamo, którym otwieraczem do konserw otworzyć puszkę? (mamy kilka otwieraczy)

- To zależy jaką puszkę chcesz otworzyć.

- No tę od farby…

…czyli tę:-D

 


 

 

Potem poszło jej piorunem. Pomalowała co drugi schodek i połowę korytarza na zakręcie.

 


 

 

Problem w tym, że źle wyliczyłam te schody do malowania i dzisiaj, jak pomaluje drugą część, przyjdzie mi fruwać nad schodami. Czyli dzisiaj jestem niewolnikiem we własnym domu:-%

 


O myciu kuwety, wałka i pędzla nie wspomnę. Pamiętajcie kochani (jakbyście przypadkiem nie wiedzieli, jako ja nie widziałam) że farba olejna, to nie emulsja i pod ciepłą wodą tego się nie umyje;-(]:->:-D




komentarze (30) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


czwartek, 24 sierpnia 2017